Takiego wejścia nie było od lat. Kiedy w 2018 roku pojawił się tom „Hejt i inne bangery”, z miejsca zwrócił na siebie uwagę, a kolejne książki Justyny Kulikowskiej – „Tab_s” (2020), „gift. z Podlasia (2021), „Obóz zabaw” (2023) – coraz bardziej wzmagały zainteresowanie jej poezją.
Jeśli zapytać o powody sukcesu, ze świadomością, że „sukces” poetycki to rzecz wysoce intymna, o zasięgu ograniczonym do paru setek, może tysiąca czytelników, to odpowiedź jest jednocześnie łatwa i trudna. Łatwo zauważyć nitki, które wiążą utwory Kulikowskiej z nośnymi poetykami. Jej wiersze wypełnione są wrażliwością na krzywdę i gniewem na niesprawiedliwość, poddane naciskowi wypaczającego rzeczywistość i wszelkie doświadczenie gadulstwa mediów, zaangażowane, lecz nieoczywiste, trawione przez tożsamościowy niepokój. Rzec można, że Kulikowska jest poetką naszych czasów.
Poezja między gniewem a czułością
Jest jedną z wielu, do których wydaje się podobna, będąc zarazem jedną z niewielu, którym udało się pisać we własny, oddzielny sposób. Czemu zawdzięcza tę wyjątkowość, trudno stwierdzić. Chyba eskalacji, temu, że jej wrażliwość, gniewność, uważność, ale i zdolność słyszenia ukrytych, przytłumionych, na przykład lokalnych języków realizują się na poziomie rzadko osiąganym przez liryczny peleton. Kulikowska ze świetnym skutkiem operuje na rozciągniętej skali poetyckich efektów – od analitycznej inteligencji do pracowitej, więc powściągliwej czułości. Myśli jak znaczna część jej rówieśników, politycznie, nie jest jednak za grosz kolektywna, podporządkowana (i podporządkowująca) stylom bycia i mówienia postliberalnego pokolenia. Czyżby młodsza siostra Doroty Masłowskiej?
W ostatniej książce „Wnyki dla światła” (2025) do wyliczonych naprędce cech jej poezji dochodzi jeszcze jedna, bardzo istotna – myślenie dużą formą, poematem. Wydaje mi się, że odpowiednim słowem na nazwanie tej kompozycji jest słowo fuga.
Fuga, powtórzenie i język Podlasia
Muzyczność jest tu ewidentna. Uobecnia się w refrenach, rytmach, powracaniu paru motywów, kontrapunktach, obrazach tańca, pulsowaniu języka „góra-dół, góra-dół”, wreszcie w ujęciu całości w ramę.
W wierszu otwierającym zanotowane są kwestie, które wrócą później, przede wszystkim miejsce (Wissa) i puncta lekturowe:
„Mała rewolta”
I do mnie należy wiejska dyskoteka traum,
dni spędzone przy ustępie z Raine’a, cztery
bumerangi sumienia rozrzucone nad Wissą,
każde ze zdrobnień i złodziejstw nazywania.
Repetuję: za głód, za sytość, dodając zachwyt,
nader bezczelnie?
Warte odnotowania są też wyrazy: „bumerang”, „złodziejstwo”, „repetycja” oraz pierwsze z imion: Raine (Craig), twórca „Martian poetry”, którego na polski tłumaczyli m.in. Jerzy Jarniewicz i Piotr Sommer. Przeprowadzki ze Szczuczyna w nieokiełznany świat literatury, do źródła, z którego się kradnie nazwy oraz natrętne (bumerangowe) powroty nad Wissę, podlaską rzekę wpływającą do Biebrzy, będą odtąd wciąż powtarzającym się (repetytywnym) zajęciem poetki i podążających za nią czytelników.
Powtarzanie fraz, nakładanie obrazów, piętrzenie głosów, tasowanie nastrojów przynosi skutek oszałamiający. Światło, chwytane w stroficzne wnyki, momentalnie oślepia i oślepionych wiedzie za sobą ku niewiadomym doznaniom. Stawką jest tu bowiem zarówno wspomniany zachwyt, zmysłowe zatracenie, jak i trudne do wypracowania, wyczytania, do zaklęcia w przyswojonych słowach, niepewne minimum afirmacji, bez którego życie jest niemożliwe. Wiersze Kulikowskiej nie uśmierzają bólu, nie wywabiają z pamięci traum, nie dają żadnych gwarancji przetrwania, a tylko nie chcą być fugą śmierci czy choćby permanentnej klęski.
Bliskość Paula Celana, który w słynnym wierszu zwielokrotnił imiona bezsilności w stosunku do Zagłady, i Eugeniusza Tkaczyszyna -Dyckiego, który z depresyjnej perseweracji zrobił zasadę swej wybitnej poezji, nie jest w tym wypadku złudzeniem. Kulikowska idzie ich śladem, jednakże starając się nie ulec ostatecznym konsekwencjom wyboru tej ścieżki: „A jeśli przyniosę dla was piękno, to piękno pęknięte, piękno wywleczone z chaty za fraki, chwycone za chabety, wzięte za szmaty, za ramiona i pod barki”.
Tak, Kulikowska jest „bezczelna”, zasłuchana w wieczne tętno i ulotne słowa, mająca ambicje nieomal niestosowne, obojętna na to, co powiedzą w Krakowie, kolonizująca krytycznoliterackie stoliki, magnetycznie zasysająca. Błogosławiona niech będzie taka bezczelność.
Nominacja do Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka
Justyna Kulikowska, WNYKI DLA ŚWIATŁA, WBPiCAK, Poznań 2025
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















