Reklama

Ex Oriente Lux

Ex Oriente Lux

23.03.2010
Czyta się kilka minut
Jordi Savall uczcił rocznicę wyprawy Franciszka Ksawerego do Azji, zestawiając muzykę europejską z tradycyjną muzyką Indii i Japonii. Rozpoczął się festiwal Misteria Paschalia.
Misteria Paschalia 2009: "Stabat Mater" Pergolesiego w kościele oo. Franciszkanów w Krakowie /fot. Anna Kaczmarz / misteriapaschalia.pl
"

"Początkiem jest "Alleluja". A konkretnie ostatnia głoska eksklamacji, rozwijana melizmatami. Wyrafinowana ornamentyka, która do dziś wyraźnie wskazuje wschodnią proweniencję tego śpiewu, w IX w. przedstawiać miała również "śpiew anielski" - długie wokalizy intonowane na ostatniej głosce głosami dziecięcymi. Aby śpiewakom łatwiej było zapamiętać melodie oraz wczuć się w ich anielski charakter, pod koniec stulecia wybitny mnich z Sankt Gallen, Notker, podkłada pod nie religijne teksty. Usamodzielnione dzięki dodanym do nich słowom wokalizy prędko przyjmują się w Europie. Rodzi się zjawisko tropowania chorału oraz sekwencja - specjalny hymn o zwrotkowej budowie, włączany do liturgii.

Gdy na przełomie XIII i XIV w. w środowisku franciszkańskim pojawia się tekst "Stabat Mater" (nie ma w zasadzie znaczenia, czy rzeczywiście jego autorem był Jacopone da Todi), Kościół dysponuje już całym arsenałem sekwencyj. Średniowiecze wyprodukowało ich kilka tysięcy. "Stabat Mater" włączone zostaje do tego repertuaru dopiero w późnym XV w., sukces tekstu jest jednak błyskawiczny - propagowany przez rozkwitający i skuteczny w działaniu zakon franciszkanów, wiąże się jednocześnie z nowym typem religijności: osobistego kontaktu wiernego z Bogiem, bezpośredniej kontemplacji męki i ofiary Chrystusa, a także popularnej już religijności maryjnej, w cierpieniu Matki Bożej dopatrującej się odpowiednika pasji jej syna.

Ta nowa dewocja ma też związek z rozwijającym się w XIII i XIV w. religijnym życiem świeckich, do tej pory skazanych w zasadzie na bierne przyjmowanie darów duchowych udzielanych im przez kler. Teraz świeccy - kupcy, rzemieślnicy, mieszczanie, a nawet chłopi - organizują się w bractwa, wspólnie odprawiające modlitwy, dbające o pochówek swoich członków i starające się o przestrzeganie ewangelicznych cnót.

Nim więc "Stabat Mater" przyjęło się jako sekwencja, wchodząc do katalogu zawodowych twórców renesansowej polifonii, przede wszystkim zainspirowało religijność ludową. Liczne wczesne odmiany pieśni, nawiązujące do popularnych laud (też często opiewających rozpacz Marii, jak XV-wieczna "Ogn’om m’entenda", która zabrzmi podczas inauguracyjnego koncertu Misteria Paschalia), solowe i wielogłosowe, przetrwały więc w repertuarze włoskich konfraterni. Wystarczy umieć po nie sięgnąć.

W dobie barokowej, teatralnej religijności, czerpiącej pełnymi garściami ze skarbca tradycji, "Stabat Mater", do tej pory opracowywane profesjonalnie przez twórców muzyki religijnej (Josquin, Palestrina, Lasso), przeszło w gestię kompozytorów na co dzień zajmujących się także innymi gatunkami. Zmiana ta szczególnie wyraziście rysuje się w Neapolu - obok Wenecji ówczesnej stolicy muzyki we Włoszech - w którym kształtuje się właśnie opera buffa i styl bel canto. Tekst średniowiecznej sekwencji żyje tu w postaci tradycyjnej, towarzysząc odpowiednim świętom, sięga jednak po niego i Giovanni Salvatore, i Francesco Provenzale, i Alessandro Scarlatti, przenosząc na grunt wieloczęściowych utworów wokalnych o charakterze koncertującym. Ukoronowaniem tej neapolitańskiej twórczości będzie słynne "Stabat Mater" Giovanniego Battisty Pergolesiego (nie tylko Chopin obchodzi w tym roku rocznicę swoich urodzin - Pergolesi przyszedł na świat w 1710 r.). Obok niego po stu latach stanie jeszcze "Stabat Mater" Rossiniego.

Śpiew "Alleluja" pochodzi ze Wschodu, w średniowieczu w żadnej mierze nie był jednak reliktem historycznych związków między regionami. W basenie Morza Śródziemnego ciągłość kulturowych więzów nigdy nie zostaje całkowicie zerwana, z Rzymu do Konstantynopola pod żadnym względem nie jest dalej niż do Paryża, a w organizowanej w południowej Italii sieci diecezji istotną rolę odgrywają duchowni greccy. Utrzymuje się tam również grecka liturgia.

Rękopisy rzymskiego chorału sprzed XIII i XIV w. (gdy wprowadzono w Wiecznym Mieście chorał gregoriański) odsłaniają niespotykane bogactwo melizmatów, a praktyka wykonawcza potwierdza śpiewanie ich na sposób bizantyjski. To z tej estetyki wyrasta muzyczny kształt sekwencji "Stabat Mater".

Dopóki nie dostanie się w ręce profesjonalnych kompozytorów, od Josquina i Palestriny po Pendereckiego i Pärta, jest domeną kantorów tradycyjnych. Rozbrzmiewa podczas liturgii Wielkiego Piątku, w czasie święta Matki Boskiej Bolesnej i w procesjach przemierzających ulice miast Umbrii, Toskanii czy Kampanii. Taką jej postać prezentuje dziś wyspecjalizowana w śpiewie średniowiecznym Patrizia Bovi, artystka zespołu Micrologus, zgłębiająca tajniki śpiewu przekazywane przez tradycję ustną (wystąpi w programie "Intorno allo Stabat"). W rozmowie, która w najbliższym czasie ukaże się w "Tygodniku", stwierdziła: "Sposób odczuwania muzyki przez śpiewaka tradycyjnego, po skonfrontowaniu go z muzyką archaiczną, pozwala mu na natychmiastową identyfikację. To nie są odległe języki".

Spojrzenie zwrócone na Wschód jest więc częścią śródziemnomorskiej świadomości. Oikumene nie składa się ze światów odrębnych - ani nawet odległych. Dla św. Franciszka z Asyżu myśl o podzieleniu się wiarą z ludźmi kulturowego Wschodu - muzułmanami, będzie całkiem naturalna. Wyprawa do sułtana Malika al-Kamila nie odniesie wprawdzie skutku, dla braci Franciszka jest jednak nauką, z której Kościół i Europa skorzystają natychmiast. Po pierwsze - z innowiercami trzeba rozmawiać, po drugie - trzeba rozmawiać ich językiem, trzeba też znać realia ich życia, sposób myślenia, w tym także ich wiarę. To postawa łącząca perswazję z otwarciem na poznanie i zrozumienie obcych ludów, zamieszkujących odległe ziemie, ale pukających też - ostrzami włóczni i bełtów strzał - do bram chrześcijańskiej Europy. W 1245 r. rusza pierwsza wyprawa, jednocześnie dyplomatyczna, religijna i poznawcza, która ma oswoić siejący przerażenie swoją dzikością "lud Goga i Magoga" - Mongołów, pozyskując go dla wiary i zarazem dla wspólnej ekspedycji przeciw Turkom.

Misja, z którą papież wysłał dwóch franciszkańskich braci, legata Giovanniego da Pian del Carpine oraz tłumacza Benedykta Polaka, jest pierwszą europejską ekspedycją do krain bajecznych, znanych Zachodowi co najwyżej z legend. Pojawia się tu odwieczna magia Wschodu: krajów fantastycznych, przekraczających wyobrażenie, pełnych potworów, zbytku i przepychu, nieogarnialnych bogactw, czarów i zadziwiających obyczajów. Wschód kusi już od półtora tysiąclecia, kusi miękkim połyskiem gładkiego, barwnego jedwabiu, cennymi minerałami, opowieściami o cudach, w tym o tajemniczym królestwie Księdza Jana - kusi odmiennością wyrafinowanej kultury. Ma być też źródłem najwyższej mądrości - nawet Apoloniusz z Tiany, antyczny mag, lansowany przez ostatnich pogan jako konkurent Chrystusa, uczyć miał się u indyjskich joginów. Wyprawa na mongolski Wschód jest jednocześnie wyprawą w nieznane. Nawet Aleksander Wielki nie zaszedł tak daleko.

Franciszkanie brną przez ruskie stepy Ukrainy, przez stepy Kazachstanu, aby wreszcie dotrzeć do Karakorum. Ich posłannictwo nie przyniesie skutków, wielki chan ani się nie nawróci, ani nie zechce wspomóc papieża, jednak opisanie magicznych krain pozwoli zobaczyć Mongołów jako zagrożenie ludzkie, nie znak gniewu Bożego, i rozpali głód nie tylko Bliskiego, ale i Dalekiego Wschodu. Odtąd nie zgaśnie on przez stulecia. Po kolejnych franciszkanach i posłach króla Ludwika IX, na ryzykowną trasę rzucą się weneccy bracia Polo, którzy przemierzą ją dwukrotnie, przywożąc wielkiemu chanowi do Pekinu (władzę w Chinach nadal sprawuje dynastia mongolska) olej znad grobu Chrystusa, posłanie od papieża oraz kilkunastoletniego Marka Polo. Na służbie wschodniego władcy spędzi on drugą część swojego życia - nim wróci do Europy, gdzie jego wspomnienia zostaną spisane i opublikowane, samym swym obiecującym wszelki nadmiar tytułem, "Milion", podtrzymując dalszą gorączkę Wschodu. To ona pchnie niebawem na ocean Kolumba, Vasco da Gamę, Magellana.

Franciszek Ksawery, należący do pierwszych towarzyszy Ignacego Loyoli, poszukiwanie Wschodu będzie miał już za sobą. Jezuita wie już, jak i dokąd ma się zamiar wybrać. Wie też, po co. Wsiadając na portugalski okręt w 1541 r., nie odpowiada ani na potrzebę odkrywania i zaznajomienia Europejczyków z groźnym Nieznanym, ani na pożądanie bogactw. Wyrusza, aby nieść posługę duchową tam, gdzie jej brakuje. Brak jej zaś w nowych misjach handlowych, portugalskich koloniach, rozrzuconych wzdłuż trasy do Indii - na wybrzeżu afrykańskiego Mozambiku, w Indiach (Goa) i Indochinach. Misjonarskie powołanie pchnęło świętego aż do Japonii, gdzie fascynował ludzi śpiewaniem psalmów, zmarł zaś w drodze do zamkniętych przed obcymi Chin.

Projekt "La ruta del Oriente", którym Jordi Savall uczcić chciał rocznicę wyprawy Franciszka Ksawerego, musiał więc zestawić z muzyką europejską - tradycyjną muzykę tych krajów. W ułożonym przez Savalla programie występują zatem artyści hinduscy i japońscy. Uczczenie dzieła misyjnego jest wyrazistym przesłaniem, lecz czy cały projekt muzycznego przedstawienia wędrówki jezuity nie jest raczej owocem wciąż trwającej fascynacji Zachodu Wschodem? Czy nie jest to pretekst dla zagłębienia się w dzieła kultury, do której wciąż tęskni się na tym krańcu Eurazji?

Miraż wschodni przez stulecia żywił się nie tylko fantazją, ale i realnymi dobrami. Obok luksusowych towarów, przywożonych utajnionymi przez arabskich kupców szlakami z Indii i Chin, nie brakło wymiany kulturowej z krajami muzułmańskimi - Zachód był tu przy tym przez długi czas stroną biorącą, nie dającą. Wpływy te rozwijały się na całej szerokości Morza Śródziemnego - od dzielonej ze znakomitym kalifatem kordobańskim Hiszpanii, przez wspólną z muzułmanami i Bizantyjczykami Sycylię, po stepy Ukrainy, gdzie w XVI-XVII w. Polacy przejmowali od Turków elementy stroju, broni, słownictwa czy też zwyczaj opinania ścian pomieszczeń bogatymi kobiercami.

Dla muzyki poważne znaczenie miało np. promieniowanie z hiszpańskiego kalifatu perskiej poezji, która przyczyniła się do narodzin liryki trubadurów, przede wszystkim zaś przyswajanie sobie arabskich instrumentów. Na czele wymienić trzeba tutaj lutnię (sama nazwa pochodzi bezpośrednio od arabskiego ’ud), która od średniowiecza do baroku pozostawała podstawowym instrumentem harmonicznym Zachodu. Wschodnią genezę mają także m.in. cytry, takie jak tympanon czy qân?n (pochodzące z Persji), cymbały (tabl), rabab i rebek; pierwsze w średniowieczu organy otrzymuje Pepin Krótki od cesarza z Konstantynopola, następne - chcąc konkurować z Bizantyjczykami - dostarcza Karolowi Wielkiemu kalif Harun al-Raszyd.

Nie można zapomnieć o licznych instrumentach perkusyjnych - najbardziej może znanym przykładem jest popularne w XVIII-wiecznej muzyce zachodniej naśladowanie brzmienia kapeli janczarskiej. XVIII wiek, ze swym rokokiem, porcelaną, grafiką, pagodami w angielskich ogrodach, francuską chinoiserie, tematyką opowieści i kawiarniami, to już zresztą nie tyle okres wpływów, ile zdeklarowanej, żarliwej mody na Wschód - czy bliski Lewant, czy daleki Orient. Od Rameau do Rossiniego magiczne Indie i kolorowe seraje panoszyć się będą na operowych scenach; nawet Bach pokusi się o "Kantatę o kawie".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]