Europa i uchodźcy: kolejny etap

W sprawie uchodźców w Polsce udało się niemożliwe: powstała koalicja PO-PiS.

14.09.2015

Czyta się kilka minut

Na granicy serbsko-węgierskiej, 13 września 2015 r. / Fot.  / MATTHIAS SCHRADER / AP / EAST NEWS
Na granicy serbsko-węgierskiej, 13 września 2015 r. / Fot. / MATTHIAS SCHRADER / AP / EAST NEWS

Europa dotarła do punktu, w którym deklaracje solidarności zderzyły się z rzeczywistością. I choć problemy nie unieważniają obowiązku pomocy uciekinierom, o którym pisaliśmy przed tygodniem, od kilku dni jest on jeszcze trudniejszy w realizacji. Nawet Niemcy, najważniejsze państwo Unii, uznały, że nie mogą (lub nie chcą) samodzielnie poradzić sobie z masowym napływem uchodźców i migrantów – i w minioną niedzielę wprowadziły na nowo kontrole na swoich granicach, zwłaszcza na granicy z Austrią. 

Tego samego dnia – tuż przed wejściem w życie restrykcyjnych przepisów na Węgrzech (od 15 września za nielegalne przekroczenie granicy uchodźcom i migrantom grozi tam więzienie) – węgierską granicę przekroczyło z Serbii 5809 osób. Niemal trzykrotnie więcej przybyło do Austrii. 


Temat Tygodnika: My, migranci

Dariusz Rosiak: Działając pod wpływem emocji, politycy piszą Europie scenariusz, o którego przyczynach nie chcą mówić.

Prof. Norman Davies, historyk: W przeszłości migracje były w Europie normą. Żaden kraj, żadne społeczeństwo nie są wymyślone raz na zawsze.


A więc: kolejne stolice – prócz Berlina i Wiednia także Praga i Bratysława – ogłaszają zwiększenie kontroli granic. Gdy zamykaliśmy to wydanie „Tygodnika”, ministrowie państw Unii dyskutowali w Brukseli o rozwiązaniu kryzysu. Był to już któryś z kolei „nadzwyczajny” szczyt w tej sprawie – to najlepsza ilustracja faktu, że od wiosny, kiedy Komisja Europejska zaproponowała mechanizm obowiązkowego, solidarnego podziału migrantów pomiędzy kraje członkowskie, Wspólnota nie potrafi wypracować jednej polityki. Urząd Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców ONZ ostrzega: wkrótce może dojść do sytuacji, w której strategie migracyjne poszczególnych krajów sprawią, że „duża liczba uchodźców poszukujących w Europie ochrony, do której są uprawnieni w myśl międzynarodowych przepisów, znajdzie się w prawnej próżni”.

W Polsce – której rząd, po wielu miesiącach sprzeciwiania się propozycji Brukseli, w ostatnich dniach nieco złagodził stanowisko – doszło w miniony weekend do demonstracji „za” i „przeciw” uchodźcom. Premier Ewa Kopacz wysyła sprzeczne sygnały. Z jednej strony mówi (w kraju), że przyjęcie uchodźców będzie dla Polski „testem na przyzwoitość”. Z drugiej zaś przewodniczącemu KE Jeanowi-Claude’owi Junckerowi komunikuje, że polskie władze są przeciwne „automatyzmowi” (premier mówi też o konieczności zwiększonej kontroli granic zewnętrznych oraz innego traktowania uchodźców i migrantów ekonomicznych – choć rozróżnienie obu grup często nie jest możliwe). W gruncie rzeczy w sprawie uchodźców i migrantów w Polsce udało się niemożliwe: powstała nieformalna koalicja PO-PiS – obie największe partie podchodzą do pomysłu tzw. kwot z wielką rezerwą; być może dużą rolę odgrywa tu kontekst wyborczy.

Wracając do Unii: pod znakiem zapytania stają dziś dwa osiągnięcia XX stulecia: ujęte w konwencji genewskiej z 1951 r. zobowiązanie do ochrony uchodźców – oraz zniesienie wewnętrznych granic w Europie, gwarantowane układem z Schengen z 1985 r. Analitycy z amerykańskiego think tanku­ Stratfor ostrzegają, że „osłabienie układu z Schengen jest związane z osłabieniem idei swobodnego przepływu osób”. A zatem – dodajmy – jednego z filarów, na których ufundowano wspólną Europę.


O uchodźcach i migrantach pisaliśmy w „Tygodniku” na długo przed obecnym kryzysem. Tylko w tym roku byliśmy na Lampedusie, greckiej wyspie Kos, w austriackim Treiskirchen, w Budapeszcie oraz na granicy serbsko-węgierskiej.

Nasze relacje z miejsc, o których teraz głośno w Europie, czytaj w serwisie specjalnym poświęconym uchodźcom i kryzysowi 2015 roku.


To poziom polityczny. Tymczasem w ostatnich dniach u milionów Europejczyków do współczucia lub niechęci, okazywanych uchodźcom i migrantom, dołączyła jeszcze jedna emocja: obawa przed demograficzną zmianą, która czeka kontynent. „Nie bój się przyszłości, lecz nie czcij przeszłości” – miał powiedzieć amerykański przemysłowiec Henry Ford. Czy jego dewizę wezmą sobie do serca politycy? ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Marcin Żyła jest dziennikarzem, od stycznia 2016 do października 2023 r. był zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2015