Reklama

Emily w izolacji

Emily w izolacji

26.10.2020
Czyta się kilka minut
Przyznaję uczciwie – są chwile, gdy zmieniam się w potwora.
N

No więc jeszcze nie kwarantanna, jedynie samoizolacja na własne życzenie – tak spędziłam niemal dwa ostatnie tygodnie. Cień covidu przebiegł w pobliżu mnie, więc na wszelki wypadek siedziałam w czterech ścianach, ograniczając kontakty międzyludzkie do zera. Zresztą, choć ostatecznie wyszło, że nie przecięły mi się ścieżki z nikim oficjalnie zakażonym, to wciąż odczuwam całkowity brak ochoty na spotkania na żywo z kimkolwiek. Po co kusić licho, myślę sobie i siedzę na tyłku, sporadycznie tylko wyściubiając nos z domu, by kupić jedzenie. Dziś rano, po trzech dniach niewychodzenia, poszłam do piekarni, gdzie wdałam się w awanturę z panią bez maseczki, która nie tylko nie zechciała, jak inni, czekać w ogonku na zewnątrz, tylko weszła do środka – gdzie zaczęła kasłać.

Przyznaję uczciwie – to są chwile, gdy zmieniam się w potwora. Zaczynam się wręcz martwić, że kiedyś stracę z tego...

4730

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Lubię pani felietony. Pani perspektywa jest mi bliska, tyle że pani potrafi to lepiej (i szerzej) ująć. Proszę pisać dalej na łamach TP.

Może devil przylazł do Ani i powiedział: - "Anka! Opamiętaj się! Mam dość ludzi na zewnątrz z kamieniami, butelkami i sprayami w ręku. Mnie potrzeba ludzi w środku, którzy zrobią za mnie bardziej subtelną robotę!" Może i Ania opmaiętała się, obaczymy...

@Robert Forysiak w środa, 28.10.2020, 11:04. "pisałam go w ubiegłą środę, nim wybuchła sprawa Trybunału" - cytuję za portalem gazeta.pl, który z kolei cytuje wpis na FB. Znamienne jest co innego. "Dodała, że w najbliższym czasie dokona apostazji, «spóźnionej o wiele lat» [...] Myślę, że nie ma już we mnie miejsca nawet na sympatię do tzw. kościoła otwartego". "O wiele", czyli ile? Mniej niż trzy, odkąd trwa jej właśnie kończąca się współpraca z TP? Podjęła ją z pełną świadomością, że jej pragnieniem i powinnością jest zerwanie wszelkich, nawet tylko formalnych więzi z kościołem ks. Bonieckiego i... samego Tygodnika, który sama określa mianem "katolicki" (czy słusznie, to inna sprawa). Czy już wtedy nie było w niej sympatii dla kościoła otwartego, czy dopiero teraz ten kościół przestał ją w niej wzbudzać? Dlaczego? Chyba ks. B. i kolegom-redaktorom deklarującym się nadal jako "katolicy otwarci" należy się jakieś wyjaśnienie? Musieli czymś ostatnio zawinić, ale czym? Dalej jest jeszcze bardziej stanowczo: "Dziennikarka podkreśliła przy tym, że jest za aborcją na życzenie i «żaden kompromis nie jest dla niej satysfakcjonujący»". To też nowe objawienie, czy w 2017 roku tak samo była za aborcją na życzenie, ale tego nie mówiła publicznie? "Czuję, że pisząc dalej dla TP, będę działała wbrew sobie...". A do tej pory było zgodnie z sobą? Odejście felietonistki ma wszelkie cechy coming-outu, czyli znalezienia w sobie odwagi, żeby zerwać z zaprzeczaniem samemu sobie, z obłudą, w której się długo żyło. Cóż, na pewno w wielu przypadkach hipokryzja moralnie obciąża bardziej otoczenie niż samego hipokrytę. Są konkretne uwikłania środowiskowe, rodzinne i zawodowe, w których przyznanie się np. do homoseksualizmu albo do "dyskredytujących" poglądów wymaga prawdziwego heroizmu, gotowości na bycie odrzuconym i rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Ale co usprawiedliwia hipokryzję pani Dziewitt-Meller w latach 2017-2020? Bała się czegoś? Nie miała z czego żyć? Czy zwyczajnie nie chciała zmarnować okazji do "przygody, przed którą nie miałam pojęcia, że umiem pisać felietony, które polubi tak wielu ludzi"? Przy takich koneksjach nie można było spróbować gdzie indziej, w ostateczności w jakimś internetowym medium, gdzie "widoczność" publicysty jest słabsza, ale może swobodniej dałoby się poćwiczyć? A przede wszystkim być w zgodzie z własnym rozumem i sumieniem. No nic, ja tego felietonistycznego talentu nie widzę i mógłbym zakończyć stwierdzeniem - mała strata, krótki żal. Tylko że właśnie żal mi się zrobiło tygodnikowych katolików, bez względu na to, jak tę swoja katolickość definiują i manifestują: od ks, B. z racji starszeństwa zaczynając, a na red. Żyle alfabetycznie kończąc. Oczywiście zakładając, że mimo orzeczenia TK nie rozważają apostazji, a ks. B. nawet nie zamierza zrzucić sutanny. Jak się czują? I jaką naukę z tego wyciągną?

Szanowna Pani Autorko, dowiaduję się z innego źródła o Pani decyzji opuszczenia TP. No cóż, oczywiście ma Pani prawo do podejmowania decyzji. Jeśli decyzja jest taka, wypada mi tylko podziękować za dotychczaowe miłe memu sercu felietony. Oczywiście będzie mi ich brakować, ale mam nadzieję, że odnajdę Panią gdzieś indziej. Raz jeszcze dziękuję i do następnego czytania.

Nie posądzam redakcji TP o zakłopotanie z powodu wyznania i deklaracji Anki. Co innego, gdyby wyznała, że jest od lat przeciwniczką aborcji i słucha czasami audycji Radia Maryja. Zapewne mielibyśmy konfuzję i nocną naradę w siedzibie redakcji. Sypałyby się pytania i oskarżenia: ty wiedziałeś? nie, ja nie, może ty? przyznać się, kto wiedział? kurcze, jak mogliśmy tego nie zauważyć? kto ją wtedy przyjmował?

@Robert Forysiak w środa, 28.10.2020, 20:08. Wiem, że z tym nie ma problemu (ja bym nie miał). W bieżącym numerze jest obszerny wywiad z panią psycholog, która też dokonała apostazji, i nie jest to nawet temat do rozmowy - całkiem słusznie, bo osobisty stosunek do religii i kościoła naprawdę nie jest czymś, o czym warto bez szczególnego powodu dyskutować. Nie chodzi też o samo zakończenie współpracy, bo to normalne w życiu każdej redakcji. Columnists come, columnists go, jak to mówią. To samo było z (uczciwszy proporcje) Kisielem i Pilchem. Jednak po raz pierwszy TP dowiedział się, że nie jest taki fajny, jak myślał, a może nawet tak niefajny, jak ci, o których myśli, że prawie nic wspólnego z nimi nie ma. Mieńszewicy też kiedyś sądzili, że są po właściwej stronie, dopóki im nie uświadomiono, ze jednak nie do końca. Analogicznie, dzisiaj Pan Beksa usłyszał co nieco od krewkiej przywódczyni Strajku Kobiet i jego reakcja świadczy o tym, że zabrakło mu języka w gębie i już nie powiem czego gdzie. Są słowa, które można wybaczyć, ale nie można ich zapomnieć.

Rozumiem, ale też i nie posądzam o tego rodzaju zaskoczenie TP przez własną kolumnę. Ja podejrzewam, że to odbędzie wedle innego schematu: będzie (albo była) czuła, przyjacielska rozmowa z rozstaniem, w którym Ania powie: - „ja do was nic nie mam, jesteście naprawdę porządnymi ludźmi, my się dobrze ze sobą czuliśmy i dobrze się rozumieliśmy, ale wiecie-rozumiecie, etos polskiej feministki każe mi wyjść z waszego tygodnika”; ze strony TP będzie z kolei taka replika: -"Aniu, ty tez jesteś wspaniałą kobieta, z którą dobrze się czujemy i świetnie cię rozumiemy i wspieramy, ale etos katolicki każe nam być tutaj i nazywać się katolikami – może nasze drogi znów się połączą, gdy świat stanie się lepszy, vide: bez PiS-u i episkopatu JP2."

Może pani Anna doszła do wniosku, że ze złości (och jak bardzo ją rozumiem!) zacznie być wobec x. AB równie dobrze wychowana inaczej, jak to ma w zwyczaju pan Robert? Przez chwilę byłem na p. Annę zły, bo bardzo lubię jej felietony i bardzo lubię Tygodnik. Napisałem nawet kilka cierpkich słów na jej profilu FB. Potem jednak włączyła mi się empatia, powiedziałem sobie "no trudno..." i przestałem osądzać. Do przeczytania w lepszych czasach, pani Redaktor!

" przede wszystkim być w zgodzie z własnym rozumem i sumieniem." Kiedyś podarzyło się Aleksandrowi Kwaśniewskiemu powiedzieć, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Nie do końca wiemy jak z poglądami krów jest, ale powiedzonko przypadło mi do gustu. Co to znaczy być w zgodzie ze sobą. Na pewnym forum przeczytałem temat "czy ktoś nie sika podczas prysznica". Podobnie z sikaniem facetów do zlewu, jedno deklarujemy, a co innego robimy. Zupełnie nie burzy to naszego świata i szacunku dla samego siebie. Wypominanie hipokryzji bliźniemu to ulubione zajęcie prawych i sprawiedliwych, choć sami do zlewu sikają ukradkiem. Nie jestem hard korowym katolikiem i nie odczuwam potrzeby oceniania innych. Jestem za rozdzielnością państwa od kościoła, cenie sobie wolność, którą rozumiem jako możliwość wyboru, nawet w kwestiach prokreacji. Natura nas dostatecznie determinuje i spokojny jestem o morale narodu, nawet wtedy gdy ustaną połajanki oświeconych w pismach. Moje pokolenie jak obserwuje, jest ostatnim, które doznaje euforii na sam widok dostojnika kościelnego, który to z hipokryzją ma takie same kłopoty jak my tyle, że jego możliwości sięgają daleko poza sikanie do zlewu i co jak się okazuje ostatnio, skrupulatnie wykorzystują. Czy felietony pisane przez panią Anię to wartość dodana, czy strata dla tygodnika, nie mnie oceniać, nic mi do jej politycznych preferencji, czy do zamiarów odejścia od Kościoła. Każdy inny punkt widzenia świata winien być dla nas inspiracją do refleksji a nie oceny pod kątem zysku czy straty.

Niech Pani nie odchodzi ! Katoliccy czytelnicy tego tygodnika będą rozczarowani i oszukani !!!

@jarocin w czwartek, 29.10.2020, 21:58. Ojojoj, oszukała i zdradziła. :D Za późno! Wymówienie już złożone, pewne nieodwracalne deklaracje padły i nie bardzo sobie wyobrażam zatrzymywanie pani D-M płaczem. Mnie osobiście jest ogromnie wszystko jedno, ale widziałbym x. AB, jak na tę wiadomość unosi siwą głowę znad biurka i mówi: "Pani Aniu, proszę nie odchodzić. Proszę ...." I tu, po pełnej napięcia pauzie, pada słowo z lubością ostatnio powtarzane i cytowane w mediach z gwiazdkami albo i bez.

i wszystkie te prześmiewcze komentarze należy włożyć między bajki :) Krótko mówiąc przypuszczam, że Pani Anna postanowiła zmienić broń na bardziej dotkliwą dla przeciwnika :) Oczywiście musiała w tym celu rozstać się z towarzyszami broni, którym nowy oręż nie pasował :) Tak bywa. W każdym razie dziękuję Pani Annie za napisane felietony i życzę wszystkiego dobrego.

Specjalnie założyłem konto, nie posiadając się z ciekawości, kim jest wielka gwiazda, która uznała za stosowne ogłosić urbi et orbi, że zrywa współpracę z Tygodnikiem Powszechnym, odkrywszy ze zgrozą, po czterech latach współpracy, że jest on czasopismem katolickim. Przeczytałam kilka felietonów, chcąc się zorientować, jak wielką stratę poniosą jej czytelnicy i wpadłem w otchłań rozpaczy. Uczcijmy minutą ciszy martyrologię nieszczęśników, którym już nie dane będzie dowiedzieć się, że Pani ADM urządza awantury w piekarni, kupuje spodnie, remontuje łazienkę, ogląda ze wstydem głupkowate seriale, a w skrajnych przypadkach jest skłonna nawet coś uprasować. Cóż teraz poczną, jak będą iść przez życie bez dostępu do tak niezbędnej wiedzy o świecie, kto rzuci światło na ich drogę, która nagle pogrążyła się w mroku? Zwłaszcza że do ich nieprzebranych zastępów dołączą zapewne newsweekowe sieroty po czcigodnym małżonku swojej małżonki, który nie będzie ich już co tydzień uszczęśliwiał wstrząsającymi opowieściami o swoich kłopotach z nadwagą, o przyjacielu, który wszystkie kobiety świata oskarża o uprawianie nierządu, o Basi skaczącej po gzymsach i Guciu, który wszedłszy do restauracji oznajmia z dumą, że chce kupę. Gdzie te nieutulone w żalu niebożątka znajdą pocieszenie? Jak odzyskają utracony sens życia? Przyznam, że odpowiedź na to dramatyczne pytanie przekracza moje możliwości.

Wielka szkoda że to już ostatni felieton... Tak dobrze czytało się Pani felietony. Świeże, kobiece spojrzenie na świat. Dziękuję!

I tak przeważnie przewracałam tę stronę Tygodnika bez czytania, a jeśli już coś mnie skusiło i przeczytałam tekst pani ADM, to zawsze żałowałam (piszę "tekst", nie "felieton", bo moim zdaniem wiele do prawdziwego felietonu brakowało).

Zgadzam się w pełni. Teksty żenujące i gigantyczne ego. Tygodnik zyska dzięki jej odejściu.

A może decyzja pani Ani jest analogiczną do mojej- dopóki PIS przy władzy, nie wejdę do kościoła.. Wchodzę sporadycznie (np pogrzeby), chciałabym być w kościele codziennie, bo daje mi to dużo siły do codziennej walki, ale od około roku jest j.w.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]