Działacz i Mars

Prezydent Duda jest politykiem polskim i nie jest politykiem europejskim – tak sobie wykoncypowaliśmy po jego wypowiedzi, iż Donald Tusk nie jest politykiem polskim, jest bowiem politykiem europejskim.
Czyta się kilka minut

Posługując się ową logiką, przyjmujemy bez szemrania, że Duda nie uprawia polityki europejskiej, a Tusk tego, co zwykliśmy nazywać polityką polską. To mniemanie nie sprawia nam żadnego kłopotu głowowego aż do chwili, w której zaczynamy opukiwać i wentylować termin „polityka polska”. Bylibyśmy niekonsekwentni, gdybyśmy nie pamiętali, że nie tak dawno tu, na tych świętych łamach, dowiedliśmy z oszałamiającym sukcesem, że przecież polityka polska nie istnieje. Kimże jest w tej sytuacji prezydent Duda? Skoro to, co ów uprawia, nie jest polityką w ogóle?

Prezydent Duda jest najwyższym urzędnikiem państwowym, ale, co ważne, nie najważniejszym, z czym zresztą sam się zgadza, bez dąsów bądź pretensji. Został obrany na to stanowisko w demokratycznych wyborach. Ta banalna informacja zawiera jednak zagwozdkę. Wybory są przecież aktem politycznym, a więc bierne uczestnictwo w nich i sukces elekcyjny człowieka niebędącego politykiem muszą zastanawiać. Sytuacja oboru Andrzeja Dudy umyka teorii i wkuwa się w zjawiska namacalne. Mniemania nasze w tej okoliczności wiodą do konkluzji, że Duda nie tylko nie jest politykiem w żadnym sensie, ani europejskim, ani polskim, ale takoż, mimo ogromnych wysiłków, nie jesteśmy w stanie wyrazić, kim jest. To jest rozległe, naszym skromnym zdaniem, pole do badań zarówno terenowych, jak i stacjonarnych.

Kim jest więc Andrzej Duda? Na nasze prywatne czucie jest on przede wszystkim działaczem. Jest to pojęcie przez nas absolutnie umiłowane. To słowo zachwyca nas jędrnością polszczyzny i jej pojemności. „Działacz”. W tym słowie jest moc. Jest w nim spójność, są i luki. Jest w nim stosowna ważność i nieważność. Jest w nim takoż nieogarnięta rozumem zdolność zastępstwa. Gdy bowiem nie wiadomo, co o kimś powiedzieć, wystarczy rzec: działacz. Działacz czego? – zapytają nas zaraz niepoliczone rzesze naszych Czytelników. Skromnie odburkniemy: Andrzej Duda jest działaczem polonijnym. Jakże to? Przecież onże jest z Krakowa! – wołają masy. Z serdecznego serca serc miast polskich, a nie za przeproszeniem z Illinois czy New Jersey! Więc? A i owszem – rzekniemy z lisim uśmiechem – zgadza się, Kraków jest bowiem największym w świecie miastem polonijnym, oczywiście z racji bliskości Zakopanego. To stąd płynie największa oferta polonijności, to tu dymią fabryki wszystkiego, co polonijne w każdym sensie: mentalności, ciupag, bursztynowych ozdób, wizji świata, mikrowizji i braku wizji. Stąd, spod kożucha mgieł smrodliwych, w oparciu o uniwersytet z dalekiej setki rankingu placówek edukacyjnych w świecie, polonijność wysyła swe kadry na krańce planety Ziemia. Ufamy, że gdy ludzkość wreszcie dosięgnie Marsa, to marsjańska faktoria polonijności zostanie sformowana w tutejszych laboratoriach, że czapką krakuską kupioną w Sukiennicach zostanie przykryta konkurencja do bogactw naturalnych owej planety, której czerwony kolor zostanie oczywiście odwołany kosmiczną nowelą ustawy o IPN.

Na razie jednak musimy zadowolić się tym, co mamy – polonijnym oderwaniem, którego esencją są wypowiedzi Andrzeja Dudy, ot choćby ta, że dba on o – pardon – „stosunki euroatlantyckie”. To nas zdziwiło jeszcze bardziej niż Dudy opinia o Tusku. Nasz stosunek do słowa „stosunek” wypełniony jest bezbrzeżnym uwielbieniem, dlatego też z uwagą śledzimy zawsze kontekst, w jakim się pojawia, i Andrzej Duda w naszym fachowym mniemaniu używa go w złym znaczeniu. Przejrzeliśmy wszystkie dostępne nam słowniki i żadna z definicji stosunku nie pasuje do tego, co miał na myśli prezydent. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2018