Odwołanie musiało nastąpić. Minister kultury od dawna podważał dorobek Pawła Potoroczyna, stawiając czasami mocno osobliwe zarzuty, jak wydanie przez Instytut 8,6 mln zł na podróże dyrektora (a były to koszty wyjazdów wszystkich osób, w tym artystów, biorących udział w imprezach). Dyrektor IAM nie pozostawał dłużny, skwapliwie wyliczając wszystkie pomyłki ministra. Od decyzji Glińskiego chce się także odwołać, bowiem – jak podkreśla – został zwolniony „z naruszeniem obowiązującego prawa, przed wygaśnięciem prawnie wiążącego kontraktu”. Sprawę zapewne rozstrzygnie sąd.
Spór Gliński–Potoroczyn można opisywać na wiele sposobów. Jako konflikt personalny, choć to dość trywialne, a też nudne zajęcie. Jako konflikt między odmiennym pojmowaniem funkcji instytucji kultury i ich zależności od władzy politycznej, a jest to kluczowa kwestia w przypadku rządów PiS-u. Wreszcie: jako konflikt między różnymi wizjami obecności Polski, w tym kultury, poza jej granicami. Odwołanie nastąpiło „w obliczu nowych wyzwań i konieczności modyfikacji polityki promocji polskiej kultury za granicą” – można przeczytać w ministerialnym komunikacie. „Instytut Mickiewicza w dużej mierze pełnił rolę impresariatu, to jest za mało” – dodawał sam Gliński.
IAM za kierownictwa Potoroczyna skupiał się na budowaniu kontaktów: między instytucjami, artystami, menadżerami, krytykami. Na zapewnieniu stałej obecności polskich twórców w zagranicznych, bardzo prestiżowych teatrach, muzeach, salach koncertowych i festiwalach. Dzisiaj wielu naszych artystów jest już na stałe obecnych w programach zagranicznych instytucji, i to bez wsparcia IAM-u. Udało się też wyperswadować politykom kuratorskie ambicje.
Jakie funkcje ma teraz pełnić Instytut? Z pojedynczych wypowiedzi Piotra Glińskiego, ale też Jana Dziedziczaka, wiceministra spraw zagranicznych odpowiedzialnego za promocję Polski, zarysowuje się wizja, w której to krajowi ludzie władzy będą decydować o tym, co, gdzie i jak ma być prezentowane. To oni – czego przykładem jest wypowiedź ministra kultury o filmie „Historia Roja” – mają ogłaszać, co wybitnym dziełem jest. Czy uda się im sprawić, by to artyści wskazani przez tandem Dziedziczak-Gliński (a nie dotąd tam obecni) reżyserowali w Operze Paryskiej, wystawiali w londyńskiej Tate Modern, London Symphony Orchestra grała na ich polecenie odpowiednich kompozytorów, a w ich krytyczne opinie wsłuchiwali się dyrektorzy Festiwali w Cannes i Wenecji? Zobaczymy. Jak na razie, mianowano nowego dyrektora Instytutu. Został nim Krzysztof Olendzki, historyk i dyplomata, od lat związany z MSZ. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















