Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dwie strony

Dwie strony

20.07.2010
Czyta się kilka minut
Nierozstrzygalność
N

Najmniejsze dzieła Nabokova to być może jego największe arcydzieła.

Na blogach wielbicieli Nabokova można znaleźć sondy z pytaniem o "największe arcydzieło" tego autora (przy oczywistym założeniu, że popełnił on wiele arcydzieł). Wygrywa "Lolita", tuż przed "Bladym ogniem", dalej "Ada" rywalizuje z "Pninem", konkurencję zamyka na ogół "Dar" i "Tamte brzegi". Gdybym musiał wybierać, zagłosowałbym na "Rozpacz" i "Zaproszenie na egzekucję", ale najchętniej wybrałbym opcje "zaznacz wszystko". Nabokov to największy czarodziej wśród XX-wiecznych pisarzy, mistrz zwodzenia i uwodzenia, prestidigitator, który rozsnuwa przed naszymi oczami iluzyjne światy, puszczając przy tym oko i ujawniając tajniki swoich sztuczek. Każda jego powieść jest niczym długi seans hipnotyczny, każda nowelka - niczym olśniewający trick, po którym przecieramy oczy ze zdumienia.

"Kęs życia" gromadzi opowiadania pisane od lat 30. do 50., po rosyjsku i po angielsku. Każde z nich oparte jest na radykalnie odmiennym koncepcie, ale wszystkie współtworzą jedno wyobraźniowe uniwersum. Żona pisarza, Vera, utrzymywała, iż najważniejszym tematem w twórczości jej męża pozostaje śmierć i "zaświatowość". Krytycy rozwinęli tę prostą konstatację: śmierć w kontekście przeznaczenia i gry przypadku, zaświatowość jako problem poznawczy, widmo solipsyzmu i obłęd, przemijanie i pamięć. Wszystko to odnajdziemy w tych nowelkach: igraszki z ideą fatum i życia pozagrobowego (w "Siostrach Vane" nieżyjące bohaterki porozumiewają się z bliskimi przy pomocy akrostychów), zastępy niewiarygodnych lub szalonych narratorów (w "Chwacie" błaha anegdota o podrywaczu opowiadana jest w kilku różnych osobach gramatycznych), rozliczenia z emigracją, pielęgnującą fałszywe, idylliczne wizje utraconej ojczyzny (w "Zwiedzaniu muzeum" labiryntowa przestrzeń kończy się niespodzianie w Rosji sowieckiej, "rozpaczliwie niewolniczej i rozpaczliwie ojczystej"). Nie wystarczy, jak czyni to John Foster, nazwać Nabokova twórcą literatury "wojowniczo antyrealistycznej, niepokojąco samoświadomej i namiętnie oddanej stylowi". W tej prozie praca fantazji buduje egzystencjalną lub polityczną parabolę, narracyjna sztuczka zyskuje wydźwięk metafizyczny, a zabawa słowem zamienia się w grę o najwyższe filozoficzne stawki.

Autor "Maszeńki" powtarzał, że jego książki "nie przynoszą w zębach żadnego przesłania". To prawda, można by nawet powiedzieć, że tematem, wokół którego obsesyjnie krąży, jest właśnie "nierozstrzygalność". Czy narrator "Terra incognita" uczestniczy w przeprawie przez mokradła i umiera na tropikalną chorobę, której towarzyszą majaczenia? Czy może cała wizja tropików jest wytworem przedśmiertnej halucynacji umierającego w Europie człowieka? Czy cierpiący na chorobę psychiczną bohater "Sygnałów i symboli" popełnia samobójstwo? Jego rodzice dwakroć odbierają przypadkowy telefon, przy trzecim dzwonku narracja się urywa. Jeżeli uznamy to za zły omen, przesuniemy się na stronę "manii aluzyjnej", nerwicy interpretacyjnej, obłędu. Nierozstrzygalność staje się źródłem poznawczego niepokoju, zmusza do stawiania pytań i do kolejnych relektur tego samego tekstu, w którym rozsiane zostały wskazówki, szyfry i mylne tropy.

Nabokov powiedział kiedyś, że w jednym z opowiadań wykorzystał genialną sztuczkę narracyjną, której można użyć raz na tysiąc lat. Można by rozwinąć tę arytmetykę: w zbiorze mamy trzydzieści dziewięć opowiadań, a każde z nich opiera się na innym tricku... najmniejsze dzieła Nabokova to być może jego największe arcydzieła.

Rozsypane światy

Perec był jednym z ostatnich wielkich awangardzistów XX wieku.

Teatr I" to przekład tomu, który - jak sugeruje autorska numeracja - miał stanowić część teatralnego

projektu. Niestety, Perec zmarł wkrótce po publikacji tego tomu. "Podwyżka" i "Schowek Parmentier" są efektem fascynacji "sztukami radiofonicznymi", specyficznym medium, uwydatniającym dźwiękowy aspekt słowa. Perec nie byłby sobą, gdyby swoim tekstom nie narzucił jakichś oryginalnych, jednorazowych rygorów (fr. contraintes), tak jak czynili to wszyscy członkowie grupy OuLiPo (Pracownia Literatury Potencjalnej). Dobrowolne przyjmowanie wymyślonych przymusów stanowiło dla niego sposób na przeciwstawianie się przymusom zewnętrznym: determinacjom społecznym i psychologicznym oraz językowym automatyzmom.

"Podwyżka" pierwotnie miała postać długiego monologowego zdania, ostatecznie Perec rozpisał tę wypowiedź na sześć głosów. Nie przemawiają jednak żywe postacie, lecz funkcje logiczne (propozycja, alternatywa, hipoteza pozytywna, hipoteza negatywna, wybór, wniosek). To sztuka bez bohatera i bez klasycznie pojętej fabuły: bezosobowe instancje przedstawiają partyturę możliwych zachowań, z czasem nawet zaczynają się ze sobą kłócić, co przydaje całej tej kombinatoryce humorystycznego rysu. W pewnym sensie to widz staje się bohaterem - czyli urzędnikiem walczącym z bezduszną biurokracją. Taki jest bowiem temat sztuki, a precyzuje go podtytuł: "Jak, bez względu na warunki sanitarne, psychologiczne, klimatyczne, ekonomiczne i inne, uzyskać jak największe szanse, zwracając się do kierownika działu o podwyższenie płacy". Bezimienny bohater staje wobec bezdusznej machiny, toczy bój o podwyżkę, która bez wątpienia mu się należy, ale zamiast niej dostaje jedynie honorowy medal. Potężne przedsiębiorstwo, którym rządzi enigmatyczny regulamin, nabiera dość złowieszczego wydźwięku i ciąży w stronę kafkowskiej paraboli. Równocześnie powagę tej ponurej, fatalistycznej wizji rozsadza od środka nieodparty komizm samej procedury wadzenia się propozycji, hipotez i alternatyw.

W "Schowku Parmentier" mamy już sześć postaci, choć trudno by je nazwać postaciami "z krwi i kości", gdyż są one całkowicie pozbawione jednostkowej tożsamości. Dlatego właśnie wchodzą w rozmaite role, znane z nowszej (Beckett, Ionesco) i dawniejszej (Szekspir) dramaturgii. Jak łatwo się domyślić, postacie te mówią wyłącznie cudzym tekstem. Cały utwór przypomina kolaż złożony z dziesiątków cytatów ze znanych sztuk i konwencji, często mocno skontrastowanych (monologi Hamleta czy Don Juana sąsiadują z pouczeniami poradnika rolniczego o uprawie ziemniaków). Nie chodzi przy tym jedynie o refleksję metateatralną; Perec nie zadowala się badaniem możliwości samego medium, lecz rozszerza refleksję o teatralności (o granicy między fikcją a rzeczywistością, między odtwarzaniem i kreowaniem) na inne obszary. Aktorzy - jak w Borgesowskich "Dociekaniach Averroesa", do których dramat nawiązuje - przypominają nieco szaleńców; skazani na autokreację, powołują do życia światy, które zyskują pozór realności. Raz za razem światy te obnażają jednak swoją sztuczność, rozsypują się w bezlik przytoczeń, rozpadają na nieme i puste znaki. Aby to zainscenizować, potrzeba radykalnego, ikonoklastycznego gestu, który Perec - jeden z ostatnich wielkich awangardzistów XX wieku - wykonuje z niedbałą elegancją i jakby od niechcenia.

Ekstrawagancje

Człowiek nowoczesny z wolna przestawał być "osobą", a stawał się nagą egzystencją.

Kim jest Giorgio Agamben? Filozofem, filologiem, znawcą prawa, poetą? Wizjonerem, politykiem, prowokatorem? A może wszystkim naraz? Autor "Homo sacer" uwielbia mieszać szyki; w swoich eseistycznie kapryśnych tekstach łączy dociekania etymologiczne z interwencjami politycznymi, do interpretacji literackich arcydzieł wykorzystuje analizy prawne, przygląda się współczesności przez pryzmat średniowiecznych traktatów teologicznych. "Nagość" to znakomity przykład tej filozoficznej ekstrawagancji. Lektura wiersza Mandelsztama, rozważania o Nietzscheańskiej "niewczesności" i rewelacje neurofizjologii wzroku pozwalają Agambenowi przedstawić modę jako teologiczną sygnaturę ubioru. Za sprawą przypomnienia archaicznego święta "wypędzenia wołowego głodu" (greckie "boulimos") bulimik okazuje się kozłem ofiarnym niemożności przyjęcia postawy odświętnej, zasadzającej się na bezczynności. W olśniewającej interpretacji "Procesu" Kafki, dzięki pieczołowitej rekonstrukcji rzymskiego postępowania sądowego, Józef K. jawi się nie tyle jako ofiara zbiurokratyzowanego, nieludzkiego systemu, co jako autokalumniator, formułujący względem siebie fałszywe oskarżenie (na co wskazuje inicjał jego nazwiska - w starożytnym Rzymie fałszywym oszczercom wypalano na czole literę K).

Inaczej niż w rozprawach tworzących zrąb głównego projektu filozoficznego (m.in. "Homo sacer", "Stan wyjątkowy", "Co zostaje z Auschwitz"), dziesięć tekstów zawartych w tym zbiorku zaleca się tematyczną różnorodnością: rozważania nad funkcją proroków w religiach Księgi czy impresje o widmowości Wenecji sąsiadują z dywagacjami o istocie współczesności czy analizą doktryny ciała chwalebnego. Pozór różnorodności skrywa jednak głęboką, systemową spójność. Agamben bada relacje między człowiekiem a zawłaszczającymi go mechanizmami. Ponawia gest profanacji, pozbawiając społeczne i kulturowe porządki ich złudnej oczywistości czy "naturalności", bawiąc się, na wzór dziecka, prawem i ekonomią, religią i kulturą, polityką i językiem.

Osnową tytułowego tekstu są na przykład rozważania nad teologią szaty. Adam i Ewa w chwili upadku zostali ogołoceni z szaty chwały i obnażyli swą zepsutą naturę. Marzenie o edenicznej nagości, której nie towarzyszy uczucie wstydu, stanowi jeden z leitmotivów zachodniej kultury. Czysta, nieskalana grzechem natura pozostaje jednak dla nas przedmiotem tęsknoty, niczym nagość; jest wydarzeniem, "mroczną przesłanką nadania szaty lub nagłym rezultatem jej zabrania". Agamben śledzi przejawy tej tęsknoty - od pism Ojców Kościoła, poprzez współczesną sztukę, po kulturę nudyzmu, praktyki sadomasochistyczne i system mody.

"Nagość" proponuje krytyczny ogląd kondycji nowoczesnego człowieka, zatracającego się w pomieszaniu profesji, powołań i tożsamości. Nie jest mu dane uczestniczyć w sensie święta; odgrywa, wzorem pradziadów, rytualne tańce, choć muzyka dawno zamilkła, a jej utratę pokrywa ogłuszającym hałasem dyskotek i głośników. Do tego dochodzi depersonalizujące działanie rozwiniętych form kontroli i identyfikacji. Człowiek nowoczesny z wolna przestawał być "osobą" (czyli społeczną maską - zgodnie z etymologią łacińskiej "persony"), a stawał się nagą egzystencją. Proces ten dokonał się ostatecznie na naszych oczach. Naszej tożsamości nie określają już inni; w wyniku ewolucji technik policyjnych określa ją urzędowa fotografia, odcisk palców, kod DNA, a więc czysto biologiczne dane, piętnujące jednostkę jako potencjalnego przestępcę, będące odpowiednikiem antycznego fatum. "Zgodnie z prawem głoszącym, że w dziejach nie zdarzają się powroty do utraconych kondycji - powiada Agamben - musimy bez żalu i bez nadziei przygotować się do poszukiwania nowej postaci ludzkiej". Bez wątpienia "Nagość" jest ważnym etapem tych poszukiwań.

Kobieta realna

Technokratyczny język, skupiony na skuteczności działań, wyparł język wartości.

Tytuł mojej książki »Świat bez kobiet« miał być ironiczny. Dzisiaj widzę, że okazał się realistyczny" - pisze Agnieszka Graff z mieszaniną wściekłości i goryczy. - "20 lat gadania, pisania, manifestowania - i nic". Nadal żyjemy w schizofrenicznej kulturze, która z jednej strony zapewnia o równości płci, z drugiej zaś promuje patriarchalną ideologię. "Magma", zbiór tekstów publicystycznych z ostatnich dwóch lat, jest zarazem rachunkiem sumienia i próbą autobiografii duchowej, krytycznym badaniem kultury pod kątem umacnianych przez nią nierówności i interwencją polityczną, a także - last but not least - wezwaniem do działania.

Graff przemawia w imieniu swojego środowiska - feministycznego, lewicowego czy szerzej: wolnościowego. Środowiska, które z początkiem lat 90. postawiło sobie za cel przeciwdziałanie różnym formom dyskryminacji, by po dwudziestu latach - i po uzyskaniu politycznej samoświadomości - poszerzyć pole działań o wszelkiego rodzaju systemowe wykluczenia i nierówności. Autorka "Rykoszetem" zdaje sprawę z problemów, przed jakimi stają ruchy emancypacyjne. Krytykuje NGO-izację, czyli instytucjonalizację działań oddolnych, która odbiera im spontaniczność. Zwraca uwagę, że technokratyczny język, skupiony na skuteczności działań, wyparł język wartości. Dowodzi, że efektem ubocznym tej "lewicowej ucieczki od lewicowości" jest popularność fundamentalistów religijnych, którzy zagospodarowują społeczny gniew.

We współczesnej Polsce dominuje etyka zacierania różnic i wyciszania sporów w imię ogólnonarodowej zgody. Tylko że "naród" zawsze okazuje się kategorią ekskluzywną - każdy, kto nie spełnia określonych kryteriów, jest stygmatyzowany jako obcy. Graff oryginalnie odwraca wolnościową kliszę: jej zdaniem brak tolerancji nie jest efektem zniewolenia, lecz niedemokratycznej wizji wolności, za pomocą której walczyliśmy z systemem. Innymi słowy, dzisiejszy status quo sięga korzeniami Solidarnościowego etosu, w którym wolność utożsamiono z narodową jednością: "to walcząc z totalitaryzmem, zafundowaliśmy sobie naszą niedialogiczną i nietolerancyjną swojskość". Teraz trzeba przesunąć linię frontu i wypowiedzieć wojnę tej swojskości, co z kolei wymaga rozmontowania stereotypów i renegocjacji symboli. Proces to bolesny, ale, jak przekonuje Graff, konieczny.

Najciekawsze w "Magmie" są jednak feministyczne z ducha analizy różnych fenomenów kulturowych. Graff jest niezwykle wyczulona na wszelkie przejawy tej niedostrzegalnej opresji, wzmagającej marginalizację kobiet. Interpretuje na przykład popularne filmy w kategoriach niejawnej perswazji (ukryte przesłanie antyaborcyjne w "Juno"), symptomu ("W sieci" jako lękowa reakcja na emancypację kobiet) czy wyrazu nieświadomych pragnień ("Seksmisja" jako tęsknota do epoki genderowej niewinności). Znakomicie opisuje też mizoginistyczne oblicze ruchów kontrkulturowych, które ideał cnoty i związane z nim poczucie bezpieczeństwa zastąpiły nakazem "dostępności", mającym gwarantować kobiecie wolność.

Rewersem symbolicznego uwznioślenia kobiet jest ich uprzedmiotowienie i rozpostarcie nad nimi niewidzialnej kontroli. Niewidzialność gwarantują stereotypy, które są nie tylko błędnymi przekonaniami, lecz działają jak samospełniające się przepowiednie. Jeżeli kobieta wierzy, że sukces nie jest dla niej, nigdy go nie osiągnie. Dlatego - postuluje Graff - należy kobietę "urealnić". Trzeba wyprowadzić ją ze sfery symbolicznej i oswobodzić z niewoli wspólnotowych fantazji.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, redaktor Magazynu Literackiego „Książki w Tygodniku”, prozaik, eseista, poeta.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]