Reklama

Droga w trudnym czasie

Droga w trudnym czasie

31.07.2005
Czyta się kilka minut
Mówi się o Stommie jako o mistrzu realizmu politycznego. Ale tkwiły w nim na pozór pewne paradoksy. Kto wtedy czytał czy dziś czyta jego teksty, zauważy, że był on jednocześnie jakby romantykiem z ducha i realistą w politycznym myśleniu.
Rodzinne wakacje
Z

Ze Stanisławem Stommą zbliżyła mnie przede wszystkim obecność w Kole Poselskim Znak, choć znałem go już wcześniej i czytałem jego teksty, zawsze wnoszące coś istotnego. Wypracował on pewną filozofię polityczną, na której opierała się odrębność i autentyczność Znaku w warunkach popaździernikowych. Znana jest ona pod nazwą neopozytywizmu, ale w moim przekonaniu nie sama doktryna neopozytywizmu była najbardziej znamienna, lecz pewien styl politycznej obecności w sytuacji tamtego trudnego czasu. Był to styl przestrzegający zachowania własnej odrębności jako czegoś nadrzędnego, a zarazem wiążący tę odrębność ze wszystkim, co w tamtych warunkach poszerzało margines wolności oraz związek Polski z demokratycznym Zachodem.

Mam wrażenie, że na ten styl rzutowały nie tylko przemyślenia polityczne i ideowe, lecz i pewne osobiste cechy Stommy. Pamiętam, że jeden z jego głośnych tekstów nosił tytuł “Gandhi podróżował III klasą". Była to poza samą fascynacją Gandhim pochwała skromności w polityce. Myślę, że Stomma wchodząc do Sejmu i tworząc Koło Znak był świadom nie tylko ograniczeń płynących z istoty systemu, lecz i tych, które samemu sobie trzeba było nałożyć, aby zachować własną autentyczność. To odgradzało Znak od pokus politycznego quasi-znaczenia w tamtym czasie, choć oczywiście nie dawało gwarancji niepopełnienia błędów.

Uczestniczyłem wraz z nim w trwającym lata sporze wewnątrz szeroko pojętych środowisk Znaku, który w istocie sprowadzał się do tego, aby od tego stylu nie odejść. Samotne głosowanie Stommy w Sejmie w kwestii upokarzających zmian w konstytucji było ostatnim epizodem obrony tego stylu i ostatnim epizodem tamtego Znaku.

Mówi się o Stommie jako o mistrzu realizmu politycznego. Ale tkwiły w nim na pozór pewne paradoksy. Kto wtedy czytał czy dziś czyta jego teksty, zauważy, że był on jednocześnie jakby romantykiem z ducha i realistą w politycznym myśleniu. Nie spalił wszystkiego, co przedtem kochał, i nie kochał do końca tego, co przedtem palił - by odnieść się do przywołanego przez niego określenia Cata-Mackiewicza. Cechowało go to, co sam później nazywał mądrością etapu. Dlatego wielbił Piłsudskiego i był przywiązany do wartości Polski jagiellońskiej, i dla tego samego potrafił brać z myśli Dmowskiego potrzebę ułożenia się z Rosją, a w nowym geograficznym kształcie Polski dostrzegać także szansę. Ale może ktoś powiedzieć, że ten realizm polityczny Stommy nie odbił się na tym, by Koło Znak wcześniej skończyło ze złudzeniami, że zdobycze Października 1956 jeszcze trwają, gdy ich śladu już niemal nie było. Warto jednak nie zapominać, że dla nas trwanie przy Październiku, z pewnością za długie, oznaczało sposób na obronę tamtych wywalczonych przez naród swobód oraz przypominanie, że nie można rządzić całkowicie poza rzeczywistą opinią społeczeństwa.

Mądrość etapu to była według Stommy zdolność do oceny historycznych możliwości. Stanowiła rozumowanie w duchu długiego trwania, a nie furtkę dla działania koniunkturalnego. Swój realizm polityczny Stanisław Stomma opierał na mocnych fundamentach. Z tradycji Polski jagiellońskiej brał otwartość na inne kultury i konieczność formowania otwartej polskiej tożsamości. Był wrażliwy na wszelkie przejawy ksenofobii czy antysemityzmu. Zachowanie związku z kulturą zachodnią stanowiło obronę polskiej wewnętrznej wolności. Zarazem dostrzegał problemy przyszłości, zwłaszcza konieczność politycznego odblokowania stosunków polsko-niemieckich, w czym odegrał ważną, pionierską rolę.

Najważniejszy wszakże fundament stanowiły jego przekonania światopoglądowe. Uformowany przez wileńskie “Odrodzenie", zaczytany w Marianie Zdziechowskim, Bergsonie i Maritainie, należał do twórców myśli i postawy otwartej we współczesnym katolicyzmie polskim. Był zarazem przywiązany do tradycyjnej religijności i szukał głębszego rozumienia wiary. W swoich esejach umiał często w niespodziewany sposób odkrywać jej głębię. Pewnie dlatego, że racjonalizm nie był dla niego normą, najwyższym uzasadnieniem, do którego się dąży, dostrzegał istnienie i znaczenie wątku irracjonalnego - paradoksu wiary.

Kiedy przyszedł rok 1980, wydarzenia na Wybrzeżu, powstanie “Solidarności", Stomma miał świadomość miary rodzącej się zmiany. Niepokoił się o jej trwałość. Ale wiedział, że teraz już nie małe, symboliczne ugrupowanie jest nosicielem tego, co dla polskiej przyszłości ważne, lecz wielki ruch społeczeństwa. Tym bardziej, gdy przyszły zmiany 1989 roku, gdy zaczęło się kształtowanie polskiej demokracji i nowej pozycji międzynarodowej Polski. Włączył się w te zmiany swoją obecnością i mądrą radą. Zarazem ze skromnością widział siebie na dalszym planie.

Jego życie, jego myśl polityczna były drogą w trudnym czasie. Będę zawsze pamiętał, jak wiele mu zawdzięczam.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]