Reklama

Żywioł i człowiek

Żywioł i człowiek

27.06.2004
Czyta się kilka minut
W czwartek, 17 czerwca, rano zadzwonił do mnie syn i powiedział, że zmarł Jacek. Od lat żyliśmy w obawie, że to się stanie. Ale Jacek zawsze wracał ze szpitala do domu i jakoś przyzwyczailiśmy się do tej obawy.
W

Wydawało się, że, rzadziej bo rzadziej, ale zawsze będzie zabierał głos w sprawach publicznych.

Teraz, gdy obawa się potwierdziła, czuję żal i wzruszenie. Trudno jest mi pisać o kimś, kto był mi bliski, ale też z kim toczyłem ostre spory.

Właściwie nie pamiętam, kiedy poznałem Jacka. Oczywiście słyszałem o głośnym liście Kuronia i Modzelewskiego, ale wtedy na pewno go jeszcze nie znałem. Pamiętam za to wizytę Jacka z jego żoną Gajką w Laskach. Było to jeszcze przed powstaniem KOR-u. Poszliśmy na długi spacer do lasu. Jacek odpalał papierosa, potem go gasił, potem zapalał następnego, chodził tam i z powrotem. Pamiętam, że uderzyła mnie ta jego niesłychana żywiołowość. Niektórych ona mierziła. W czasach TKN pewien wybitny pisarz powiedział mi, że jak wchodzi do pokoju, a Jacek peroruje, to on nie może słuchać, bo Kuroń tak głośno mówi. Ale to była żywiołowość nie ot, tak sobie, ale żywiołowość na temat. Tym tematem była Polska.

Nie podążaliśmy tymi samymi drogami, raczej szliśmy równolegle. Ja byłem redaktorem “Więzi", pisma walczącego o podmiotowość, ale wychodzącego legalnie. Jacek był jednym z twórców opozycji nielegalnej. Jednak w ważnych momentach nasze drogi się spotykały. I te spotkania były decydujące.

Podążanie odmiennymi drogami zawierało pewną dozę konkurencyjności. Obawiałem się, że droga Jacka - przekraczanie granicy legalności - doprowadzi młodych ludzi do więzień i zagrozi naszej walce o podmiotowość. Ale widziałem, i Jacek z Adamem Michnikiem też widzieli, potrzebę przekraczania sięgających jeszcze XIX w. rowów między inteligencją laicką a Kościołem.

Potem przyszły strajki i “Solidarność". Było wtedy wiele niepotrzebnych nieporozumień. Różnice dotyczyły poważnych pytań o to, co robić, by ten historyczny zryw nie zakończył się klęską. Po obydwu stronach była nieufność, ale nigdy nie było nienawiści. Po latach zapewne dokonalibyśmy korekty naszych zachowań.

13 grudnia 1981 r. siedziałem w piwnicy milicyjnego budynku i słyszałem, jak w sąsiedniej sali wyliczano: “...Onyszkiewicz, Kuroń... do samochodu!". Mnie wywieziono dopiero rano. Siedziałem rok, oni dłużej. Oni w ciężkich warunkach, ja w lżejszych. Z obozu internowania w Darłówku pamiętam Gaję Kuroniową siedzącą na balkonie. Była smutna, na jej twarzy widać było troskę i o Jacka, i o Maćka, ale także - z czego później zdałem sobie sprawę - jakby przeczucie śmierci. Czuła, że zbliżało się coś niedobrego.

Przyszedł rok 1989. Zaproponowałem Jackowi wejście do mojego rządu. Z ogromną wdzięcznością przyjąłem jego zgodę, tym bardziej, że wiedziałem, iż niektórzy jego koledzy mieli mu to za złe, a on sam też był wymieniany jako kandydat na premiera. Jego obecność w rządzie była potrzebna, bo zakopywała dawne różnice. Jacek z pełną świadomością wziął na siebie trudny resort pracy i polityki społecznej - dobrze wiedział, dlaczego akurat jemu złożyłem tę propozycję. Był lojalnym ministrem i odszedł razem ze mną. Od jego resortu oczekiwałem wiele. Chciałem, by stworzył program równoległy do programu gospodarczego. Wiedziałem, jak trudno jest dokonać rozruchu w gospodarce i zarazem spełnić wszystkie zadania socjalne. Dziś nie umiem powiedzieć, czyśmy temu zadaniu podołali.

Jacek był bardziej ode mnie przekonany, że rozwój ekonomiczny pozwoli zapobiec rozczarowaniu społecznemu. Tak się nie stało. Ale czy ktokolwiek mógł się spodziewać, że zasiłki dla bezrobotnych nie zostaną przez nich wykorzystane na dokształcanie, lecz przyzwyczają ich do pobierania pieniędzy? Czy ktokolwiek mógł przypuszczać, że ziemia z PGR-ów nie będzie nabywana przez ich dotychczasowych pracowników, bo ci ludzie odzwyczaili się od całościowego myślenia o gospodarce? Wspominam o tym, bo Jacek w ostatnich latach wypowiadał się krytycznie wobec własnej działalności i wobec tamtego rządu. Głęboko przeżywał, że nie wszystkie nasze marzenia się spełniły. Bo dla niego to nie były marzenia, ale zadania, które powinniśmy zrealizować.

Niedawno, ktoś znów mnie spytał, czy po nocach śni mi się gruba kreska. Nie, nie śni, ale dręczy mnie inne pytanie: czy mogliśmy nie dopuścić do podziału Polski na wygranych i przegranych? Ten podział to najważniejsze wyzwanie, jakie nam zostaje po odejściu takiego człowieka jak Jacek. On był społecznikiem, który został politykiem. Chciał, by Polska składała się z ludzi nie tylko rozpychających się łokciami, ale mających poczucie społecznikostwa.

Jacek Kuroń był politykiem wielkiego formatu, ale także ciepłym i bliskim człowiekiem. Miał niezwykłą umiejętność kontaktu z ludźmi. Mógłbym o Jacku powiedzieć, a chyba trzeba, bym to napisał właśnie w “Tygodniku Powszechnym": anima naturaliter christiana.

Owszem, jestem świadom sporów Jacka z samym sobą, z Panem Bogiem, a przede wszystkim z Kościołem i jego ludźmi. Jacek poszukiwał czegoś więcej, czegoś, co my nazywamy Bogiem i nigdy nie powiedział fałszywie, że znalazł. Wolał się powściągać, niż to powiedzieć. I miał ten stosunek do ludzi, o którym mówi Ewangelia i bez którego nie można być anima naturaliter christiana, choćby się 15 razy powoływało na chrześcijaństwo i wypełniało wszystkie przykazania.

O Jacku mógłbym jeszcze wiele napisać, ale resztę odkładam sobie już na rozmowy z nim samym.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]