„Droga do Vermiglio”: klasyk na czas świąt

W okolicach Bożego Narodzenia chętniej wracamy do klasycznie opowiedzianych historii. Taka właśnie jest „Droga do Vermiglio”, epicka i zmysłowa opowieść rodzinna, zanurzona w alpejskich pejzażach.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Giuseppe De Domenico i Martina Scrinzi w filmie „Droga do Vermiglio”, reż. Maura Delpero. Włochy 2024 r. // materiały prasowe Player
Giuseppe De Domenico i Martina Scrinzi w filmie „Droga do Vermiglio”, reż. Maura Delpero. Włochy 2024 r. // materiały prasowe Player

Do świątecznego stołu, choć w tym domu raczej się nie przelewa, doproszony zostaje uciekinier z armii. Trwa jeszcze druga wojna światowa i Pietro ukrywa się w górskiej wiosce u licznej rodziny swego towarzysza broni. Młody Sycylijczyk wpada w oko Lucii, najstarszej córce gospodarzy, i ojciec, wioskowy nauczyciel, rychło pobłogosławi ten związek. Mimo że jesteśmy w miejscu, gdzie obcym za bardzo się nie ufa. 

Włoska opowieść rodzinna bez sentymentalizmu

Od tego rozpoczyna się powściągliwa w emocjach i staroświecka w swoim kostiumie historia, zagrana zarówno przez profesjonalnych aktorów, jak i naturszczyków z regionu Trentino. A film Maury Delpero jest między innymi o tym, że życie szykuje dla nas rozmaite scenariusze i role, ale czasem trzeba trochę pokrzyżować jego plany.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Niby to banał, lecz włoska reżyserka przywołuje tutaj własną historię rodzinną i przy okazji składa hołd włoskim mistrzom, Ermanno Olmiemu czy Paolo i Vittorio Tavianim. Patrzy na ich dziedzictwo i na włoską przeszłość z kobiecej i bardzo dzisiejszej perspektywy. 

Porządek świata w alpejskiej wiosce i domu

W Vermiglio cały świat wydaje się z góry ustawiony – zgodnie z cyklami pór roku, kościelnych świąt, kolejnych narodzin. No i wszystko spoczywa „we władzy ojca”. Dbając o edukację młodych (i starszych), jednocześnie projektuje ich dalsze losy: wie na przykład, która z córek nada się do gospodarstwa, a która do dalszej nauki. 

Dziewczyny mają jednak swoje tajemnice i pragnienia, na przykład bogobojna Ada, która wykrada ojcu papierosy, by wkupić się w łaski wyzwolonej koleżanki. Pod powierzchnią uregulowanej codzienności i ciężkiej pracy kryją się sekretne liściki, snute wieczorami gawędy i marzenia o dalekim świecie z ojcowskich atlasów. Oraz jego wielka muzyczna pasja, jakże ekstrawagancko-egoistyczna przy tylu gębach do wyżywienia. I zarazem piękna, gdy przekłada się na pedagogiczną pracę z wiejskimi dzieciakami.

Wiele też tutaj dziewczyńskiej bliskości, chociaż nad domem rodziny Graziadei zbyt często zamiast łaski bożej ciąży surowe milczenie – i nawet przybysz z gorącego Południa okaże się w niektórych kwestiach mało rozmowny. „Droga do Vermiglio” rozwija się więc powoli i po cichu, by w końcu uderzyć znienacka. 

Włoskie kino, które uderza obrazem

Film, nagrodzony między innymi Grand Prix na ubiegłorocznym festiwalu w Wenecji, z pewnością zyskuje na większych ekranach, bo chwilami wręcz atakuje urodą obrazu – ośnieżonych górskich zboczy, które izolują od reszty świata, czy skąpanych w naturalnym świetle wnętrz, gdzie swojskie ciepełko tyleż otula, co osacza. 

Rzadko dziś ogląda się kino tak pieczołowicie dbające o historyczny szczegół, dalekie od nadmiernej dekoracyjności, cyfrowej perfekcji, jak też epatowania wiejską zgrzebnością. To świat bez wątpienia brutalny, ale zobaczony bez paternalistycznych okularów. 

Jest w nim miejsce na przesądy i ludową mądrość, na wielogłosowe śpiewy, obrzędy ku czci świętej Łucji i na zimny chów w najbliższych relacjach. Unika przy tym Delpero nadmiernej folkloryzacji, jakkolwiek regionalne biura turystyczne już wyczuły w filmie jego promocyjny potencjał. 

„Droga do Vermiglio”: delikatność zamiast efektu

Film w scenerii sprzed osiemdziesięciu lat pokazuje zmieniającą się rolę rodziny i kobiety, dotyka problemu indywidualizmu i wspólnoty, siostrzeństwa i zdrady, depresji, wojennej traumy czy dojrzewania do macierzyństwa. Nie są to uwspółcześnienia na siłę, co często bywa nadużyciem tak zwanych postępowych narracji. 

Reżyserka, znana z filmu „Maternal” (2019), lecz również z kina dokumentalnego, potrafi wtopić nową wrażliwość w klasyczną epikę i w naturalny krajobraz, co pozwala na płynny, nader „bezszwowy” odbiór. Być może za dużo w tym kaligrafii, zwłaszcza wtedy, gdy próbuje się uszlachetniać Vermiglio za pomocą muzyki Vivaldiego czy Chopina.

Ostatecznie wygrywa to, co w filmie najbardziej delikatne, zawarte w przelotnych spojrzeniach, stłumionych emocjach i czystych kadrach. No i przede wszystkim dobrze opowiedziana historia.


„Droga do Vermiglio” („Vermiglio”) – reż. Maura Delpero. Prod. Włochy 2024. Player.


Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”