Komedie romantyczne działają niczym kolorowy plasterek przyklejany tam, gdzie potrzeba gruntownej terapii. Pozwalają na chwilowe i bezbolesne odmóżdżenie, a tym samym ucieczkę z nieromantycznej rzeczywistości w rozmaite klisze i fantazje. Co by jednak było, zapytuje reżyser Paolo Genovese, gdyby tak zajrzeć do mózgu bohaterów tak zwanego rom-comu? I to w strategicznym dla nich momencie, jakim jest inicjowanie związku?
Taki pomysł przyświeca filmowi „Follemente. W tym szaleństwie jest metoda”. Z typowo włoskim wdziękiem (brawurowym, choć chwilami nieco przyciężkim) inscenizuje gonitwę myśli i emocjonalną karuzelę towarzyszącą zapoznawczym spotkaniom. Niczym w głośnej animacji „W głowie się nie mieści” lub w jednym z odcinków dawnego serialu rysunkowego „Było sobie życie” mechanizmy sterujące ludzkimi reakcjami mają tu swoje twarze, ciała, kostiumy. Są jak chór zatroskanych wujów i ciotek, kibicujących bądź ostrzegających zza kadru – tyle, że każde mówi zupełnie innym głosem.
Przypomnijmy znaną diagnozę: ludzie, a przynajmniej ci z naszego kręgu kulturowego, coraz rzadziej łączą się w pary. Problemem jest już sama chęć, by poznać kogoś bliżej, a co dopiero pierwsza randka – szczególnego rodzaju teatr godowy. Liczy się bowiem nie tylko dobre wrażenie, doskok do czyichś oczekiwań i wyobrażeń, ale coraz częściej sprostanie własnym autoprezentacjom, tworzonym na użytek portali czy aplikacji randkowych. Im więcej narzędzi, poradników bądź zwykłych kalkulacji, tym większy stres przed spotkaniem w realu. Bezlitosny algorytm oceniający i eliminujący uruchamia się również w naszych głowach, stając się bronią obosieczną.
Lecz są przecież jeszcze nagie uczucia: tęsknoty, nadzieje, lęki. Zwykle przykryte uśmiechem, makijażem czy błyskotliwą frazą i wiele komedii romantycznych właśnie z tego rozziewu między odwiecznym pragnieniem a jego okolicznościowym przebraniem czerpie swój humor. Tak jest i w „Follemente”, gdzie rozwiedziony nauczyciel Piero (Edoardo Leo) i zajmująca się renowacją mebli singielka Lara (Pilar Fogliati) próbują uniknąć niezręczności typowych dla tego rodzaju spotkań. W czym pomagają im, a czasem także przeszkadzają, ich skłóceni ze sobą wewnętrzni suflerzy.
Świetnym pomysłem było obsadzenie w tych abstrakcyjnych rolach aktorów w różnym wieku, o różnej aparycji i temperamencie, oraz nadanie ich postaciom rozmaitych, często sprzecznych funkcji. Kiedy Piero i Lara podczas pierwszej randki, odbywającej się u niej w domu, ostrożnie obwąchują się nawzajem, w tym czasie dwie oddzielne grupy, męska i żeńska, zebrane w jakichś wyobrażonych i stereotypowo zagraconych mieszkaniach, zawiadują zdalnie przebiegiem spotkania.
Podpowiadają, często w tym mocno przestrzelając, gotowe zachowania i teksty, zaczynając od standardowej gadki szmatki, poprzez sytuacje trudniejsze, gdy wychodzą na wierzch rozmaite dziwactwa, fobie i sekrety. Aż po finał łóżkowy, który może przesądzić o wszystkim.
Genovese, niczym włoski Woody Allen z wczesnego okresu, lubi w swoich filmach czerpać i pokpiwać z psychoanalizy, toteż słychać w tych doradczych głosach i „superego-sabotażystę”, i „regresję libido”, pojawiają się także mniej lub bardziej opresyjne widma ojców i matek. Owe freudowskie wrzutki, podobnie jak cytaty z Italo Calvino czy feministyczne gotowce, mają pewnie uczynić tę historię, napisaną przez aż pięcioro scenarzystów, bardziej błyskotliwą. Niepotrzebnie, bo w samej konfrontacji dwóch umysłów, inaczej ukształtowanych przez biologię i kulturę, krył się potencjał nieprzebrany.
Twórcy filmu wykorzystują go cząstkowo i raczej sięgając po stereotypy, niż igrając nimi. Nie będę ich wszystkich wymieniać, choć niektóre wywołują gromki śmiech na widowni, co można przyjąć za dobrą monetę. Albo uznać, że dobrze konserwują wyobrażenia o dzisiejszych „starych pannach”, mrożących na zaś swoje jajeczka i wyskakujących z komplementem typu: „jest coś, co sprawia, że chciałabym mieć z tobą psa”. Tak jak u współczesnych mężczyzn w średnim wieku, dostrzega się tu głównie futbolową gorączkę i niedźwiedziowatą zgrabność w kontredansach erotycznych. Z jednym trzeba się zgodzić: za dużo po obu stronach kombinowania i rozkminiania, albowiem wewnętrzny krytyk, wcielony w lękliwą ciotkę czy przemądrzałego wuja, może zabić każdą międzyludzką chemię.
„Follemente” krąży więc wokół prastarego tematu „rozważnie czy romantycznie”, w czasach Tindera tęskniąc oczywiście za tym drugim. Ale też pokazuje przy okazji, że jest to w gruncie rzeczy fałszywy dylemat, czego najlepszym przykładem scena erotyczna, po której dwa oddzielne chóry, ten Lary i ten Piera, mogą wreszcie zaśpiewać jednym głosem.
Choć nie wystarczy już do tego romantyczna aura. Film, na który jeszcze niedawno waliły we Włoszech tłumy, warto zestawić z innym hitem tamtejszych kin, „Jutro będzie nasze” (2023) Paoli Cortellesi, żeby zobaczyć zakres obyczajowych przemian w kraju uchodzącym przez lata za ostoję patriarchatu. Dopasowanie się do siebie w związku znaczy dziś zupełnie coś innego niż dostosowanie się, zwłaszcza jednostronne. Zamiast fantazji są konkretne oczekiwania po obu stronach, dlatego tak trudno zaakceptować się nawzajem i „dotrzeć”.
Wcześniejszy film tego reżysera, „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, sięgał po podobną formułę – kameralnego spotkania przy kolacji podlewanej winem, kiedy to ci, którzy podobno znają się najlepiej, mówią sobie „sprawdzam”. W równie rozgadanym „Follemente” oglądamy odcinek dopiero założycielski, który niekoniecznie stanie się pilotem dłuższego serialu zwanego wspólnym życiem. Obrana metoda trochę jednak za bardzo przykrywa i delikatność tematu, czyli powszechny lęk przed odsłonięciem się oraz czyjąś oceną, i rozpętane na ekranie „wewnętrzne” szaleństwo.
Można sobie tylko wyobrazić, jaką przepyszną farsę zrobiły z takiego materiału niegdysiejszy Pedro Almodóvar, mistrz tkliwości i awantury. Genovese, celując w szeroką widownię, słyszy naraz wiele głosów, lecz ostatecznie trochę za bardzo się kontroluje, jakby chciał uczynić z filmu kolejny format, który dobrze się sprzeda w każdym filmowym towarzystwie. Póki co czekamy na polską wersję, tę o naszych randkach i głosach w naszych głowach.
FOLLEMENTE. W TYM SZALEŃSTWIE JEST METODA („Follemente”) – reż. Paolo Genovese. Prod. Włochy 2025. Dystryb. Aurora Films. W kinach od 4 lipca. Wcześniej pokazy przedpremierowe.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















