W zasadzie przyzwyczailiśmy się już, że wszędzie, gdzie mamy w Polsce do czynienia z polityką, tam nieuchronnie panuje logika odwetu. Ten wyświechtany, tyleż banalny, ile toksyczny scenariusz: przychodzi nowa ekipa, wyrzuca tych, którzy byli związani ze starą, rozdziela apanaże i dotacje wśród swoich, wśród nie-swoich zaś nie.
Trwa to aż do momentu, kiedy kadencja tej ekipy się kończy i wkracza kolejna, która znowu robi to samo. Przy czym za każdym razem towarzyszą temu płomienne okrzyki ze strony pominiętych, jak również ich przyjaciół i znajomych, oraz lekceważąco-kpiące komentarze rządzących, jak również ich przyjaciół i znajomych. A role te są przechodnie i rotują wedle opisanego wyżej schematu.
Marta Cienkowska wbrew schematom polskiej polityki
Dlatego właśnie przyznanie dotacji konserwatywnym czasopismom przez minister kultury Martę Cienkowską jest w moim przekonaniu nie tylko jedną z najsensowniejszych decyzji aktualnej władzy, ale zdarzeniem realnie przełomowym. Jest też bez wątpienia aktem prospołecznym, sprzyjającym rozładowywaniu napiętej do granic możliwości polaryzacji, gestem na rzecz pluralizmu w debacie publicznej i budowania sensownego, pogłębionego dialogu. Wreszcie nastąpił jakiś wyłom w zwyczajowym, nienaruszalnym dotąd odruchu.
Odmawianie wsparcia „ich” czasopismom i obfite dotowanie „naszych” czasopism stało się już swego rodzaju tradycją, Cienkowska tymczasem, korzystając ze swoich uprawnień, podjęła odwrotną decyzję jednoosobowo, wbrew rekomendacji panelu ekspertów przy Instytucie Książki, który zajmuje się dystrybucją środków budżetowych na te cele. Brawo!
Takich posunięć w najnowszej historii mieliśmy naprawdę niewiele. Minister kultury zachowała się niestandardowo, wbrew upiornemu fatalizmowi polskiej polityki, wbrew żelaznemu schematowi od lat wzmacniającemu nienawiść i demontującemu konstruktywną dyskusję pomiędzy zwaśnionymi polityczno-ideowymi opcjami. Chciałoby się, żeby był to początek jakiegoś złotego standardu, otwarcie nowego pola, na którym – być może – da się przekroczyć to, co dotąd nieprzekraczalne. Czy są na to widoki? O tym się zapewne przekonamy przy okazji rządów kolejnej ekipy, która stanie lub nie stanie na wysokości tego zadania.
Ministerstwo Kultury ma obowiązek wspierania różnych inicjatyw
Warto też zaznaczyć, że „Pressje”, „Teologia Polityczna”, „Arcana” i „Wszystko Co Najważniejsze” – bo o nich tu mowa – to periodyki i środowiska dobrze zakorzenione w polskiej sferze idei. Stanowiące, podobnie jak wiele dotowanych pism z drugiego krańca światopoglądowej osi, przeciwwagę dla zbrutalizowanego, prymitywnego języka dominującego w codziennych politycznych przekazach.
Właśnie dlatego każdemu, kto rozumie, że nie ma sensownej polityki bez rzetelnego namysłu, powinno zależeć na wzmacnianiu intelektualnego zaplecza cywilizowanej prawicy, lewicy i centrum. Sprzyja to merytorycznej konkurencji w świecie idei, ścieraniu się wizji, poglądów i programów, co z kolei osłabia moc perswazji, manipulacji i histerii, które niemal bez reszty zdominowały dziś polityczny (i nie tylko polityczny) dyskurs.
Poza wszystkim zaś – Ministerstwo Kultury, które reprezentuje całe społeczeństwo, i które dysponuje środkami płynącymi z podatków płaconych nie tylko przez wyborców doraźnie urzędującej ekipy, ma oczywisty obowiązek wspierania różnych inicjatyw, a nie tylko tych, które realizują akurat jej ideową opcję.
Silne ośrodki idei – z każdej strony spektrum – nie tylko podnoszą poziom debaty, lecz także stanowią specyficzny system checks and balances (ang. mechanizmy kontroli i równowagi). W pierwszej kolejności dlatego, że w ogóle umożliwiają rozmowę na określone tematy, tworząc dla niej niezbędną przestrzeń. Dziś, w epoce nowych tabu, w epoce, w której samo poruszenie jakiejś kwestii bywa traktowane jak nietakt lub przekroczenie, jest to szczególnie potrzebne.
Krytyczna konfrontacja lewicy, prawicy i centrum ma dobre skutki
Ale korzyści jest więcej. Choćby – przeglądanie się we własnych słabościach i niedoskonałościach. Rachunek sumienia – ważny i potrzebny – nie należy do czynności najprzyjemniejszych, zwłaszcza kiedy każde wypowiedziane słowo może zostać łatwo użyte przeciwko wypowiadającemu.
Dokładnie tak jest teraz, w życiu politycznym przyznanie się do błędu stało się właściwie równoznaczne z porażką. Tymczasem na względnie pluralistycznym rynku opinii poszczególne opcje światopoglądowe dokonują wzajemnie czegoś na kształt wielostronnej krytycznej oceny. Lewica konfrontować się musi z krytyką ze strony prawicy, prawica z krytyką ze strony lewicy, podobnie centrum oraz inne, pomniejsze ideowe nurty. Ma to wyłącznie dobre skutki.
Słowem, jeśli państwowy mecenat umożliwia poszczególnym podmiotom względnie równy dostęp do sfery publicznej – niezależny od aktualnie dominującego trendu – korzystamy na tym wszyscy, zyskuje bowiem debata publiczna, w której wykuwają się kształty rzeczywistości społecznej.
Wspaniale, że przynajmniej jedna polska polityczka to rozumie, pozostaje mieć tylko nadzieję, że za jej przykładem pójdą inni.
Spotkaj się ze mną podczas ZLOTU POWSZECHNEGO: już 29 maja w Krakowie!
Zlot Powszechny to ogólnopolski zjazd sympatyków Tygodnika Powszechnego, którego centralnym punktem będą rozmowy z udziałem redaktorów, dziennikarzy i współpracowników.
Chcemy, aby Zlot Powszechny był miejscem pogłębionej debaty na najważniejsze dziś tematy społeczne. Miejscem nawiązywania kontaktów, twórczej energii i prawdziwej dyskusji. Bez pośpiechu. Bez uproszczeń. Z uważnością. Wydarzenie odbędzie się w piątek 29 maja w Krakowie w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Uświetni je koncert Grzegorza Turnaua.
Bilety na ZLOT POWSZECHNY są dostępne w serwisie Evenea >>>

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















