Bohaterem "Wszystko jest iluminacją" jest sam Foer, który podróżuje po ukraińskich wertepach poszukując sztetla, gdzie żyli i zostali zamordowani jego żydowscy przodkowie. Ale to nie on jest prawdziwym bohaterem. Nie jest nim także Aleksander, zabawny i sympatyczny ukraiński tłumacz i przewodnik Jonathana. Prawdziwym bohaterem powieści jest język, jego gramatyka, idiomy, nieprzebrany, a jednak ubogi słownik. To opowieść o komicznym i tragicznym zarazem zmaganiu się z językiem, którym Ukrainiec usiłuje porozumieć się z Amerykaninem. "Drogi Jonathan! - pisze Sasza. - Łaknę ten list, żeby był dobry. Jak już wiesz, nie jestem pierwszorzędny w angielskim. W rosyjskim moje pomysły utwierdzają się z anormalną jasnością, ale mój drugi język nie jest znowu taki prima sort. Przedsięwziąłem wkluczyć rzeczy, które mi wkluczyć konsyliowałeś, i zgodnie z twoim konsylium mozoliłem ten słownik synonimów, co go mam od ciebie, ilokrotno moje słowa wydawały się nazbytnio zubożniałe lub niewsamraźne. Będę wytrwale harował, dopóty cię nie nasycę" (cytuję znakomity przekład Michała Kłobukowskiego).
Jerzy Jarniewicz zauważył, że opór, jaki stawia ten ułomny i nieprzezroczysty język, "jest także oporem rzeczywistości - równie nieprzezroczystej - której ta narracja dotyczy". Kłopoty z językiem, i z rzeczywistością, ma przecież i Jonathan: nie zna i nie rozumie nieistniejącego już świata sztetli i rzeczywistości Zagłady, o których chce opowiadać. "Świat ten wyłania się w postaci szczątkowych opowieści, nieczytelnych informacji, sprzecznych relacji i mglistych obrazów - jak obcojęzyczny tekst domaga się nieustannego przekładu" - pisał Jarniewicz. Sztetl i Zagłada nie poddają się opisowi w żadnym języku, mówić o nich można jedynie językiem mitu, tylko on może wskrzesić przeszłość i ożywić zmarłych, i taki język wybrał Foer, by opowiedzieć o świecie przodków. Ocalenie - zdaje się mówić pisarz - zawdzięczamy jedynie przekładowi życia i śmierci na mit.
Kim jest bohater drugiej powieści Foera? Czy jest nim dziewięcioletni Oskar Schell, którego ojciec zginął w WTC? A może jego babcia i dziadek, którzy przeżyli bombardowanie Drezna w lutym 1945? Odpowiedź brzmi podobnie jak w przypadku "Wszystko jest iluminacją": bohaterami są znów język i mowa, a właściwie ich antyteza: cisza i milczenie. Oskar chce wiedzieć, jak umierał jego ojciec, co czuł, o czym myślał, zanim wyskoczył - czy wyskoczył? - z dziewięćdziesiątego piętra WTC, dlaczego na jakiś czas przed śmiercią do koperty opatrzonej nazwiskiem Black włożył tajemniczy kluczyk. Z kluczykiem Oskar wędruje do domów wszystkich nowojorczyków noszących to nazwisko, ale o ojcu nie dowie się niczego nowego, bo żaden Black nie pamiętał i nie znał Thomasa Schella. Może lepiej nie pytać o umarłych? Może słuszniej milczeć, jak dziadek Oskara, który od chwili, gdy stracił w Dreźnie ukochaną kobietę, komunikuje się ze światem za pomocą lapidarnych zdań zapisanych na kartkach: "dziękuję", "która godzina?", lub za pomocą wytatuowanych na wnętrzu dłoni słów "tak" i "nie"? Czy Oskar wybierze milczenie, czy też zacznie szukać języka, na jaki kiedyś przełoży swój ból?
"Strasznie głośno..." nie jest dziełem żywiołowej wyobraźni i językowego szaleństwa - jak o "Wszystko jest iluminacją" mówiła Joyce Carol Oates. Czasami nuży - Foer wprowadza zbyt wiele postaci i wielu narratorów, posługuje się różnymi krojami i kolorami czcionek, urozmaica fabułę dziesiątkami fotografii - ale nie brak w niej świetnych scen, jak na przykład wstrząsający opis drezdeńskiej apokalipsy czy rozmowa Oskara z kobietą, której córka zmarła w Hiroszimie. Może ta powieść nie spełnia wszystkich naszych oczekiwań, ale przyznać trzeba, że o tragedii 11 września Foer opowiada bez sentymentalizmu, za to z taktem i pokorą. To dużo.
Jonathan Safran Foer, "Strasznie głośno, niesamowicie blisko", przeł. Zbigniew Batko, Warszawa 2007, Wydawnictwo W.A.B.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















