Reklama

,,Dopóty Cię nie nasycę"

,,Dopóty Cię nie nasycę"

27.03.2007
Czyta się kilka minut
Trzydziestoletni Jonathan Safran Foer to jeden z najgłośniejszych dziś pisarzy amerykańskich. Uznanie krytyków i czytelników, również polskich, przyniosła mu debiutancka powieść "Wszystko jest iluminacją", w której podjął się karkołomnej próby mówienia o Zagładzie; w najnowszej książce "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" opowiada zaś o tragedii 11 września. "Wszystko jest iluminacją" nie jest pierwszym literackim dziełem o Zagładzie, a "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" to nie pierwsza powieść o WTC - w czym więc ich oryginalność? Foera intryguje pytanie, czy istnieje język, jakim możemy mówić o Holokauście, czy starcza nam słów, by wyrazić cierpienie tych, co zginęli w Nowym Jorku, i ból tych, którzy ich dotąd opłakują?
B

Bohaterem "Wszystko jest iluminacją" jest sam Foer, który podróżuje po ukraińskich wertepach poszukując sztetla, gdzie żyli i zostali zamordowani jego żydowscy przodkowie. Ale to nie on jest prawdziwym bohaterem. Nie jest nim także Aleksander, zabawny i sympatyczny ukraiński tłumacz i przewodnik Jonathana. Prawdziwym bohaterem powieści jest język, jego gramatyka, idiomy, nieprzebrany, a jednak ubogi słownik. To opowieść o komicznym i tragicznym zarazem zmaganiu się z językiem, którym Ukrainiec usiłuje porozumieć się z Amerykaninem. "Drogi Jonathan! - pisze Sasza. - Łaknę ten list, żeby był dobry. Jak już wiesz, nie jestem pierwszorzędny w angielskim. W rosyjskim moje pomysły utwierdzają się z anormalną jasnością, ale mój drugi język nie jest znowu taki prima sort. Przedsięwziąłem wkluczyć rzeczy, które mi wkluczyć konsyliowałeś, i zgodnie z twoim konsylium mozoliłem ten słownik synonimów, co go mam od ciebie, ilokrotno moje słowa wydawały się nazbytnio zubożniałe lub niewsamraźne. Będę wytrwale harował, dopóty cię nie nasycę" (cytuję znakomity przekład Michała Kłobukowskiego).

Jerzy Jarniewicz zauważył, że opór, jaki stawia ten ułomny i nieprzezroczysty język, "jest także oporem rzeczywistości - równie nieprzezroczystej - której ta narracja dotyczy". Kłopoty z językiem, i z rzeczywistością, ma przecież i Jonathan: nie zna i nie rozumie nieistniejącego już świata sztetli i rzeczywistości Zagłady, o których chce opowiadać. "Świat ten wyłania się w postaci szczątkowych opowieści, nieczytelnych informacji, sprzecznych relacji i mglistych obrazów - jak obcojęzyczny tekst domaga się nieustannego przekładu" - pisał Jarniewicz. Sztetl i Zagłada nie poddają się opisowi w żadnym języku, mówić o nich można jedynie językiem mitu, tylko on może wskrzesić przeszłość i ożywić zmarłych, i taki język wybrał Foer, by opowiedzieć o świecie przodków. Ocalenie - zdaje się mówić pisarz - zawdzięczamy jedynie przekładowi życia i śmierci na mit.

Kim jest bohater drugiej powieści Foera? Czy jest nim dziewięcioletni Oskar Schell, którego ojciec zginął w WTC? A może jego babcia i dziadek, którzy przeżyli bombardowanie Drezna w lutym 1945? Odpowiedź brzmi podobnie jak w przypadku "Wszystko jest iluminacją": bohaterami są znów język i mowa, a właściwie ich antyteza: cisza i milczenie. Oskar chce wiedzieć, jak umierał jego ojciec, co czuł, o czym myślał, zanim wyskoczył - czy wyskoczył? - z dziewięćdziesiątego piętra WTC, dlaczego na jakiś czas przed śmiercią do koperty opatrzonej nazwiskiem Black włożył tajemniczy kluczyk. Z kluczykiem Oskar wędruje do domów wszystkich nowojorczyków noszących to nazwisko, ale o ojcu nie dowie się niczego nowego, bo żaden Black nie pamiętał i nie znał Thomasa Schella. Może lepiej nie pytać o umarłych? Może słuszniej milczeć, jak dziadek Oskara, który od chwili, gdy stracił w Dreźnie ukochaną kobietę, komunikuje się ze światem za pomocą lapidarnych zdań zapisanych na kartkach: "dziękuję", "która godzina?", lub za pomocą wytatuowanych na wnętrzu dłoni słów "tak" i "nie"? Czy Oskar wybierze milczenie, czy też zacznie szukać języka, na jaki kiedyś przełoży swój ból?

"Strasznie głośno..." nie jest dziełem żywiołowej wyobraźni i językowego szaleństwa - jak o "Wszystko jest iluminacją" mówiła Joyce Carol Oates. Czasami nuży - Foer wprowadza zbyt wiele postaci i wielu narratorów, posługuje się różnymi krojami i kolorami czcionek, urozmaica fabułę dziesiątkami fotografii - ale nie brak w niej świetnych scen, jak na przykład wstrząsający opis drezdeńskiej apokalipsy czy rozmowa Oskara z kobietą, której córka zmarła w Hiroszimie. Może ta powieść nie spełnia wszystkich naszych oczekiwań, ale przyznać trzeba, że o tragedii 11 września Foer opowiada bez sentymentalizmu, za to z taktem i pokorą. To dużo.

Jonathan Safran Foer, "Strasznie głośno, niesamowicie blisko", przeł. Zbigniew Batko, Warszawa 2007, Wydawnictwo W.A.B.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]