Dlaczego o tym piszecie?

Można się spotkać z przekonaniem, że „katolicki dziennikarz”, widząc coś złego w Kościele, winien zamilknąć. Katolickie pismo, więc zawsze, cokolwiek się stanie, kościelnej instytucji ma bronić...
Czyta się kilka minut
 /
/

Kiedy w PRL-u lansowano książkę Natalii Rolleczek, potem film (Petelskich) „Drewniany różaniec”, odbieraliśmy to jako atak na Kościół i na zakony. Podobnie było z reportażami o nadużyciach w jakichś kościelnych instytucjach wychowawczych. Większość takich instytucji Kościołowi odebrano, jednak jakieś zostały, bo taki reportaż pamiętam.

Wybiórczo nagłaśniano negatywne przypadki związane z Kościołem, jakby podobnych nie było gdzie indziej, np. w domach TPD. Odbieraliśmy to jako jeden ze sposobów dyskryminowania Kościoła, podejrzewając, że fakty celowo były wyolbrzymiane. W tych gazetowych relacjach czuło się w podtekście Schadenfreude: „oto macie wasz Kościół!”. Kto więc krytykował cokolwiek w Kościele, ipso facto sytuował się po stronie „onych”.

Ta sytuacja wytworzyła w katolikach, a w księżach szczególnie, alergiczną wrażliwość na krytykę i odruch traktowania jej zawsze jako zamachu na Kościół i wiarę. Coś z tego myślenia w nas zostało. Stąd też od czasu do czasu pytania kierowane do „Tygodnika”: „po co wy o tym piszecie?”.

Do dziś można też spotkać przekonanie, że „katolicki dziennikarz”, widząc coś złego w Kościele, winien zamilknąć. „Matki się nie krytykuje”, upomniał nas kardynał Deskur, włączając się do Tygodnikowej debaty o krytyce w Kościele. Katolickie pismo, więc zawsze, cokolwiek się stanie, kościelnej instytucji ma bronić. Wskazać „prawdziwych winnych”, a jeśli się nie da, to raczej milczeć, niż „kalać własne gniazdo”. Stąd też te pytania do nas: „po co i wy o tym piszecie?”.

W tym numerze „Tygodnika” poruszamy straszną historię prowadzonego przez siostry boromeuszki zakładu wychowawczego w Zabrzu.

Proces sądowy (w latach 2007-10) przeciw siostrom zakończył się uznaniem dwóch zakonnic za „winne przemocy psychicznej i fizycznej wobec wychowanków oraz podżegania do aktów pedofilskich”. Ostatnio tę historię przedstawiła Justyna Kopińska w książce „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”. Rzeczowo, na podstawie dokumentów i świadectw z pierwszej ręki, opisała zakład wychowawczy dla dzieci, przemieniony przez siostry w „koszmarny obóz, w którym panowały: przemoc, gwałt i strach” – to słowa Małgorzaty Szumowskiej z czwartej strony okładki). „Ta książka to więcej niż reportaż, to moralitet” – napisał Adam Michnik.

Przypomnienie tych niedawnych wydarzeń sprowokowało nas do zabrania głosu. Choć „jeden jest nasz Ojciec w niebie” i choć „wszyscy braćmi [i siostrami] jesteśmy”, to więzi z Kościołem nie da się sprowadzić do więzi kręgu rodzinnego. Kościół, jako instytucja, uczestniczy w życiu społeczeństwa, i jego funkcjonowanie w społeczeństwie jako instytucji podlega tym samym prawom i obowiązkom, co innych uczestników życia społecznego. Jest przedmiotem krytycznej oceny – jak inne instytucje.

W opisanej przez Justynę Kopińską historii zakładu sióstr boromeuszek w Zabrzu zdumiewa beztroska zakonu, kierującego przypadkowe zakonnice do pracy wymagającej wysokiej klasy profesjonalnego przygotowania, przyjmując, że wystarczy, iż siostra „kocha dzieci”. Przerażający jest opisany tam podział kompetencji co do nadzoru. W zakresie metod wychowawczych zakon pozostawiony jest samemu sobie. Kuratorium interesuje się nauczaniem. Sytuacji w zakładzie nie kontroluje żaden kompetentny inspektor z zewnątrz.

Z pewnością istnieją znakomite zakłady prowadzone przez Kościół. Jeśli kościelne zakłady na ogół cieszą się zaufaniem, to nie dlatego, że w nazwie mają pobożne słowa, ale dlatego, że się sprawdziły... na ogół.

Przypadek Zabrza zmusza tych, którym zależy, by działalność Kościoła zawsze była świadectwem miłości Jezusa, do refleksji nad mechanizmem ogromnego zła, które się tam działo, nad znalezieniem trwałego remedium.

Nie chcemy takich spraw zostawiać tabloidom. Dlatego o tym piszemy. Taka jest misja mediów, także katolickich. Rzecz nie w tym „czy pisać?”, ale w tym „jak?”. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2015