Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Demonstracje dotarły do emocji prezydenta

Demonstracje dotarły do emocji prezydenta

24.07.2017
Czyta się kilka minut
Prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i psychoterapeuta: Nie wiem, czy dusza „Adriana” ustąpiła już na rzecz „Andrzeja”. Ale weto to znak niebanalny. Większość z nas nie wierzyła, że prezydent się ocknie.
  Łańcuch światła w obronie Sądu Najwyższego. Plac Wolności w Poznaniu, 18.07.2017 r. / Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Łańcuch światła w obronie Sądu Najwyższego. Plac Wolności w Poznaniu, 18.07.2017 r. / Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
M

Michał Kuźmiński i Marcin Żyła: Gdyby mógł Pan naprawić Polskę, od czego by Pan zaczął?

Prof. Bogdan de Barbaro: Jak w tym opowiadaniu Mrożka pt. „Podanie”, które zaczyna się od słów: „Proszę uprzejmie o oddanie mi władzy nad światem”? Zaprosiłbym dwóch kompetentnych terapeutów grupowych oraz liderów ugrupowań politycznych i społecznych. Nawiasem mówiąc, to nie taki całkiem absurd. W czasie jednej z rund negocjacji izraelsko-palestyńskich obie delegacje spotykały się pod opieką psychoterapeutów. Zanim się dogadały, miały się poznać.

Nad czym pracowaliby psycho­terapeuci z polskimi politykami?

Nad zmianą w duszy i psychice liderów. Najpierw pomogliby im zrozumieć swoje emocje, a potem uczyli takiego wypowiadania się, żeby nie niszczyć drugiego, dostrzegać to, co wspólne. Tego, nawiasem mówiąc, powinna się teraz uczyć opozycja: że nasze zbiory przekonań, mimo wszystko, mają części wspólne. I że celem takich negocjacji nie ma być zniszczenie znienawidzonego wroga, lecz wypracowanie projektu społecznie korzystnego.

Natomiast terapia z opozycyjnymi politykami za punkt wyjścia miałaby pytanie, ile z własnych ambicji są gotowi oddać na rzecz sprawy. A potem być może byłby potrzebny coach, który pomógłby politykom docenić energię tych, którzy od wielu dni gromadzą się na ulicach i placach Polski, oraz dotrzeć do milczących, biernych, pogubionych. Gdyby to się działo, w znacznym stopniu przybyłoby mi optymizmu.

(…) Zasadnicze pytanie brzmi: czy jest w ogóle miejsce na negocjacje? Czy kompromis jest możliwy do uzyskania rozmową? Jeśli nie, grozi nam – jak to się eufemistycznie nazywa – „kryterium uliczne”


Zamach na sądy – czytaj i udostępniaj specjalny, bezpłatny serwis „Tygodnika Powszechnego” >>>


Kryterium uliczne realizuje się na razie w pokojowych demonstracjach. Czy one mogły wpłynąć na decyzję prezydenta o wecie?

Weto wiele zmienia, dodaje optymizmu. Demonstracje być może dotarły do emocji i umysłu prezydenta. To dowód na to, że tego rodzaju akcje są nie tylko ekspresją uczuć, ale mają sens polityczny oraz wpływ na rzeczywistość. To również cenna lekcja dla nas, dla obywateli, że nie jesteśmy skazani na rządy monopartyjne. Weto prezydenta – niezależnie od tego, co będzie dalej – jest znakiem tego, że głos ludzi gromadzących się w całej Polsce ma moc. I to jest piękne.

Nie wiem, czy dusza „Adriana” ustąpiła już na rzecz „Andrzeja”. Ale weto to znak niebanalny. Większość z nas nie wierzyła, że prezydent się ocknie i wróci do swego imienia, przecież dramatycznie zagrożonego. Trzymam kciuki za „Andrzeja”. Swoją drogą, jest frapujące, co działo się w jego umyśle, gdy wyglądał przez okno, widział tłum ze świeczkami…

Właśnie: co się może dziać w głowach polityków, gdy tłum staje pod ich oknami, jak to było też pod Senatem?

Tak samo, jak wiwatujący tłum stanowi ogromną nagrodę i impuls dla osobistego narcyzmu, tak samo tłum wrogi i krzyczący wywoła wściekłość i wezwanie halabardników.

A pokojowy sprzeciw?

Jest szansa, że daje to do myślenia.

Jak to działa w drugą stronę? Co czuje tłum, gdy w oknie staje polityk? Jedną z głównych emocji jest dzisiaj gniew...

I nie wykluczam, że jest to także gniew destrukcyjny. Bo są „różne gniewy”: na jednym biegunie jest tzw. słuszny gniew, dalej złość, agresja, wściekłość, zawiść i wrogość – a granice między nimi są płynne. To, które uczucie przeważy, będzie zależało np. od mojego życiorysu i systemu wartości, od tego, czy bił mnie ojciec albo czy mi dziś smakowała kolacja. I od bardzo wielu innych okoliczności.

Jednak sytuacja, w której tkwimy, charakteryzuje się tym, że zachęca bardziej do reaktywności niż refleksyjności. Gdy ktoś mnie szarpie, a ja nie odpowiadam szarpnięciem, będzie mnie szarpał jeszcze mocniej, bo uzna mnie za słabego. Pojawia się tu kluczowe pytanie, na które od wieków szukają odpowiedzi filozofowie: jak nie zareagować złem na zło i wygrać? Albo przynajmniej nie dać się zabić? Gdy ktoś chce zniszczyć mój dom albo zgwałcić żonę, jak mogę temu zapobiec, żeby nie dać się zatruć toksynie zła?

Prof. BOGDAN DE BARBARO jest psychiatrą i psychoterapeutą, kierownikiem Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Całość rozmowy w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego” >>>

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Kryterium uliczne to ostatecznosc, jak tonacemu brzytew ale i ratujacy go /tonacego/,chcac nie chcac moze sie pociac i potem dojdzie do wniosku ze juz nic nie warto. Czy wiec u nas zawsze trzeba nam wychodzic na ulice /jak barbarzyncy/, Panie Prof.de Barbaro?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]