Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Darwin na tropach zbrodni

Darwin na tropach zbrodni

15.01.2018
Czyta się kilka minut
Klasyczna kryminologia uznawała przemoc za odstępstwo od normy, dewiację lub objaw zaburzeń. Dziś jednak wiemy, że to ewolucja ukształtowała w nas skłonności do agresji wobec bliźnich.
CHRISTIAN BERTRAND / ALAMY STOCK PHOTO / BEW
W

Wiele rodzajów przestępstw – jak morderstwa, przestępstwa seksualne, przemoc wobec partnerów – najczęściej popełnianych jest przez specyficzną grupę społeczną: młodych mężczyzn. Na gruncie tradycyjnych nauk społecznych tego oraz wielu innych fenomenów związanych z przemocą nie da się satysfakcjonująco wyjaśnić. Pozwala na to dopiero przyjęcie ewolucyjnej perspektywy.

Tymczasem na 19 najbardziej wpływowych książek z zakresu kryminologii wydanych po 2000 r. blisko połowa nie uwzględniała kontekstu ewolucyjnego. Nawet na prestiżowej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Kryminologicznego tylko 23 na 147 autorów wystąpień wśród przyczyn przemocy wymieniło czynniki ewolucyjne.

Dlaczego dla wielu uczonych ewolucyjna geneza przemocy stała się naukowym tabu? Z jednej strony lubimy czuć się wyjątkowi i negować swoją „zwierzęcą naturę”. Ewolucyjne wyjaśnienie zachowania ludzi...

14947

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

jest zatem przekazywana z pokolenia na pokolenie, jak w znanej filmowej sadze. Od nas jednak zależy, czy jej użyjemy. Bardzo ciekawy artykuł, zwłaszcza z perspektywy matki wychowującej trzech synów. Dziękuję Autorowi.

co to niby jest to "nas"?... Szanowna Pani najwyraźniej zakłada istnienie jakiegoś tajemniczego medium władzy nad swoim mózgiem, centralnego ośrodka dyspozycyjnego typu JA, co to mieści się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo skąd. Nie ma czegoś takiego, proszę Pani, a owo JA to nic innego, jak jeszcze jedn wytwór mózgu. I jak mózgi zdefektowane [hardware] albo koślawo zaprogramowane [software], tak i JA fiksuje. Naukowcy na to już dawno wpadli. Wolna wola w znaczeniu do jakiego nas tresowano od dziecka - to mit. Szanownej Pani JA podobną rolę pełni w tym układzie, co monitor w komputerze - tyle, że JA to taki specyficzny monitor, któremu wydaje się, że procesorem steruje. A wolna wola tyle warta, co na ekranie monitora wyświetlona linijka komendy z CPU. Powodzenia życzę.

"Wolna wola ... to mit. " Jakieś argumenty popierające to apodyktyczne zapewnienie?

Jeśli zdrowy rozsądek Szanownemu Panu nie wystarcza [bo jeśli to nie mit, to CO?...] polecam bogate źródła na ten temat w necie. Na początek proponuje świetny wykład Sama Harrisa na ten temat:+++ https://www.youtube.com/watch?v=ihXDOaKWztA +++ To doskonała rozgrzewka dla skostniałego w pakowanych nam od dziecka do głów humbugach umysłu. Dalej poleciłbym chwile refleksji nad pracami i wynikami doświadczeń Benjamina Libeta i Dylana Haynesa. Krótkie wprowadzenie do tematu tutaj: +++ https://www.crazynauka.pl/wydaje-ci-sie-ze-wolna-wole-eksperyment-temu-przeczy/ +++, więcej proszę szukać przez google'a [np. https://en.wikipedia.org/wiki/Benjamin_Libet]. Dla naprawdę zainteresowanych kopalnia wątków tutaj: +++ https://pl.wikipedia.org/wiki/Wolna_wola +++. Jako ciekawostkę dodam, że temat był prezentowany także w TP: +++ https://www.tygodnikpowszechny.pl/iluzoryczny-jak-wolna-wola-28813 +++. PODSUMOWANIE: 1. Nauka dziś już wyraźnie potwierdza, że źródłem aktywności decyzyjnej człowieka są procesy zachodzące w mózgu i to w nieświadomej sferze psychiki. 2. Jeśli ktoś wierzy w istnienie eterycznego i absolutnie pozamaterialnego, a oddziaływającego na świat materialny bytu pn. 'wolna wola' - nic w tym dziwnego, ludzie w o wiele bardziej oczywiste fantazmaty potrafią uporczywie wierzyć. 3. Akcja - reakcja, przyczyna i skutek, elektromagnetyzm, biochemia, impulsy elektryczne - oto prawdziwa natura naszej 'wolnej' woli.

... ale ciągle nie jestem przekonany. Harris jest filozofem, nie naukowcem, a w dodatku ma "agenda" ideologiczne, więc można go sobie podarować. Benjamin Libet natomiast był zbyt mądry, by ze swoim kontrowersyjnych eksperymentów wyciągać wniosek, że nie ma wolnej woli. Nawiasem mówiąc, są nowsze i dokładniejsze wyniki w stylu Libeta, o których Pan zdaje się nic nie wiedzieć; ale też niekonkluzywne. Pozostałe rzeczy, które Pan cytuje (i czytuje) to popularyzacja nauki, w najlepszym razie, albo naukawa [sic] publicystyka. No i nieśmiertelna Wikipedia, encyklopedia dla półinteligentów (nie odmawiam jej zresztą wszelkiej wartości, nie). Jak komuś się wydaje, że zerwał ze starymi mitami, to musi koniecznie uwierzyć w nowe.... W Polsce to bardzo popularne.Problem wolnej woli nie da się ruszyć bez współpracy filozofów i naukowców, ale o taką z różnych przyczyn trudno, najczęściej zabierają się do niego mający pojęcie (fachowe) o tylko jednym aspekcie problemu.

ba, na to wychodzi, że wręcz wierzy. Harris nie, Libet nie, filozofia be, neuronauki fuj - bo co, bo nie pasują do układanki? Odpowiedzi na moje proste pytanie Sz. P. także nie udziela. Dla mnie taka postawa to nic dziwnego, jest dość powszechna. Ludziom od dziecka wbija się do głowy teorię o wolnej woli, odpowiedzialności itepe, a doświadczenie JA zdaje się ją potwierdzać. Niełatwo rozstać się ze stanowiskiem nawet jak się jest kierownikiem klubu RUCH na zadupiu, a co dopiero zrezygnować dobrowolnie z boskiej mocy kreowania i zmieniania świata. Tak, wiara w wolną wolę ma wiele wspólnego z fundamentalistycznym kreacjonizmem. Cóż, ja wiem, że bez wolnej woli padają religie i nie tylko - ale bez obaw, także Kopernika, Galileusza czy Darwina ludzkość nie dość, że jakoś zniosła, to jeszcze się na nich wzbogaciła. Proszę spróbować wyobrazić siebie bez własnej woli, właśnie tak, jak wykazał to Libet czy Haynes - to naprawdę nie boli, a wiele rzeczy wyjaśnia. Życie bez elfów, wróżek, bogów czy wolnej woli jest nawet ciekawsze - bo prawdziwsze +++ p.s. prezentowana przez Sz. P. niewysokiego lotu ironia na tema WP, najbogatszego w dziejach kompendium wiedzy zgromadzonej przez ludzkość, to dla mnie - jak zwykle w takich przypadkach - przejaw cudacznych kompleksów niespełnionego autora

.... jest skromnym i mądrym naukowcem /scientist/, który wie, gdzie są granice jego dyscypliny i nie wyciąga nieuprawnionych wniosków z wyników swoich badań. Co do filozofii, to tak jak sztuka, jest dobra lub zła. I są jej różne odmiany i gatunki. Neuronauki to trochę i sprawa mody, i podobnie jak do gender studies należy do nich podchodzić sceptycznie, zresztą nie przeczę, że mają one może i jakie rzetelne wyniki do przedstawienia. Gdyby Pan był naukowcem LUB filozofem, to wiedziałby Pan, że w tych dyscyplinach nie wypada sobie pozwalać na takie "sweeping statements" jak Pańskie; choć oczywiście w wersji zwulgaryzowanej, tzw. infotainmencie jest ich pełno, ale to właśnie zupełnie inny gatunek a raczej cały rodzaj. A co do WP, zwłaszcza polskiej /angielska jest lepsza/, to ... ja już wolę wierzyć w moje skrzaty, rusałki i dziwożony. Pan się tutaj trochę rozpycha jako pan Mądraliński, który leninowskim, marynarsko-leninowskim językiem usiłuje "zniewolić" czytelników do przyjęcia Swego stanowiska, co zresztą jest konsekwetne przy Pana stanowisku w/s wolnej woli, i właściwie można by Pana wypowiedzi zgłosić do skasowania jako nie pasujące do poziomu TP, ale ... nadzieja umiera ostatnia, a w tym przypadku jest to nadzieja, że nawet ktoś taki, jak Pan może się czegoś nauczyć. W tym sensie: dobrych snów i miłego następnego dnia --- bez wolnej woli, krasnoludków, gnomów, czarnoksiężników i niezastąpionej WikiPedii, skarbnicy rzetelnej wiedzy ludzkiej i krynicy przeczystej mądrości.

Ja rozumiem, że nie podobają się Szanownemu Panu treści moich komentarzy i się z nimi nie zgadza. Polemizowałbym z opinią, że są 'niepasujące do poziomu TP'. Pragnę jednak zauważyć, że w swoich postach ogranicza się jedynie do dezawuowania dosyć już szeroko rozpowszechnionej tezy o iluzoryczności 'wolnej woli', nie podając ŻADNYCH, ale to literalnie żadnych argumentów przeciwnych. A to byłaby moim zdaniem najlepsza pomoc dla tych czytelników, co to ja niby staram się ich 'zniewolić' No i może faktycznie dałby mi Pan szansę czegoś się nauczyć. +++ p.s. bez dwóch zdań, angielska WP siłą rzeczy jest o wiele bogatsza od polskiej, dla przykładu hasło Libet podesłałem w pierwszym poście własnie z tej en.wp bo po polsku wcale go nie ma. Ale taka na przykład 'wolna wola' jest rozpracowana w wydaniu polskim na tyle dokładnie, że nie znajdzie Pan podobnie obszernego polskiego źródła - zaznaczam, kompendium - ani w necie, ani na zakurzonych regałach bibliotek. Last but not least - nieraz świadomie rezygnuję z przytaczania angielskojęzycznych linków bo jakoś nie mam zaufania do lingwistycznego potencjału obywateli RP, szczególnie tych starszego pokolenia...;)

"że nie podobają się Szanownemu Panu treści". Nie treść, tylko język, styl i metodologia."Dezawuowania dosyć już szeroko rozpowszechnionej tezy o iluzoryczności 'wolnej woli', nie podając ŻADNYCH, ale to literalnie żadnych argumentów przeciwnych." Na kim, Pana zdaniem, spoczywa w tej dyskusji onus probandi? "jakoś nie mam zaufania do lingwistycznego potencjału obywateli RP, szczególnie tych starszego pokolenia...;)" ale proszę pamiętać, że to forum TP /nie tylko w tej sprawie proszę łaskawie o tym pamiętać, styl marynarsko-żołnierski nie jest na tym forum na miejscu/, a nie reprezentatywna próbka obywateli RP.

co do metodologii - a niech się nie podoba, nie zależy mi - ale co do języka i stylu, jestem z nich bardzo zadowolony - mało tego, uważam się za wcale nieźle piszącego w porównaniu do reszty towarzystwa;)

Nie ma chyba nic tak krzepiącego, jak autor zadowolony z siebie samego i sam sobą ukontentowany. Jak Pan Bóg po każdym dniu stworzenia.

to jest ciekawy temat, skłonny bym był nawet małą ankietę wśród czytelników na ten temat przeprowadzić - jaki odsetek czytelników TP, a choćby nawet z podziałem na kategorie wiekowe, niedukająco posługuje się językiem angielskim? bo pośród moich znajomych wyedukowanych nie więcej jak co piąty w przedziale 50+

Ciekawsze byłoby: kto po angielsku potrafi czytać powiedzmy teksty popularnonaukowe, czy hasła w WP? Dla ludzi 50+ nie było tak oczywiste, jak dla młodszych, że angielski jest językiem światowym, więc większa wśród nich chyba znajomość innych języków.

"Ale taka na przykład 'wolna wola' jest rozpracowana w wydaniu polskim na tyle dokładnie, że nie znajdzie Pan podobnie obszernego polskiego źródła - zaznaczam, kompendium - ani w necie, ani na zakurzonych regałach bibliotek." Rzeczywiście dość długi - jak na polską WP - artykuł, ale robi wrażenie trochę przypadkowego, jak to zresztą w WP normalne, i skoncentrowanego na współczesnej filozofii angloamerykańskiej.

Nawet jeśli świadomość jest też uwarunkowana genetycznie, to jednak ona ma znaczenie nadrzędne/decyzyjne (na ogół) nad umiejętnością zastosowania przemocy. Przemoc nie jest elementem "fiksacji", jest naturalnym narzędziem którym jako gatunek dysponujemy. "Fiksacja" może powodować "nieuzasadnione" zastosowanie przemocy, ale może powodować i odwrotny skutek (brak umiejętności jakiejkolwiek obrony). Nie ma tajemniczego medium (chyba), ale dysponujemy wolą która nas pobudza do działania tego czy innego, za pomocą której weryfikujemy nasze zachowania, emocje, potrzeby. Czy ta wola jest wolna? (nie powolna) to już odrębne zagadnienie.

to wola dysponuje nami, proszę Pana. Do tego wyjaśnienia jak wyżej.

powiedział pewien król, wola to ja - dopowiem ja, i co? Nic mną nie dysponuje, sam sobą dysponuję :)))

a ja to mózg, niespełna półtora kilo galaretki z białek i tłuszczu

Tworzywa sztuczne i fragmenty metali? Coś panu chyba jednak umknęło ;p

co najwyżej muszę Panu zdawało się proste wątki rozwijać...;) tworzywa sztuczne, metal, półprzewodniki - plus, o czym już także pisałem, elektromagnetyzm, równania Maxwella itepe. Oprogramowanie to 0/1, namagnesowane rdzenie i tranzystory. W mózgu podobnie, tyle, że struktura elementów białkowa i więcej biochemii. Software dostajemy w genach oraz w procesie uczenia się i tresury - nb komputery też już potrafią się uczyć.

Bardzo przepraszam, ale czy Pan jest człowiekiem /homo sapiens sapiens/? Bo jakoś podejrzanie często mówi Pan o tresurze... To by niejedno wyjaśniało....

wyjaśnię: tresurze jesteśmy poddawani od urodzenia, najpierw w domu, przy pomocy kar i nagród oczywiście, co wolno a co nie, jak się kłaniać i jak dygać, co ładne a co brzydkie - i niech Pan nie udaje, że tego nie wie. Klapsy, głaskania, cukiereczki itepe. Proces nasila się w szkole - to już cała potężna machina do tresowania. Wiedzą o tym od dawna ci, co na ten etap kształtowania umysłów kładą wielki nacisk. Od greckich filozofów, przez kościoły i wyznania, bolszewicki system edukacji w sowieckiej Rosji aż po panią minister Zalewską i pisowską rewolucję w szkołach. Cała nasza religijność, nic przecież ze zdrowym rozsądkiem i rozumem nie mająca, to nic innego, jak wynik tresury - opartej przede wszystkim o strach przed okrutną karą w piekle, obietnicę pośmiertnej nagrody, przekonanie o decydującej roli kapłanów i presję otocznia. Kościelne chrzty noworodków i wieloletnia indoktrynacja religijna dzieci i młodzieży najlepszym przykładem.

Widocznie inaczej niż większość Polaków używa Pan słowa "tresura". Pana dobre prawo,oczywiście, ale może Pan być kiedyś źle zrozumiany!

indukowanie i wymuszanie pożądanych postaw i zachowań w oparciu o system kar i nagród - tresura, po prostu; i tak niedźwiedź podskakuje kiedy słyszy muzykę, nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że to jego wolna wola - ale kiedy my tańczymy jak nam zagrają - no to nie, to przecież my sami decydujemy!... A właśnie że psińco.

" i tak niedźwiedź podskakuje kiedy słyszy muzykę". No, przynajmniej w Akademii Smorgońskiej musieli mieć dobrą teologię i jeszcze lepszą homiletykę, skoro roztaczanymi w niej wizjami nieba i piekła zdołali zachęcić nieznane z podatności na zew Terpsychory ssaki z rodzaju Ursus do choreografii...

czy zwyczajna kpina z niedźwiedzia? misie stawiano na metalowej płycie, pod nią ogień a obok grała muzyka, odruch warunkowy się to nazywa - u ludzi podobnie działa straszenie od dziecka, na przykład ponoć po dziś dzień są faceci, co spowiadają się z masturbacji

nie kpiłem z niedźwiedzia, nie ma potrzeby akurat z niego...

Najwidoczniej ma Pan dobre serce dla zwierząt. To akurat mi się u Pana podoba /bez kpiny!/.

"The social animal" to świetna książka popularnonaukowa Davida Brooksa, w polskim tłumaczeniu "Projekt życie" (polecam!). Czyżby był też podręcznik pod tym samym tytułem?

Reasumując, to że jedyny (chyba) gatunek na Ziemi który stworzył cywilizację dysponuje ewolucyjnie wytworzonym bardzo rozbudowanym mechanizmem agresji daje bardzo poważną przesłankę do tego, że z innymi potencjalnymi cywilizacjami w kosmosie jest najprawdopodobniej tak samo. Czy zatem należy szukać z nimi kontaktu? rozsyłać sondy? sygnały? Chyba nie.

i nie dyskutować w taki sposób :) Pozdrawiam Szanownego Pana serdecznie.

Hm, dobre pytanie, ale na szczęście trochę jeszcze abstrakcyjne. Ale w ogóle ciekawe, że są kultury bardziej, i kultury mniej agresywne. Czy słyszał Pan o Moriorysach z wyspy Chatham?

Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy by zostać zauważonymi, co gorsza rozsyłamy też "dane poufne" (sondy z opisami naszej kultury i naszych cech gatunkowych). Co do kwestii agresywności kultur, to oczywiście bywają i pokojowe, ale są albo mocno wyizolowane, albo ograniczone czasowo (do czau spotkania z kulturą bardziej agresywną). Nadmiar agresji też bywa szkodliwy i na dłuższą metę destabilizujący. Generalnie najtrwalsze kultury na Ziemi działają na zasadzie "wilków w owczej skórze". Taka taktyka wydaje się być ewolucyjnie najskuteczniejsza. Wracając do naszej "abstrakcji" to też nadmiernie nie będę ubolewał, cóż mam nieodparte wrażenie, że na dobrą sprawę już jesteśmy "czyjąś własnością" i nie ważne co zrobimy, tak jak nieistotnym jest jak bardzo moje myszoskoczki będą próbować się skontaktować z "innymi gryzoniami wszechświata". Jesteśmy jak "koziołki Matołki" po szerokim szukamy wszechświecie tego co mamy bardzo blisko, a raczej tego co w sumie ma nas.

"Generalnie najtrwalsze kultury na Ziemi działają na zasadzie "wilków w owczej skórze". " A jakie kultury zalicza Pan do najtrwalszych? Ja np. myślałbym o chińskiej, a ta raczej się specjalną agresywnością nie odznaczała. Indyjska też nie. Sempiterna Roma przetrwała jakieś 1000 lat, plus minus, jeśli dodać Bizancjum to następne 1000, ale pod koniec już w granicach mocno zawężonych. 1000-letnia III Rzesza -- całych 12. Ojczyzna proletariatu /CCCP/ -- aż 75.

Nie mam zamiaru bawić się w oceny kultur gdyż nie czuję się do tego specjalnie uprawniony, ponadto nie chciałbym nikogo urazić związanego z tą, czy inną kulturą. ps. czytał pan cokolwiek o Chinach ? ;p ps2. III Rzesza to raczej krótkotrwała emanacja w ramach "Cywilizacji Zachodu" a nie jakakolwiek odrębna kultura, poza tym to właśnie klasyczny przykład dokąd prowadzi hiperagresywność. To co mam na myśli to sytuacja w której niszczy się wrogów, tak że niemal po nich ślad nie pozostaje, a jednocześnie ciągle uchodzić za byt pokojowy, baaa czasem wręcz niosący światu pokój, miłość, i inne takie tam. Do dziś działają conajmniej dwie takie wielkie kultury.

Czy czytałem coś o Chinach? To i owo, zdarzało się, w każdym razie więcej, niż o Litwie ("Dziady" III, scena 7.)... Szkoda, że nie chce zdradzić jakie kultury uważa Pan za trwałe lub najtrwalsze. W takim wypadku, niemożliwa jest dyskusja na temat wyrażonego przez Pana, a zasługującego na uwagę, przekonania, że "najtrwalsze kultury na Ziemi działają na zasadzie "wilków w owczej skórze".". Szkoda. Ja też nie jestem pewien,które to są, ale chińską czy indyjską, a może i egipską, uważałbym za dość w samej rzeczy trwałe. Sprawa wymagałaby zastanowienia, bo czy np. można mówić w bieżącym kontekście o czymś takim, jak "kultura łacińska" czy "kultura islamu"? Nie wiem, chętnie bym podyskutował na tym fajnym forum.

" Do dziś działają conajmniej dwie takie wielkie kultury." Jakie ma Pan na myśli? Francuską i rosyjską?

nie te. Jakakolwiek dyskusja rozbiłaby się na nieistotnych zagadnieniach związanych z definicjami, przynależnościami i innymi takimi. Świat, kultury, to system naczyń połączonych. Wszystko wzajemnie się przenika, miesza, składa się z różnych elementów. Ta przywołana kultura francuska to coś niezależnego? czy jeden z elementów większej całości? ale weźmy epizod z historii Rosji. Czyli ZSRR. Dopóki reszta świata odbierała ich jako obrońców praw robotniczych, to mieli chyba najdoskonalszy wywiad świata, byli potęgą przed która drżał świat, a bardzo wielu postrzegało ich jako potencjalnych wybawicieli. Niemniej bezczelność tego kłamstwa była tak wielka, że stopniowo pękła, potem została im tylko wielka armia, potem musieli upaść, przejść transformację. Trwają te kultury które jawią się jako "oazy spokoju i dobrobytu" a jednocześnie potrafią być niezwykle brutalne i agresywne w obliczu zagrożenia. I tak pokojowe Chiny unicestwiły praktycznie Tybet (o dawniejszej historii już przez delikatność nie wspomnę), a obrońcy demokracji zrzucali bomby atomowe na obiekty cywilne, nooooo nie wytrzymałem i ma pan wielką dwójkę ;p (Imperium Romanum nawet jeśli jako byt państwowy upadło to jego kultura, system, idee, trwają po dziś dzień, a USA są jego dzisiejszą najsilniejszą emanacją, tak ja to widzę, można się zgodzić lub nie, ale kłócić o to chyba sensu nie ma? ;p)

Problem polega na tym, że trzeba tak wyodrębnić kultury, by można im było sensownie przypisywać agresywność lub jej brak JAKO całościom. Wtedy dopiero można sensownie dyskutować Pana w/w hipotezę. Kultura Zachodu np., "jako taka", nie spełnia tego warunku, bo raz, nieostre są jej czasowe i przestrzenne granice, a dwa, nie ona sama jako taka, lecz poszczególne jej państwa-człony, były, lub nie były agresywne, a w tym pierwszym przypadku na sposób wilków w owczej skórze lub na sposób wilków w swej własnej. Tak np. do Francji czy później Wlk Brytanii pasuje określenie "agresywne w owczej skórze", podobnie jak do ZSRR, przy czym i wilki i owcze skóry wyglądały w każdym z tych przypadków trochę inaczej, podczas gdy np. do Holandii czy III Rzeszy pasuje określenie "wilki w wilczej skórze". Ale żadna z tych kultur nie była (jak dotąd przynajmniej) specjalnie trwała ani WYtrwała w swojej odmianie agresywności. Nie w porównaniu z Chinami czy Indiami, które częściej padały ofiarą agresji, niż same były agresywne.

wydawać by się mogło, że nie powinno stanowić problemu rozróżnienie pomiędzy cywilizacją/kulturą Wschodu i Zachodu. Temat nawet chyba dla nie-elity banalny. W Pańskim przypadku jest inaczej. Kwestionuje Pan sens określenia 'kultura Zachodu'. No cóż, nieco wyżej lekceważąco wyraża się o naukowcach badających pracę ludzkiego mózgu i filozofach, wyciągających z ewidentnych wyników tych badań proste i logiczne wnioski. Proszę Pana, równie dobrze może Pan kontestować tabliczkę mnożenia i kulistość Ziemi. Ale czy to naprawdę daję Panu jakąkolwiek satysfakcję poznawczą?...

... to nie sensowność wyrażenia "kultura Zachodu", które jest z pewnością sensowne choć nieostre, ale sama możliwość określenia tej kultury "en bloc" jako agresywnej lub nie. O ile mi wiadomo, nie było nigdy armii Zachodu, z flagą i godłem Zachodu, itp. Nie tyle zresztą kwestionuję, co proszę forumowicza Hugin Munin o przedstawienie jego stanowiska w tej sprawie.

Kultura z założenia jest nieostra i nie ma w niej obowiązku biegania z flagą. Wyodrębnianie? w dobie globalizacji to zadanie rodem z bajkowego Kopciuszka rozdzielającego mak od mąki. Chiny łagodne? a co tam będziemy sięgać czasów różnych wojujących królestw, proszę może zainteresować się co w temacie dziś uważa Wietnam, wspomniane przez pana Indie, Tybet (o ile będzie jeszcze z kim dyskutować), mniejszość muzułmańska, no i do całkiem jeszcze niedawna na granicy rosyjsko-chińskiej która strona bardziej obawiała się agresji sąsiada i większe wysiłki wkładała w arsenał obronny tam stacjonujący? Tiaaaa to bardzo pokojowa kultura, ale w sumie podobnie jak nasza Cywilizacja Zachodu, zatem nic strasznego, nic nam obcego (choć teraz ja dla odmiany, nieco błędnie termin kultura odnoszę do organizmu państwowego). Indie w sumie to też pasmo niekończących się wojen. No i dzisiejsze Chiny mają w sumie tyle wspólnego z swoim starożytnym odpowiednikiem co Cywilizacja Zachodu z Imperium Romanum (ich flaga, organizacja armii, system polityczny, ekonomiczny, dooooprawdy sięgają stulecii :ROTFL). Kultura nie jest czymś stałym, ulega ciągłym przemianom, niemniej jest w niej pewna kontynuacja, ale nie, niezmienność. Co do stanu zagrożenia, to jest to też termin mocno subiektywny. To że sąsiad buduje flotę, że handluje podobnymi towarami co my już stanowi jakieś tam zagrożenia. Nieraz bardzo poważne. Zagrożenie to nie tylko czyjś frontalny atak. Ogólnie dyskusja tu zaczyna być jałowa, tak jak przypuszczałem. Co do potwierdzenia mojej koncepcji ujmę to tak, to co trwa po dziś dzień i jest zauważalnie duże udowodniło, że jest trwałe. Wszystkie większe państwa dysponują doskonale wyposażonymi armiami, siłami policyjnymi i innymi zorganizowanymi aparatami przymusu. Wielcy gracze tego świata na każdym kroku udowadniają, że potrafią użyć przemocy gdy ich interes jest zagrożony, jednocześnie wpierają, że są za pokojem, dobrobytem i inne takie tam, byle przysłowiowy "ciemny lud to kupił" i taki jest fakt, i nie widać by mogło kiedykolwiek być inaczej.

"Kultura z założenia jest nieostra i nie ma w niej obowiązku biegania z flagą." Nie, ale jeżeli się nie utożsami kultury z jakąś "flagą" /czyli organizacją plus minus państwową/, to trudno będzie stwierdzić, czy dana kultura jest lub była agresywna, i w związku z tym, Pana ciekawa teza: "Generalnie najtrwalsze kultury na Ziemi działają na zasadzie "wilków w owczej skórze". " nie będzie się nadawała ani do tego, by ją atakować, ani do tego, by ją bronić, krótko mówiąc, nie będzie się nadawała do dyskusji, i nawet nie będzie wiadomo, po co w ogóle ktoś /czyli HM w tym wypadku/ ją wygłosił. To, co Pana dalej pisze o Chinach, sąsiadach budujacych flotę itp. jest oczywiście słuszne, ale nie wnosi nic ani pro ani contra Pańskiej ciekawej tezy. A szkoda! P.S. nie myląc kultur z państwami, można np. powiedzieć, że w chwili obecnej kulturę anglosaską reprezentują te państwa: GB, USA, CDN, AUS i NZ, i agresywność tej kultury jest współmierna do agresywności tych państw. Oczywiście, to niedokładne, zgoda ... Na koniec polecam taką książkę: Axelrod, Robert, The Evolution of Cooperation. Basic Books, New York 1984. Oczywiście zakładając, że Pan jej nie zna.

Kultura anglosaska? Oczywiście, gdzieś tam w ramach większych tworów kulturowych powstają mniejsze, budują odrębną specyfikę, inne grupy etniczne wzorują się lub wręcz wyrastają z kultur tworzonych przez inne grupy etniczne. Mieszanina i plątanina. Jest jednak coś od czego się zaczęło tworzyć daną cywilizację, zaczyn który niczym duch unosi się nad kolejnymi odsłonami teatru dziejów. Coś co można określić dziedzictwem/majątkiem które się przyjęło po przodkach (czasem przybranych) i co po pewnych modyfikacjach przekazuje się dalej. Państwa są jak owoce, owoce danej kultury. To jakie są państwa świadczy o kulturze która je zrodziła. Z kultury anglosaskiej którą pan przywołał do tablicy liczą się tylko USA (i co nieco GB) cała reszta jest pod parasolem wielkiego patrona i stać ich na udawanie łagodności, zresztą historia tej kultury to pasmo krwi i ekspansji. ps. oczywiście, że wnosi, tyle, że pan udaje, że nie widzi, tak panu wygodniej, nie jest miło mieć świadomość, że jest się przedstawicielem gatunku najokrutniejszych drapieżników jakie stąpały po Ziemi (chyba) ;p

"25.01.2018, 18:30 Kultura anglosaska? ... Z kultury anglosaskiej którą pan przywołał .. liczą się tylko USA (i co nieco GB) cała reszta jest pod parasolem wielkiego patrona" Hm, moim zdaniem, trochę za prosto Pan sobie to wyobraża. https://en.wikipedia.org/wiki/Five_Eyes "i stać ich na udawanie łagodności, zresztą historia tej kultury to pasmo krwi i ekspansji." A więc -- kultura ta jest przykładem przemawiającym za Pana tezą? (Że ""Generalnie najtrwalsze kultury na Ziemi działają na zasadzie "wilków w owczej skórze". ")?

Znowu myli pan pojęcia. To co się pisze, baaa! nawet wypowiada, zawsze jest pewną formą uproszczenia myśli/wyobraźni (przynajmniej ja tak mam). No i odwołuję wszystko o "wilkach", dlaczego? Bo zbyt wikłamy się w bieżącą tematykę. Pan cały czas delikatnie wpierał, że Chiny są pokojowe (a nie są, ale moje argumenty w temacie, w sumie zbył pan milczeniem, za to uwziął się na Anglosasów). I jeszcze mam przyznać, że Anglosasi to "wilki w owczej skórze"? a idźże pan, nie będę chińskiej propagandzie punktów nabijał :))) Osobiście wolę być w strefie wpływów anglosaskich niż ruskich czy chińskich.

"niezwykle brutalne i agresywne w obliczu zagrożenia. " A, więc "w obliczu zagrożenia"! Jak to śpiewano w 1868 r. w Paryżu: "Cet animal est très méchant / Quand on l'attaque il se défend": "Zwierzę to jest bardzo złe / Napadnięte -- broni się" -- i jeśli mu życie miłe, broni się "niezwykle brutalnie". Ale myślałem, że zwierzę jest agresywne dopiero wtedy, gdy "broni się" nienapadnięte...

zwierzę potrafi być agresywne gdy jest głodne, gdy walczy o prawo do kopulacji z samicą, o pozycję w stadzie, gdy jest zaatakowane itepe. Człowiek ma podobnie, zaś we wszystkich tych przypadkach agresja - nb jak i inne emocje - jest wynikiem działania hormonów i układu nerwowego, w szczególności mózgu. Przy czym akurat wydzielaniem hormonów steruje przysadka mózgowa. Pańskie i wszystkich bliźnich choćby najwyższe czy najczarniejsze emocje i uczucia - to nic innego, jak efekt działania adrenaliny, kortyzolu, oksytocyny, testosteronu itede. To przy okazji także na temat wolnej woli, w której istnienie tak uparcie pragnie Pan wierzyć. 'Wolna wola' - ale jak już to Pana przysadki, a nie Pańskiego wydumanego JA, a program, według którego ona działa jest zapisany w DNA - również bez Pańskiej wiedzy i woli. "Jesteś system biochemicznie doskonały", parafrazując poetę.

"niezwykle brutalne i agresywne w obliczu zagrożenia". Nie przeczę wcale, czy, jeśli Pan tak woli, moja przysadka nie przeczy, że "zwierzę potrafi być agresywne gdy jest głodne, gdy walczy o prawo do kopulacji z samicą, o pozycję w stadzie", ale H.M. pisał jasno o sytuacji zagrożenia. NB. jeśli samo to zwierzę jest samicą, to chyba "... o prawo do kopulacji z samcem"? Czy też może Pana zdaniem -- przepraszam, Pana szanownej przysadki -- nie ma zwierząt samic, albo są tylko samice-lesbijki? U zwierząt zresztą nie ma "praw do..." czyli podmiotowych, ale rozumiem, że chodzi Pana przysadce o możliwość kopulacji.

Cieszę się, że Pan lubi Czechowicza, ja też! Ale niczym doskonałym nie jestem, niestety! Może Pan czy Pana P.T. przysadka -- ja na pewno nie!

Strony

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]