Czym zawinili ukraińscy muzycy?

Zespół „Ot Vinta” – przez słuchaczy określany jako ukraiński przaśno-patriotyczny folk-rock – ma być zagrożeniem dla „ładu i porządku publicznego”.
Czyta się kilka minut
Anna Goc // Fot. Grażyna Makara
Anna Goc // Fot. Grażyna Makara

Na tej podstawie Straż Graniczna nie wpuściła w miniony weekend do Polski muzyków z Równego, powołując się na decyzję MSWiA.

Zespół najpierw miał zagrać w Przemyślu, gdzie kilka dni wcześniej kilkudziesięcioosobowa grupa zaatakowała coroczną procesję Ukraińców (w tym roku odbywającą się bez udziału władz miasta), organizowaną z okazji „Święta ukraińskiej pamięci narodowej”. Doszło do przepychanek; jednemu z uczestników podarto koszulę (w barwach czerwono-czarnych). Internauci tłumaczyli potem napaść, że „czarno-czerwone barwy to barwy banderowskiej UPA (...), czyżby organizatorzy nie wiedzieli, że afiszowanie się w Przemyślu z banderowskimi barwami musi się skończyć zadymą?”. Po podobne argumenty sięgnął prezydent Przemyśla. „Lider tej grupy [„Ot Vinta” – red.] według powszechnej wiedzy kultywuje postać Stepana Bandery, skrajny ukraiński nacjonalizm i organizację OUN-UPA” – pisał Robert Choma w liście do Marii Tuckiej, szefowej przemyskiego oddziału Związku Ukraińców w Polsce, prosząc o odwołanie koncertu. Kopię listu wysłał do wiadomości m.in. ministra Mariusza Błaszczaka i Stowarzyszenia Kibiców Polonii Przemyśl „Przemyskie Bractwo” (które protestowało przeciw występowi). Zespół nie dojechał więc ani do Przemyśla, ani do Warszawy, gdzie miał wystąpić dzień później.

Czym zawinili muzycy? Może tym, że ich granie miało podnieść ducha walki w czasie Majdanu (i nie tylko – jeden z członków zespołu jest też grafikiem, autorem m.in. logo Samoobrony Majdanu)? A może zdjęciem z rajdu rowerowego, które zrobili sobie pod pomnikiem Bandery w Równem? Owszem, w Równem stoi wielki pomnik Bandery – co raczej nikomu w Polsce nie będzie się podobać – ale czy zrobienie sobie pod nim zdjęcia od razu należy klasyfikować jako „propagowanie UPA”?

Decyzja MSWiA jest tym bardziej niezrozumiała, że równocześnie polskie władze nie interweniują w związku z mającym się odbyć za dwa tygodnie festiwalem „Orle Gniazdo” w Kępnie koło Żytna. Mają na nim wystąpić m.in. rosyjski wokalista Sadko czy włoski Gesta Bellica, chętnie zapraszani przez neonazistowską międzynarodówkę Blood&Honour („Krew i honor” – hasło Hitlerjugend).
A jeśli nie o ten konkretny ukraiński zespół chodzi, to o co? Może o uległość wobec grupy kibiców, która po raz pierwszy tak skutecznie wywarła w Przemyślu presję na prezydenta miasta? Za chwilę 73. rocznica wołyńskiej „krwawej niedzieli” – apogeum rzezi Polaków latem 1943 r., na Ukrainie do dziś „nieprzepracowanej” – która zapewne na nowo wzbudzi napięcia... Tymczasem podgrzewanie emocji między Polakami i Ukraińcami nie leży w niczyim interesie – jeśli nie liczyć Rosji. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2016