Przez najbliższy rok z okładem nie będzie w Polsce wyborów. Kolejne przyniosą wybór prezydenta RP. Można by optymistycznie mniemać, że będziemy mieć teraz nieco wytchnienia od hałasu towarzyszącego produkcji mielonki bez polepszaczy. Niestety: wiemy, jak jest. Prezydencka kampania wyborcza ruszy lada dzień, a jej początek będzie o tyle osobliwy, że nazwiska kandydatów poznamy dużo, dużo później.
Wpływ na politykę kończącego drugą kadencję prezydenta powinien maleć. Im bliżej wyborów, tym rola prezydenta staje się coraz bardziej ozdobna. Jeździ sobie po festynach, zachwala demokrację, tnie wstęgi, wręcza ordery, ułaskawia tego i owego, bliższych lub dalszych kolegów oraz koleżanki. W przypadku p. A. Dudy mamy sytuację o tyle nietypową, że jego jakikolwiek wpływ na cokolwiek zawsze był mały.
Zanim wpływ p. Dudy już skrajnie zmaleje, wypada przez sekundkę spojrzeć na aktywność polityczną i pozapolityczną, ale publiczną tego człowieka, w tym jego aktywność umysłową. Oto mamy nieodparte wrażenie, żeśmy ostatnie lata siedzieli na ciągnącym się spektaklu, którego akcja – gdyby ją ścisnąć – zmieściłaby się, owszem, w paru minutach, ale pan reżyser ją zapętlił. Spektakl się nam wlecze. Nie, nie chcemy tu wcale powiedzieć, że jest nudno. Co to, to nie. Jest w tym coś niezdrowo podniecającego, na granicy perwersji, że na okrągło oglądamy te same sceny, wysłuchujemy tych samych monologów i dialogów, patrzymy z niepokojem, a czasem z dezorientacją na te same srogie bądź słodkie minasy, miny i minki, że jesteśmy bezustannie na tym samym przedszkolnym poziomie analizowania rzeczywistości, historii i przyszłości, że słyszymy wciąż te same szokująco infantylne recepty zarówno na szczęście, jak i nieszczęście.
Chcemy z mocą stwierdzić, że co dzień, od początku pierwszej kadencji p. prezydenta Dudy, utrwala się nasze przekonanie, że nigdy i nigdzie, w żadnym kraju, człowiek tego typu, z taką umysłowością i sposobem komunikowania się z obywatelem, nie był prezydentem. Wciąż mamy niesłabnące wrażenie, że obserwujemy zabawę w prezydentowanie, że to kinderbal zorganizowany przez jednego pana, który pląsa wraz z kilkoma roześmianymi kolegami, ubranymi w bluzeczki z napisem Red is Bad. Nawiasem, im dłużej i uważniej się temu wszystkiemu przyglądamy, tym częściej się zastanawiamy, czy aby urząd prezydencki w Polsce jest nam jakkolwiek do szczęścia potrzebny. Skłonni jesteśmy dziś stwierdzić, że jednak jest. Właśnie dlatego, że nikt w świecie nie dostaje podobnej nam rozrywki.
A więc kinderbal się powoli, ale nieubłaganie kończy. Z tej okazji pojawiają się pomysły i domysły, czymże były prezydent RP się zajmie. Zawsze tym wizjom towarzyszy spostrzeżenie, że jest człowiekiem stosunkowo młodym jak na emeryta, więc – to chyba domysł – może robić wszystko. Formalnych ról i propozycji świat dla byłych prezydentów ma niewiele. Można zostać wykładowcą renomowanego uniwersytetu, doradcą w poważnych sprawach, rozjemcą międzypaństwowych konfliktów, a wszystko to są zajęcia słusznie płatne. Można też zostać tzw. autorytetem, rzecz jasna w pewnych sytuacjach pobierającym honorarium, a w innych robiącym to pro bono. I to by było na tyle, bowiem wyobrażenie sobie, że b. prezydent kraju ma np. zakład świadczący usługi elektryczne bądź wypożyczalnię sprzętu narciarskiego, nie przychodzi nikomu do głowy. To by uwłaczało godności kraju.
No więc, mówiąc prosto z mostu, nie wydaje nam się, żeby z tej puli coś pasowało do p. prezydenta Dudy. Być może jest to kwestia marnej wyobraźni, ale zobaczenie go w roli profesora wizytującego w jakiejś innej uczelni niż owej w Toruniu przekracza nasze możliwości. Podobnie wyobrażenie go sobie jako mentora w gronie zagranicznych ekspertów od czegokolwiek. Słowem: przed nami ciekawe czasy, pełne zagadek, w rozwiązywaniu których będzie nam przeszkadzać rytmiczny łomot towarzyszący produkcji politycznej mielonki bez polepszaczy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















