Każdy z nas – jak tu ponuro siedzimy – powinien poświęcić odrobinę swego czasu, choćby tego przeznaczonego na patrzenie się w sufit, na rozmyślania pro bono. Chodzi nam o zbiorowy, bezinteresowny czyn Polaków, polegający na obmyślaniu przyszłości p. Andrzeja Dudy po zakończeniu jego niesłychanej prezydentury.
Do tej podniosłej myśli skłoniły nas coraz częstsze publiczne domniemania, czymże to p. Duda mógłby się zająć po zdaniu urzędu i wyprowadzce z pałacu. Ludzie – zdaje nam się bez fantazji – powiadają, że mógłby on oświecać zagraniczną młodzież w solidnych uniwersytetach amerykańskich bądź angielskich. Jest to, każdy przyzna, propozycja niefajna. Młodzież zagraniczna jest teraz niesforna, zadaje trudne pytania, jej sytuacja, jeśli idzie o wszelkie jej poczuwanie, odczuwanie i przeczuwanie, jest za skomplikowana dla prostolinijnej konstrukcji intelektualnej owego człowieka z Europy Wschodniej, jakim jest nasz lider.
Kariera akademicka za granicą może przynieść panu prezydentowi, jak zresztą większości jego poprzedników, tzw. dysonans poznawczy. Oczywiście, i tu żadnej tamy stawiać nie należy, p. A. Duda może, a nawet powinien, zostać profesorem belwederskim dowolnej polskiej uczelni wyższej. Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, by do którejkolwiek jego profesura mogłaby nie pasować. Warto tu dodać, że już, póki czas, powinien on wręczyć sobie samemu stosowną nominację profesorską, bo potem może być niestety za późno.
Słyszeliśmy, ale być może słuchaliśmy niestarannie, że p. Duda mógłby zostać jakkolwiek prezesem czegokolwiek. To akurat przemawia do naszej chorej wyobraźni, bowiem sami snujemy od lat marzenia, że oto piastujemy sobie jakąś intratną prezesurę i mamy w związku z tym auto służbowe oraz garnitur od krawca. Kierunek zatem wydaje się słuszny, pytanie otwarte brzmi: prezesem czego p. Duda mógłby zostać. No i tu zaczynają się schody. Bo zawsze w sytuacji obejmowania prezesury pojawiają się pytania o kwalifikacje.
Zawsze w takich sytuacjach słychać szeptem wypowiadaną podpowiedź, że kompetencją mianowicie jest przeszłość. Ale nie bądźmy dziećmi, każdy świetnie wie, że kwalifikacją naszego prezydenta jest nie tyle niesamowita prezydentura, ile tworząca ją nieokiełznana osobista memiczność. Czy to wystarczy? Dalibóg, nie umiemy dziś odpowiedzieć, czy memiczność może zapewnić godne życie. Zwłaszcza czy memiczność prezydenta będzie coś warta, gdy nie będzie już prezydentem? Mem postprezydencki – każdy przyzna, że jest to termin ciekawy.
Dopiero co usłyszeliśmy, że p. Duda mógłby chcieć pokierować Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim. Wiadomość ta wzięła się zdaje się z tego, że olimpiada akurat się odbyła, dużo było o niej w telewizji, a ponieważ szukamy zatrudnienia dla p. Dudy, to temu i owemu olimpiada się z p. Dudą skojarzyła, a więc i coś się przy tej okazji wymyśliło. Oczywiście – ktoś powie – że są to jakieś automatyzmy myślowe, niemające nic wspólnego z oryginalnym planowaniem przyszłości lidera mas.
Czy gdyby – dajmy na to – odbywał się tu akurat kongres Prawa i Sprawiedliwości, czy automatycznie by się nam przywidziało, że prezesem tej partii mógłby zostać p. A. Duda? Oczywiście, że nie, bo jest już za późno na fantazjowanie. Oto Gospodarz powiedział niedawno, ale wyraźnie, że jego następcą zostanie p. M. Błaszczak. Czy ktokolwiek jest w stanie wyobrazić sobie świat, w którym PiS-em kieruje Mariusz Błaszczak, a światowym ruchem olimpijskim Andrzej Duda? Nikt.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















