Czego słuchać u dentysty

Ponieważ życie teatralne w Polsce zaczęło przypominać magiel, udałem się do dentysty. U stomatologa trudno nie skorzystać z dobrej okazji, by siedzieć cicho.
Czyta się kilka minut

Nie to, żeby nie wydawać żadnych dźwięków - czasem przecież trzeba (w ramach nieuniknionej kooperacji) z wacikiem w ustach zareagować afirmatywnym zaprzeczeniem na rytualne "Zabolało?". We własnym interesie lepiej specjalisty nie denerwować, więc odpowiadamy "Eeeee!" - chwackim staccato z intonacją przeczącą. Nie ma co niuansować, nawet intelektualiści nie powinni w tym momencie dzielić włosa na czworo, niech sobie przypomną, że to nieodpowiedni fotel. U dentysty trzeba siedzieć ze starannie wypracowanym spontanicznym optymizmem. Żadnych gwałtownych ruchów.

Usta szeroko otwarte, oczy szeroko zamknięte... a uszy? Co robić z uszami? Dla mnie uszy są największym problemem u stomatologa. Dźwięki nie należą do najprzyjemniejszych, a wyobraźnia dorabia swoje. Przy dłuższych posiedzeniach można próbować zasnąć (udało mi się dwukrotnie), ale nie zawsze jest to możliwe ze względu na wibracje, pohukiwanie personelu i poszczekiwanie pinczerków innych pacjentów. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wiertła stykające się z moim materiałem kostnym raczej nie produkują harmonii sfer. Oczywiście, ktoś obdarzony samozaparciem zawsze może udawać, że kosi trawnik, ale ja nie posiadam ani trawnika, ani tak kolosalnego samozaparcia. Po co się zapierać, kiedy jest radio?

"To ja, to dla ciebie gra, twoje radio" - jak śpiewał klasyk z budki. Zgodnie z najnowszymi trendami zapewnienia klientom maksymalnego komfortu, cała klinika jest odgórnie zradiofonizowana, a głośniki w suficie odtwarzają materię muzyczną o konsystencji papki radiowej typu evergreen. Pod tą papką ja z wybałuszonymi uszami dryfowałem wiele godzin tygodniowo, pomiędzy Scyllą złotych przebojów a Charybdą fleczera (nie mylić z felczerem). Wsłuchiwałem się przymusowo w głosiny z sufitu, i wciąż nurtowała mnie myśl, że pop-artystki ostatnio wabią się na dwie sylaby - żeby ludożerka nie miała problemów z zapamiętaniem. Tak czy owak, powtarzane co kwadrans dzieła szansonistek zagranicznych (Gu-Gu), oraz krajowych (Da-Da) zrobiły z mych uszu jesień średniowiecza. Daremnie oczekiwałem choćby na grupę Placebo. Nic, ino Gu-Gu, Da-Da i Jan Bo. Plus odgłosy ekstrakcji. Masakra.

Aż tu nagle pojawiło się światełko w tunelu. Na szczęście leciał także Dr Alban. Dr Alban - moje remedium. On był lekiem na całe zło. Jak pamiętają wszyscy czytelnicy "Tygodnika", przed nagraniem ponadczasowego przeboju "It’s My Life", Dr Alban był... dentystą. Cóż z tego, że w Szwecji. "It’s My Life" - powtarzam sobie, starając się optymistycznie skoncentrować na ważkiej i niewątpliwie głęboko zgodnej z prawdą treści refrenu. Repetuję sobie penetrujący uszy hit, by zapomnieć o stomatolo-narzędziach w ustnej jamie. Mojej jamie. "It’s My Life" - a w nim zębodół właśnie zszywany. Dr Alban wie, o czym śpiewa, choć z drugiej, wręcz przeciwnej, strony. Czy dentysta zrozumie pacjenta? - zapytałem naiwnie po wszystkim. "Oczywiście" - odpowiedział doktor, chwacko strzelając lateksową rękawicą - "Kiedyś sam sobie wyrwałem trzonowca, przy pomocy lusterka. Najtrudniej było się znieczulić".

Następnym razem poproszę personel kliniki o nastawienie rozgłośni z jeszcze starszymi evergreenami. Wszak "Child in Time" najlepiej oddaje dramaturgię wizyty u dentysty. Na pytanie, w tytule postawione tak śmiało, odpowiadam półgębkiem: otóż należy słuchać poleceń stomatologa. Oraz Deep Purple.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2010