Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Cudzoziemcy na językach Polaków

Cudzoziemcy na językach Polaków

26.11.2012
Czyta się kilka minut
W polszczyźnie zachowały się relacje wskazujące na to, że ceniliśmy np. naszych niemieckich sąsiadów. Pojawienie się pierwszej lokomotywy skomentowano: „Niemcy naród przemyślny. Nałapali diabłów i powsadzali ich do żelaznych wozów”.
Fot. Grażyna Makara
A

ANNA GOC: Gdy Polacy mówią o innych narodach – przy których język świerzbi ich najbardziej?
ANNA TYRPA: Zasada jest prosta. Im bliżej – tym gorzej, im dalej – tym lepiej. To ma swoje uzasadnienie w naszej historii. Trudno wymagać od polskich chłopów z XIX, XX i początku XXI w., których gwary badam, by mówili dobrze o tych, od których doznali najwięcej krzywd i niesprawiedliwości. W języku ludowym najwięcej złego zachowało się o Szwedach, którzy spustoszyli nasze ziemie w XVII wieku. Do dziś w gwarach żyje porównanie: „wygląda jak po Szwedach” (oznacza bałagan, zniszczenie). Źle mówimy także o Tatarach, Niemcach i Rosjanach. Dobrze o Anglikach i Amerykanach. Duże wrażenie zrobił na mnie artykuł współczesnej francuskiej badaczki Catherine Pelletier, która pokazała językowy obraz Anglików w swoim rodowitym języku. Wypadł bardzo źle. W języku polskim stereotyp Anglika to: człowiek elegancki, dystyngowany, z zimną krwią, opanowany.
Opisując Anglików, zwłaszcza tych odwiedzających Kraków w ostatnich latach, nie myślimy o nich w ten sposób. Może Pani wskazać na jakiś inny naród, którego językowy obraz uległ tak jaskrawej zmianie? Przykładem mogą być znowu Szwedzi. Krzywdy, których doznała ludność w czasie najazdów szwedzkich, zapisały się w języku porównaniami: „zły jak Szwed”, „zacięty jak Szwed”, „pijany jak Szwed”, „zesmrodził się jak Szwed” (Szwed oznaczał brudnego, nieporządnego człowieka), „Szwed-baba” (apodyktyczna, ostra kobieta). Te wiadomości zakrzepły w języku i były przekazywane z pokolenia na pokolenie, aż do XX w. Zaprzeczeniem tego obrazu są relacje więźniów, którzy po wyzwoleniu obozu koncentracyjnego w Auschwitz, w 1945 r., zostali w ramach akcji Czerwonego Krzyża wysłani na rekonwalescencję do Szwecji. Po ich powrocie nastąpiła gwałtowna zmiana stereotypu. Podkreślano głównie szwedzką uczciwość, życzliwość i fachową opiekę lekarską.
Skąd Polacy czerpali wiedzę o cudzoziemcach? Służba wojskowa w armiach trzech zaborców i wyjazdy w celach zarobkowych – to dwa główne źródła ich wiedzy. Jeśli chodzi o wyjazdy za pracą, to tutaj dwa kraje zarysowały się najwyraźniej – Niemcy, zwane Saksami, i Ameryka. Wyrażenie „jeździć na saksy” przyjęło się ogólnie w języku, nie tylko w gwarach, i funkcjonuje do dziś.
Gdzie w Polsce trzeba było – powiedzmy sto lat temu – nadstawić ucha, by usłyszeć o cudzoziemcach wszystko, co złe? Nie możemy powiedzieć, że mieszkańcy jakiegoś rejonu Polski są bardziej złośliwi, a inni – tolerancyjni. Natomiast zauważyłam, że poszczególne grupy mówią o niektórych narodach lepiej lub gorzej. Przykładem mogą być Słowacy, którzy pojawiają się tylko na ustach mieszkańców południowej Polski, właściwie pogranicza. Mamy zaświadczenia z Orawy, z Podhala i ze Śląska Cieszyńskiego. W większości są to relacje niezbyt przychylne. Z kolei w pozostałych gwarach z innych terenów Polski nie ma ani słowa o Słowakach; byli zbyt mało znaczący i nie zapisali się w języku.
W tekstach gwarowych, pieśniach ludowych czy w przysłowiach dajemy największy upust językowy naszym sympatiom i antypatiom wobec cudzoziemców? Swobodne wyrażenia dominują w języku potocznym, a najbardziej śmiali jesteśmy w użyciu etnonimów, czyli nazw narodowości, zwłaszcza jako przezwisk. Przykładem mogą być użycia typu: „ty Turku”; w tym znaczeniu „Turek” jest to człowiek milczący, który nie potrafi odnaleźć się w towarzystwie. Opracowując rozdział o Cyganach, zauważyłam, że w pieśniach podkreśla się ich romantyczne cechy: zamiłowanie do śpiewu i tańca, do palenia ognisk. Nie ma informacji o ich skłonności do kłamstw, oszustw czy kradzieży. W związku z tym, że pewnym narodom przypisuje się pewne cechy, w języku znajduje to swoje odbicie w rzeczownikach, przymiotnikach i nawet czasownikach. W gwarach zjawisko jest bardzo rozbudowane. Dla przykładu zostańmy przy Cyganach. Od czasownika „cyganić”, który jest znany wszystkim Polakom w znaczeniu „kłamać”, „oszukiwać”, w gwarach powstały różne jego warianty: „nacyganić”, „ocyganić”, „pocyganić”, „przecyganić”, „scyganić”, „wycyganić”, „zacyganić”. Co ważne, każdy z tych czasowników ma troszkę inne znaczenie.
Które odmienności przychodziło Polakom zaakceptować z największą trudnością? Trudno było nam zaakceptować Żydów i Cyganów, zwłaszcza z powodu dwóch cech różniących ich od polskich chłopów – tego, że nie uprawiali roli i nie walczyli podczas wojen. Stąd utrwalone w języku ludowym porównania: „nadawać się jak Żyd do szabli”; „tego ci potrzeba jak Żydowi szabli”; „szykowny jak Żyd do flinty” czy „znać się na czymś jak Żyd na oraniu”. Podobne zapisy są o Cyganach: „Cyganie nie sieją, nie żniwują, a też żyją”; „Cygan nie sieje, Cygan nie orze, gdzie spojrzy okiem, tam jego zboże” – to w pieśni.
Ale musimy też przecież czegoś zazdrościć cudzoziemcom... Z podziwem przyjmujemy mądrość innych narodów, zazdrościmy zdolności technicznych i wynalazków. A zazdrościmy głównie Anglikom, Niemcom i Amerykanom. Utrwaliły się w języku takie nazwy, jak m.in. „angielka” – węglowa, przenośna kuchnia. Waga, siodło, podkowy czy chomąto opatrzone przymiotnikiem „angielski” oznaczały przedmioty solidne i dobrej jakości. W języku zachowały się także relacje wskazujące na to, że ceniliśmy naszych niemieckich sąsiadów. Pojawienie się pierwszej lokomotywy skomentowano w następujący sposób: „Niemcy naród przemyślny. Nałapali diabłów i powsadzali ich do takich żelaznych wozów”. Amerykanom zazdrościmy bogactwa, stąd utrwalone w języku przezwisko „amerykan”, którym określa się człowieka bogatego albo tego, który bogatego udaje.
Na co mieszkańcy Polski zwracali największą uwagę, opisując inne narody? Przede wszystkim na wygląd, tych odniesień w języku jest najwięcej. Polacy raczej się golili, więc ci, którzy nosili brody, rzucali się w oczy. Zachowało się bardzo dużo relacji językowych, które dotyczą wyglądu Żydów, ich specyficznego nosa, uszu, koloru włosów (czarne lub rude), brody i pejsów. Tego, że ubierają się inaczej, noszą czarne, długie chałaty. Chętnie obserwujemy ich obyczaje, opisujemy to, że jedzą i modlą się z zakrytą głową, że nie jedzą wieprzowiny, a za to mają wielką skłonność do cebuli i czosnku. Zauważano, że kiwają się podczas modlitwy, że obchodzą inne święta niż katolicy, nie chrzczą dzieci. To zachowało się w języku w formie różnych powiedzonek, np. „na żydowskie Trzy Króle ja będę miała ślub” (to znaczy, że nigdy nie wyjdę za mąż). W przeszłości bardzo ważna była także religia. Historycy literatury i języka zwracają uwagę na to, że do końca XVIII w. jeżeli ktoś miał być przedstawiony albo oceniony, to w pierwszej kolejności mówiło się, jakiego jest wyznania. Natomiast tożsamość narodowościowa pojawiła później, wykluwała się w XIX w.
Których nazw używamy do dzisiaj? Znane i powszechne są określenia „franca” i „francowaty”. Wywodzą się one z przekonania, że od Francuzów pochodzą choroby weneryczne. Dziś przezywamy się żartobliwie „ty franco”, nie pamiętając na ogół, że pierwsze znaczenie tego słowa wiąże się z kiłą (syfilisem). Jest też bardzo dużo nazw, które zakrzepły w języku, i tak mamy kaszę „tatarczaną” (od Tatarów) i „gryczaną” (od Greków), różne rodzaje czapek („magierka” od Madziarów), chorób (grypa „azjatycka”), roślin (śliwka „węgierka”) i zwierząt (koń „arabski”).
Prof. ANNA TYRPA jest pracownikiem naukowym Instytutu Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk. Autorka książki „Cudzoziemcy i obce kraje w dialektach polskich” (Kraków 2011).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anna Goc, fot. Grażyna Makara
Dziennikarka, reporterka, redaktorka działu Kraj „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracowniczka Instytutu Dziennikarstwa,...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]