Reklama

Coś, na co nie ma nazwy

Coś, na co nie ma nazwy

03.06.2019
Czyta się kilka minut
Mamy rok wyborczy i trzeba wybrać, czym się człowiek będzie zajmował.
J

Ja już zdecydowałem – zajmę się końcem świata. Nawet najnowszą książkę tak zatytułowałem: „Dziennik końca świata”. Tytuł optymistyczny, wbrew pozorom. Ale czemu optymistyczny, nie wiem. Wiem natomiast, że nie należy się oszukiwać: świat się kończy i trzeba o tym pisać. Zresztą literatura ma tu akurat spore zasługi.

Świat kończył się już wielokrotnie, to jasne. Właściwie w każdej epoce można było napisać apokalipsę i traktować ją jako prozę realistyczną, nawet jeśli wokół nie było akurat „błyskawic i gromów” (a przeważnie były). Jednak dzięki dawnym apokalipsom świat szedł do przodu: społeczeństwa określały swoje ideały, które czasem wyprowadzały je na słoneczne równiny, a czasem kierowały w ślepą uliczkę. Potem korygowano błędy i popełniano nowe, zawsze jednak z myślą o pewnym etycznym „naprzód” czy raczej „w górę”. W końcu nad głowami zabłysła idea godności człowieka, a potem...

3165

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]