Do wyremontowanej, zabytkowej kamienicy w Rybniku przy ul. Chrobrego wchodzi się przez ciemną sień. Na parterze, w mieszkaniu przystosowanym do potrzeb osób starszych, pachnie obiadem. Mieszkają tu trzy kobiety – niespokrewnione, ale bliskie sobie jak rodzina. Średnia ich wieku wynosi osiemdziesiąt pięć lat.
Cohousing to model, w którym osoby starsze mają własne pokoje, a jednocześnie dzielą wspólną przestrzeń oraz część codziennych obowiązków i kosztów. Rybnicki lokal to jedno z pierwszych w Polsce mieszkań, w których samotni, starsi ludzie mogą spróbować innego życia.
Mieszkanie wspomagane w Rybniku
86-metrowe mieszkanie zostało przygotowane przez miasto i przekazane do prowadzenia Ośrodkowi Pomocy Społecznej (OPS). Seniorki mają tu swoje pokoje, a razem korzystają z przestronnego salonu z kuchnią oraz łazienki. Lokal jest dostosowany do potrzeb osób starszych: brak progów, szerokie przejścia, łatwy dostęp do kuchni i łazienki. Do dyspozycji mieszkanek jest niewielki taras z małym ogródkiem. Wiosną zakwitły w nim bratki.
Pobyt przyznawany jest decyzją administracyjną. Lokatorki ponoszą tylko część kosztów – głównie media i bieżące wydatki. Nie jest to jednak dom pomocy społecznej. Kobiety mają co prawda wsparcie, ale są samodzielne.
Mieszkanie wspomagane przez miasto Rybnik funkcjonuje w tym modelu od 2022 r. Obecnie zamieszkują je trzy panie: Krystyna Arciszewska (86 lat), Maria Korga (80 lat) i Felicja Wolny (90 lat).
Jak tutaj trafiły? Felicja mieszkała sama, gdyż od wielu lat jest wdową. – Zainteresowali się mną sąsiedzi, gdy zachorowałam na covid – opowiada. – Zgłosili w urzędzie miasta, że jestem sama i potrzebuję wsparcia. Pracownicy z ośrodka pomocy społecznej robili mi zakupy, pomagali. Później dostałam propozycję zamieszkania przy Chrobrego. Zgodziłam się i spodobało mi się tutaj od pierwszej chwili.
Pani Maria porusza się na wózku elektrycznym. Wspomina jedną ze swoich wizyt w ośrodku pomocy: – Ja to mam zawsze tyle energii, że nie lubię, jak coś wolno idzie. Rozpędziłam się po korytarzu jak zając na tym moim „motorze” i łup. Wyrżnęłam w stół, zrobiła się kraksa. Pół urzędu się zleciało. I była tam też pani Kasia, która po rozmowie zaproponowała mi miejsce w tym mieszkaniu.
Katarzyna Torfińska jest koordynatorką i opiekunką dwóch mieszkań cohousingowych OPS w Rybniku. – Pojechałam z Marią do jej córki, żeby również ją zapytać o zdanie, a ona na to: „Ja tu nie mam nic do gadania, jak mama sobie coś postanowi, to tak ma być” – opowiada.

Najkrócej w mieszkaniu przy Chrobrego przebywa pani Krystyna: – Jestem już w takim wieku, że coraz gorzej słyszę, gorzej widzę, mam problemy z chodzeniem. Kiedy tylko dostałam propozycję, nie było mi trudno podjąć decyzję. Choć przyznaję, miałam obawy, jak to wszystko się ułoży. Ale ułożyło się dobrze.
Codzienność seniorek wyznacza rytm posiłków, przyjmowanych lekarstw i krótkich spacerów po okolicy. Z pasją oglądają też tureckie seriale. Oczy błyszczą im się młodzieńczo, gdy wymieniają się opiniami na temat tureckich aktorów.
Dla kogo jest cohousing
Pomysł nie był efektem jednego projektu ani odgórnej decyzji. Jak mówi Katarzyna Torfińska, mieszkanie powstało jako odpowiedź na narastający problem. Do ośrodka zgłaszało się coraz więcej osób (głównie kobiet) w podobnej sytuacji: samotnych, często z niską emeryturą, mieszkających w dużych, trudnych do utrzymania mieszkaniach albo na wyższych kondygnacjach bloków bez windy (tzw. niewolnicy czwartego piętra).
– Mamy bardzo dużo pań, które zostały same: wdowy, osoby z problemami zdrowotnymi, z trudnościami w poruszaniu się. Do tego dochodzą wysokie koszty utrzymania oraz samotność – wylicza.
Cohousing nie ma jednej, sztywnej grupy docelowej, ale w praktyce trafiają tu osoby w podobnym momencie życia. – To rozwiązanie dla tych, którzy jeszcze są samodzielni, ale już potrzebują wsparcia i zaczynają się zastanawiać, czy to nie jest moment na dom pomocy społecznej – mówi Torfińska.
W Rybniku na początku decydowała głównie kolejność zgłoszeń. Zainteresowanie było duże. Potencjalne mieszkanki przychodziły zobaczyć lokal, czasem spędzały tu kilka godzin, próbując wyobrazić sobie życie w takim układzie.
Dla miasta to również jest korzystne rozwiązanie, dużo tańsze niż opieka instytucjonalna. – Pobyt w domu pomocy społecznej to dziś koszt około siedmiu tysięcy złotych miesięcznie (w niektórych miastach w Polsce nawet ponad 10 tys. – przyp. red.). W przypadku osób samotnych dużą część musi więc dopłacać miasto – mówi Torfińska. – Tutaj te koszty są znacznie niższe.
Torfińska jest jedyną osobą w rybnickim OPS bezpośrednio zajmującą się projektem. Jej rola obejmuje zarówno kwestie formalne, jak i codzienny kontakt z mieszkankami.
– To nie ma być instytucja. Chodzi o to, żeby panie mogły żyć po swojemu, ale wiedziały, że w razie potrzeby ktoś im pomoże. Nie chcemy narzucać im zbyt dużej kontroli – podkreśla.
Wsparcie obejmuje m.in. pomoc w sprawach urzędowych, organizację wizyt lekarskich i bieżące sprawy. OPS zapewnia też konserwatora, który zajmuje się drobnymi naprawami.

Największym ograniczeniem jest skala projektu. Mieszkań tego typu jest zbyt mało w stosunku do wciąż rosnących potrzeb. Każde z nich musi być też dostosowane do osób z ograniczoną sprawnością oraz odpowiednio wyposażone. Oznacza to konieczność gruntownych remontów, a często też przebudowy istniejącej przestrzeni.
Mimo ograniczeń finansowych miasto zdecydowało się rozwijać ten model. Po pierwszym mieszkaniu powstało kolejne, w wyremontowanym familoku w dzielnicy Paruszowiec-Piaski.
– To już nie jest pilotaż. Myślimy o tym, żeby takich miejsc było więcej. Idziemy małymi krokami, ale w dobrym kierunku – mówi Torfińska.
Młode matki i seniorki: relacje i wzajemna pomoc
Projekt od początku zakładał, że seniorki nie będą mieszkać w odrębnej przestrzeni. W tym samym budynku, na piętrze, znajduje się drugie mieszkanie, w którym przebywają młode samotne matki – kobiety, których start w samodzielną dorosłość był utrudniony przez środowisko, z którego się wywodzą.
Obie przestrzenie są ze sobą powiązane i nie funkcjonują w izolacji. – To nie jest przypadek. Chcieliśmy uniknąć tworzenia zamkniętych obszarów tylko dla seniorów – mówi Katarzyna Torfińska. – Nie chcemy budować miejsc, gdzie są tylko osoby starsze, sklep, przychodnia i nic więcej.
Młodsze kobiety pomagają seniorkom w codziennych sprawach – robią zakupy, pomagają w sprzątaniu, czasem po prostu zaglądają do nich. Zdarzają się też odwrotne sytuacje: seniorki zajmują się dziećmi, kiedy ich matki muszą coś załatwić.
Nieformalna współpraca stała się nieodłączną częścią funkcjonowania domu. – Te dzieci są jak nasze wnuki – mówi pani Felicja. – Uwielbiamy, kiedy do nas przychodzą. Wnoszą tu życie, radość, młodość.
Dla młodych matek jest to również nauka funkcjonowania w relacjach społecznych i doświadczenie międzypokoleniowej bliskości. Oraz wspólnoty, bo cohousing jest ściśle związany właśnie z tą ideą, zrodzoną w Danii pod koniec lat 60. XX w.
Wówczas miała to być odpowiedź na rosnące poczucie izolacji w nowoczesnym budownictwie. Pierwsze wspólnoty powstawały z inicjatywy samych mieszkańców, którzy chcieli połączyć niezależność z codziennym kontaktem z innym ludźmi.
W Holandii cohousing przybrał bardziej systemowy charakter. Powołano setki takich wspólnot, w tym wiele specjalnie dla seniorów. Są one częścią polityki mieszkaniowej państwa i odpowiedzią na starzenie się społeczeństwa.
Niezależnie od kraju zasada pozostaje podobna: prywatne mieszkanie łączy się z przestrzenią wspólną i wzajemną pomocą.
O tym, że w Polsce tego typu działania stają się naglącą koniecznością, świadczą statystyki. Jak wynika z danych GUS, kobiety żyją przeciętnie ponad 82 lata, mężczyźni niespełna 75. To najdłużej w historii, a prognozy zakładają dalszy wzrost długości życia przy jednoczesnym spadku liczby urodzeń.
Równocześnie, jak pokazują dane Eurostatu, wydłużenie życia nie oznacza automatycznie dłuższego życia w zdrowiu. Przeciętna Polka i Polak spędzają co najmniej kilkanaście lat z rosnącymi ograniczeniami zdrowotnymi, a czasem w cierpieniu, które potrafi obrzydzić starość.
Jak projektować przestrzeń dla seniorów
Odpowiedzią na te statystyki może być właśnie idea cohousingu. Aby mogła się w pełni ziścić, potrzebne są nie tylko zmiany systemowo-prawne, ale też w mentalności. Jak mówi dr Agnieszka Labus, architektka zajmująca się projektowaniem dla starzejącego się społeczeństwa, jedną z barier jest silnie zakorzeniony u nas paradygmat własności. Mieszkanie wciąż postrzegamy jako kapitał i „polisę na życie”, co utrudnia przejście do modelu cohousingu, który opiera się na współdzieleniu i elastyczności.
Jak twierdzi Labus, brak jest nam też modeli pośrednich. Pomiędzy samodzielnym, niedostosowanym mieszkaniem w bloku a domem pomocy społecznej istnieje ogromna luka. Barierą jest też brak zaufania społecznego. Cohousing wymaga miękkich kompetencji: umiejętności negocjacji i wspólnego podejmowania decyzji, których jako społeczeństwo dopiero się uczymy.
Istotne jest też, by projektowana przestrzeń zachęcała do budowania relacji i nie stawała się martwą bryłą. Przestrzeń musi być „katalizatorem spotkań”. Musi dawać wybór między prywatnością a wspólnotą. To tzw. architektura wspierająca, która poprzez odpowiedni układ korytarzy, wspólnych kuchni czy ogrodów zapobiega izolacji.
Cohousing nie zastępuje oczywiście rodziny ani systemu ochrony zdrowia. Nie ma też jednak w sobie niczego z chłodu instytucji, funkcjonującej w określonych godzinach i schematach. Na pewno zdecydowanie zmienia codzienność. – Najważniejsze, że zawsze ktoś jest obok – mówią mieszkanki lokalu w Rybniku.
Wspólnota jest dla nich receptą na starość. Na pytanie, czym właściwie ta starość jest, nie odpowiadają od razu. Raczej poprawiają pytanie, mówią o różnych jej wariantach. – Jak ktoś mieszka z rodziną, z dziećmi, wnukami, to jest inaczej. Ale i wtedy często taka babcia jest już trochę na boku. Niby jest, ale jakby jej nie było. Chodzi przecież nie tylko o opiekę nad nią, ale też o rozmowę, włączenie w codzienność – tłumaczy pani Krystyna.
– Niech ktoś powie: „chodź, zobacz, co leci w telewizji”. Wtedy człowiek jeszcze w tym życiu rodzinnym uczestniczy. A jak nie, to się wycofuje – dodaje pani Maria.
Pogoda ducha na starość
Wszystkie trzy kobiety mówią mi również o tempie życia. O tym, że świat przyspieszył, a one zostały trochę z tyłu. Krystyna z wykształcenia jest inżynierem, skończyła politechnikę. Pracowała w przemyśle budowlanym, głównie z mężczyznami. To było inne środowisko i inne relacje. Teraz wielu z tych ludzi już nie ma, więc dla Krystyny starość to także doświadczenie utraty – znajomych, przyjaciół, spotkań. Wzajemnej pomocy. – To było życie – wzdycha.
Pani Felicja pracowała jako sekretarka w szkole. – Uwielbiałam ten szkolny gwar. Do dziś mi się zdarza, że ktoś na ulicy mówi: „dzień dobry, pani Felu”, a ja nie wiem, kto to jest, więc dopytuję. Zwykle to uczniowie z mojej szkoły. Pamiętają i pozdrawiają, więc chyba mnie lubili – śmieje się.
Seniorki nie lubią narzekania na młodsze pokolenia. – Nie znoszę takiego gadania – mówi Maria. – Odkąd pamiętam, starcy mówili, że młodzież jest okropna. To nieprawda.
W rozmowie wciąż powraca jeden wątek – samotność. Nawet jeśli dziś już mieszkają razem, doświadczenie izolacji tkwi w nich głęboko. – Tak, starość mocno się z tym wiąże – przyznają.
O gasnącej sprawności mówią ze zrozumieniem. – Człowiek już pewnych rzeczy nie zrobi, bo wszystko boli. Ale jednak wciąż żyję, to najważniejsze – mówi Felicja. A Maria dodaje: – Ja na tym moim „motorze” niemal wszędzie wjadę. Niedawno rozwaliłam nim drzwi w markecie. Ale wjechałam – mówi ze śmiechem i dodaje, że to, co teraz im się przydarza, to życie na kredyt.
– Większość naszych rówieśników już nie żyje. Patrzę na siebie i myślę: co ja tu jeszcze robię? – mówi Maria.
Jednak w ich głosach nie czuję zgorzknienia, raczej pogodzenie z losem. Gdy pytam, co zrobić, żeby na starość zachować pogodę ducha, odpowiadają zgodnie: nie żyć przeszłością. – Można opowiadać, jak było, wspominać to, co było piękne, ale nie porównywać ciągle z teraźniejszością i nie biadać, że kiedyś było lepiej. Wtedy człowiek się tylko męczy – mówi Krystyna.
– Nie rozpamiętywać. Żyć tym, co jest – dodaje Felicja.
Cohousing w Polsce. Odpowiedź na starzenie się społeczeństwa
Rozwiązania cohousingowe zaczynają pojawiać się także w innych miastach. W Gliwicach trwa remont pierwszego mieszkania wspomaganego dla kilku seniorek, które będą prowadzić wspólne gospodarstwo domowe. Rekrutacja do pilotażu ma ruszyć jeszcze w 2026 r., a projekt od początku pomyślany jest jako alternatywa dla samotnego mieszkania i domów opieki.
Podobne kierunki polityki mieszkaniowej dla seniorów deklarują Katowice, które inwestują w mieszkania dostosowane do potrzeb osób starszych i projekty sprzyjające integracji międzypokoleniowej. Choć skala tych działań jest w Polsce na razie niewielka, coraz wyraźniej widać, że model wspólnego życia seniorów przestaje być eksperymentem, a zaczyna funkcjonować jako jedna z najlepszych odpowiedzi na starzenie się społeczeństwa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.











