Upał, czyli stress test państwa. Czy jesteśmy gotowi na zmianę klimatu

Problem nie w tym, że temperatury są coraz wyższe, tylko w tym, że przez zmianę klimatu te zjawiska będą coraz częstsze i dłuższe. A Polska nie jest na to przygotowana.
Czyta się kilka minut
Upały w Warszawie, Park Wodny Moczydło, 28 czerwca, 2026 r. // Fot. Luca Mattia Vigilante / Forum
Upały w Warszawie, Park Wodny Moczydło, 28 czerwca, 2026 r. // Fot. Luca Mattia Vigilante / Forum

To już oficjalne: 28 czerwca 2026 r. padł polski rekord ciepła. Stacja pomiarowa w Słubicach podała odczyt 40,5 st. C, co zostało uznane za najwyższą temperaturę w historii pomiarów – choć niektórzy uznają ten wynik za równy kwestionowanemu rekordowi z 1943 r. Tak czy siak: przetaczająca się przez Europę fala upałów i u nas przyniosła rekordowe owoce. A wraz z nimi przyszła refleksja, że państwo nie jest na takie zjawiska przygotowane. I nie chodzi nawet o samą wysokość temperatury.

Długie epizody gorąca staną się nową normalnością

Jeśli takie zjawiska pojawiałyby się rzadko, można byłoby przejść nad nimi do porządku dziennego. Jednak klimatolodzy są zgodni: dni upalnych (tj. takich z temperaturą powyżej 30 st. C) będzie przybywać. Trend już jest widoczny: w ciągu ostatnich 60 lat liczba dni upalnych zwiększyła się nad Wisłą trzykrotnie.

Dla przykładu: w samym 2024 r. na stacji pomiarowej Warszawa Okęcie zanotowano tyle dni upalnych, ile łącznie w latach 1972-1981. Z kolei w roku 2015 na stacji Opole odnotowano aż 37 dni upalnych – czyli ponad miesiąc z temperaturami powyżej 30 st. C, najwięcej w historii stacji.

Zmiana klimatu nie jest oczywiście zjawiskiem liniowym; nie przebiegnie tak, że każdy kolejny rok będzie koniecznie cieplejszy od poprzedniego. Rekordy temperaturowe też nie muszą trafiać się co chwilę. Ale to nie zmienia faktu, że długie epizody gorąca staną się nową normalnością. Czy jesteśmy na ten scenariusz gotowi? Doświadczenia ostatnich dni wskazują, że nie.

Gorąco obnaża słabości

Fala upałów działa jak stress test. Tak jak pandemia obnażyła słabości ochrony zdrowia, a rosyjska agresja na Ukrainę pokazała granice bezpieczeństwa energetycznego, tak utrzymujące się długo wysokie temperatury sprawdzają odporność całego państwa. Jej budowanie, zwiększanie i przekształcanie powinno leżeć w obrębie polityki klimatycznej – i tu pojawia się pierwszy problem, bo obecnie jest to w Polsce temat tabu.

Sprawy zmiany klimatu zostały bowiem wtłoczone w ramy wojny kulturowej, rozpętanej na użytek wyborów. Wszelkie inicjatywy w tym zakresie są obarczone tak dużym ryzykiem politycznym, że nawet projekty adaptacyjne mogą leżeć odłogiem. A tymczasem adaptacja jest potrzebna praktycznie w każdym sektorze.

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów są budynki. Przez dekady projektowano je z myślą o ograniczaniu strat ciepła zimą, a nie ochronie przed przegrzewaniem latem. Tymczasem przy coraz częstszych falach upałów równie ważne staje się chłodzenie – zarówno aktywne (czyli klimatyzacja czy pompa ciepła), jak pasywne (odpowiednie zacienienie, rolety zewnętrzne, wentylacja nocna, zadaszenie z wysokim albedo).

Wiele z tych rozwiązań mogłaby upowszechnić implementacja unijnej dyrektywy budynkowej, która kładzie nacisk na izolację termiczną budynków. Ale w Polsce dyskusja o tym akcie została zdominowana przez polityczne strachy i hasła o rzekomym przymusie remontów mieszkań (którego w dyrektywie nie ma). Tak więc o wykorzystaniu jej możliwości w najbliższym czasie można zapomnieć.

Jak dostosować kraj do upałów

Podobnie wygląda sytuacja z gospodarką wodną. Długotrwałe upały niemal zawsze idą w parze z suszą, a Polska i tak od lat zmaga się z tym zjawiskiem. Kluczowym rozwiązaniem w tym zakresie jest zatrzymanie wody tam, gdzie spadła wraz z opadem. Ale w polskiej polityce od lat trwa spór o zakres działań retencyjnych, czyli np. renaturyzację rzek, gdyż kolidują one z planami – a raczej: marzeniami – w zakresie transportu wodnego. 

Tymczasem, jak podawał Polski Instytut Ekonomiczny w 2020 r., żegluga rzeczna wymaga utrzymywania względnie stabilnych poziomów wody, co w warunkach deficytu wodnego oznacza dodatkową presję na i tak ograniczone zasoby.

W patowej sytuacji może być również adaptacja miast, która oznacza konieczność przebudowy przestrzeni: zwiększania udziału zieleni, ograniczania betonowania, tworzenia cienia, korytarzy przewietrzania itp. Każda taka zmiana oznacza konflikt o przestrzeń, zwykle kosztem miejsc parkingowych i pasów ruchu. 

I tu sprawa staje się ryzykowna: po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa m.in. ze względu na Strefę Czystego Transportu, część włodarzy miast może dojść do wniosku, że bezpieczniej utrzymać status quo, niż ryzykować emocje na rzecz miejsca dla drzew czy klombów.

Konkluzje z upalnego stress testu państwa

W Polsce udało się wciągnąć klimat do sporu tożsamościowego, w którym każde działanie staje się deklaracją światopoglądową. Problem w tym, że fizykę atmosfery te podziały nie interesują. W efekcie adaptacja klimatyczna, która powinna być technicznym procesem zarządzania ryzykiem, zaczyna nad Wisłą ocierać się o kwestię ideologiczno-religijną.

To tworzy sytuację paradoksalną: im bardziej rośnie potrzeba dostosowania się do nowego klimatu, tym trudniej ją realizować. Tak więc kluczową konkluzją z upalnego stress testu może być to, że zmiana klimatu nie przejmuje się sondażami.


Ile kosztuje upał 

Ograniczanie tempa i skutków ocieplenia klimatu kosztuje? To prawda. Rzecz w tym, że brak reakcji również będzie brzemienny w koszty. Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że do 2030 r. wysokie temperatury zmniejszą produktywność globalnej gospodarki o ekwiwalent około 80 mln pełnoetatowych miejsc pracy (w przeliczeniu na godziny pracy). 

W Europie, która jest najszybciej ocieplającym się kontynentem, zmiany klimatyczne do końca tego stulecia zabiorą od 5 do 10 proc. z prognozowanego wzrostu PKB krajów basenu Morza Śródziemnego (prognoza Europejskiego Banku Centralnego). W przypadku Europy Środkowej spadki sięgną 2-5 proc. PKB, głównie w sektorze rolnym i przetwórstwie spożywczym. 

Marek Rabij


Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł