Do debaty publicznej temat ten powraca co roku z początkiem fali letnich upałów, gdy mieszkańcy górnych kondygnacji bloków z wielkiej płyty, którzy jeszcze nie zaopatrzyli się w klimatyzację, zaczynają czuć się u siebie w domu jak w saunie. Media i politycy zwykle przypominają sobie wtedy także o losie tysięcy schorowanych, często już niesamodzielnych seniorów, dla których, bez względu na pogodę, pokonanie o własnych siłach klatki schodowej rozciągniętej na kilku kondygnacjach i pozbawionej windy, bywa wyzwaniem ponad siły.
Ci „więźniowie czwartego piętra”, jak zdążono ich już chwytliwie zaetykietować, to jednak zaledwie jeden z wielu elementów kalejdoskopu polskich problemów mieszkaniowych, do tego niekoniecznie uznawany za najbardziej palący. Lista spraw do pilnego załatwienia jest tu przecież długa. Zaporowe, zwłaszcza dla młodych, ceny nieruchomości w dużych miastach. Brak tanich lokali komunalnych na wynajem. Ciasnota współczesnych „mikroapartamentów”, dopasowanych bardziej do siły nabywczej potencjalnych klientów niż ich potrzeb życiowych.
Winda w każdym bloku? Nie tak szybko
13 czerwca na stronach Ministerstwa Rozwoju i Technologii pojawił się jednak skierowany do konsultacji projekt nowego rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki. Przepisy mają wejść w życie już w przyszłym roku i będą dotyczyć wszystkich właścicieli i administratorów nieruchomości oraz inwestorów stawiających nowe obiekty. A wśród proponowanych zmian jest także obowiązek montażu windy w każdym budynku mieszkalnym liczącym trzy i więcej kondygnacji.
Przepis ma obowiązywać również w obiektach użyteczności publicznej i zamieszkania zbiorowego (czyli np. w hotelach, pensjonatach, schroniskach i domach wczasowych) liczących dwie i więcej kondygnacji. A jako że prawo budowlane za kondygnację uznaje również parter, to budynki mające nad nim tylko jedno piętro musiałyby zostać wyposażone w windę.
Pomysł wygląda na radykalny. W rzeczywistości przepisy mają jednak mieć zastosowanie wyłącznie do budynków dopiero projektowanych oraz obiektów przewidzianych do przebudowy lub zmiany sposobu użytkowania. Wskutek decyzji Ministerstwa Rozwoju Polska w ciągu kilkunastu miesięcy nie stanie się więc krainą wind. Zmiany mogą jednak przyspieszyć modernizację budynków, których wciąż nie wyposażono w takie instalacje, choć od dawna przemawia za tym interes publiczny.
Przepisy budowlane w aktualnym brzmieniu stanowią bowiem, że winda musi być w każdym budynku mieszkalnym liczącym co najmniej pięć kondygnacji. Trzeba ją zamontować także w obiektach użyteczności publicznej, gdy różnica poziomów posadzek między pierwszą a najwyższą kondygnacją przekracza 9,5 metra. Efekt? W Polsce wciąż nie brak małych urzędów, sądów, a nawet przychodni, w których na górne piętra można się dostać jedynie po schodach. W najlepszym razie – z pomocą zamontowanego na nich schodołazu.
Polscy seniorzy na górnych kondygnacjach
Aż 45 proc. polskich seniorów mieszka – jak wynika z opublikowanego w 2018 r. „Raportu o stanie polskich miast” – w budynkach wielorodzinnych na wyższych kondygnacjach. Zazwyczaj chodzi o lokale w blokach powstałych w latach 1960-1990, czyli w szczytowym okresie wydajności socjalistycznego budownictwa mieszkaniowego. Za późnego Gierka w PRL co roku oddawano do użytku ponad 250 tys. nowych lokali mieszkalnych, budowanych najczęściej w technologii wielkopłytowej PBU-63, przewidzianej przede wszystkim dla obiektów do wysokości pięciu kondygnacji. Bez windy.
Powojenne polskie miasta, w odróżnieniu od czasów współczesnych, nie cierpiały jeszcze na ciasnotę, co oznaczało, że projektanci osiedli nie musieli też piętrzyć bloków powyżej czterech-pięciu pięter, tańszych w budowie niż 11-piętrowe wieżowce, w których windy nie mogło już zabraknąć. Mieszkania na wyższych piętrach cieszyły się opinią bezpieczniejszych od tych na parterze. Pół wieku później stanowią jednak dla części swoich lokatorów pułapkę.
Ze wspomnianego badania wynika, że jedynie 12 proc. seniorów w Polsce mieszka dziś na parterze. W jeszcze trudniejszej sytuacji znajdują się lokatorzy kamienic. Wysokie piętra, liczące zwykle 3,5 metra, sprawiają, że wejście na czwartą kondygnację takiego budynku wiąże się z pokonaniem dystansu równego wspinaczce na szóste piętro w bloku z wielkiej płyty. Klatki schodowe starych kamienic bywają w dodatku na tyle wąskie i kręte, że nie da się ich wyposażyć w rampy dla wózków lub schodołazów.
Rząd wskazuje rozwiązanie, ale nie zamierza za nie płacić
W ocenie skutków regulacji resort rozwoju oszacował koszt jednej windy na 65 tys. zł, czym rozbawił polską branżę budowlaną, bo za tyle kupić można najwyżej napęd i system prowadnic, po których porusza się kabina. Zakup urządzenia to zresztą tylko część kosztów związanych z instalacją. Zarządy małych spółdzielni mieszkaniowych już sygnalizują, że wprowadzenie przepisu w aktualnym brzmieniu, bez dodatkowego finansowania, wpędzi spółdzielnie i małe wspólnoty w wydatkowy korkociąg, jeśli chciałyby przeprowadzić jakąkolwiek poważniejszą modernizację bloków.
Wiele czteropiętrowych budynków z wielkiej płyty to typowe PRL-owskie „jamniki” złożone z kilku klatek schodowych. Wyposażenie tylko jednego takiego bloku w windy w każdej klatce oznaczać będzie wydatek rzędu nawet 2-3 mln zł. Zabraknie pieniędzy na inne, nie mniej ważne modernizacje. To nie koniec, bo budynki bez wind mają zapewnić dostęp do klatek schodowych (oraz piwnicy) poprzez umieszczenie pochylni lub trwałych urządzeń podnoszących. W dodatku nie może to już być schodołaz, z którego trudno korzystać samodzielnie.
Słuszny postulat uwolnienia „więźniów czwartego piętra” rząd realizuje więc w typowym nie tylko dla tej ekipy stylu, który sprowadza się do wyznaczenia zadań bez wskazania źródeł finansowania. Windy ma zafundować mieszkańcom administracja, czyli de facto mają to zrobić sami członkowie spółdzielni.
W tym samym kierunku poszła na początku roku ministra ds. polityki senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz, która zaproponowała, by samorządy uruchomiły program umożliwiający seniorom zamianę mieszkania na wyższych kondygnacjach na niżej położony lokal z zasobów komunalnych. Beneficjenci programu nie traciliby prawa własności, mogliby jedynie korzystać z innego mieszkania, podczas gdy ich lokal zasilałby pulę mieszkań komunalnych. Teoretycznie to gra o sumie zerowej. W praktyce, biorąc pod uwagę liczbę potencjalnych chętnych i szczupłość zasobów komunalnych, rzecz nie do zrealizowania bez zwiększonych nakładów.
Kolejne pokolenie seniorów w blokach z wielkiej płyty
Osoby powyżej 60. roku życia stanowią dziś ponad 27 proc. społeczeństwa. W 2050 r. na każdych dziesięciu obywateli przypadać będzie już ponad czterech seniorów po sześćdziesiątce. Krajowy zasób mieszkaniowy, jak mówią urbaniści, też się szybko nie odmłodzi, bo bloki z wielkiej płyty, z żywotnością planowaną wstępnie na 50 lat, przeżywają właśnie swoją drugą młodość.
PRL-owskie osiedla, planowane z myślą o potrzebach mieszkańców, a nie maksymalizacji zysku deweloperów, przyciągają nowych mieszkańców przestrzenią, zielenią czy placami zabaw, które nie są karykaturą takich instalacji. Docieplone i unowocześnione, budynki z wielkiej płyty postoją jeszcze drugie półwiecze, zamieszkiwane przez coraz starszych lokatorów.
Niektóre miasta usiłują sprostać temu zadaniu bez pomocy ze strony państwa. Kraków rozpoczął w tym roku projekt, który ma doprowadzić do wyposażenia w windy wszystkie budynki komunalne liczące co najmniej cztery piętra. Na początek wyznaczono dziesięć budynków, w których taka modernizacja jest najpilniejsza, kolejne mają być realizowane w miarę możliwości budżetowych miasta. W projekcie „Uwolnić więźniów czwartego piętra” miasto wspiera Politechnika Krakowska, której eksperci przygotują magistratowi kilka wariantów modernizacji kamienic i bloków z wielkiej płyty.
Sama winda nie wystarczy
W nowych budynkach problem „więźniów czwartego piętra” na szczęście nie istnieje. Z punktu widzenia deweloperów nowelizacja oznacza tak naprawdę wpisanie do przepisów stosowanej od dawna praktyki rynkowej, która podąża śladem oczekiwań kupujących. Klienci chcą mieć w bloku windę i to bez względu na liczbę i wysokość kondygnacji. Zdarza się, że nawet w projekcie budynku dwukondygnacyjnego, w którym taki dźwig może wjechać najwyżej jedno piętro ponad parter, inwestor życzy sobie windy, zwykle zjeżdżającej także do podziemnego garażu.
W bloku z taką instalacją mieszkania sprzedają się po prostu szybciej, a z punktu widzenia bilansu całej inwestycji to wydatek niewielki. Z pewnością niższy niż montaż na klatce schodowej rampy dla osób poruszających się na wózku. Taka konstrukcja zabiera też w bryle budynku więcej przestrzeni niż szyb windy – a przecież im większa część wspólna, tym mniej miejsca można wygospodarować na mieszkania.
Przepisy tworzone właśnie z myślą o „więźniach czwartego piętra” wciąż nie uwzględniają jednak – jak zauważa krakowski architekt Szymon Kołoś – scenariuszy alarmowych. Zasady bezpiecznej ewakuacji mówią jasno: w trakcie pożaru nie należy korzystać z wind. Większość nowych dźwigów jest zresztą sprzężona z instalacją przeciwpożarową. Kiedy czujniki wykryją zadymienie klatki schodowej, komputer wysyła windę na parter, otwiera drzwi i blokuje ją w tym złożeniu, żeby uniemożliwić lokatorom korzystanie z niej w trakcie pożaru.
– Dlatego na górnych kondygnacjach powinny znajdować się tzw. koce ewakuacyjne, czyli rodzaj noszy, na których można szybko i bezpiecznie znieść po schodach na dół kogoś, kto nie może się ewakuować o własnych siłach – tłumaczy Kołoś. – Ale polskie przepisy na razie o takim wyposażeniu nie wspominają.
Na drodze do rozwiązania problemu „pułapki czwartego piętra”, który zagraża dziś około 4,5 mln Polaków, nie zaszliśmy więc zbyt wysoko. Parter wprawdzie za nami, ale schody dopiero się zaczynają.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















