Marek Rabij, pisząc w tym numerze o miejscu seniorów w sferze publicznej, zauważa, że już co czwarta osoba w naszym społeczeństwie ma ponad 60 lat. A ja nie mogę się oprzeć pokusie napisania o tych, którzy mają ponad 90. Nie sprawdzam, ilu nas takich jest, ale jesteśmy – i to liczniejsi niż kiedyś. Oczywiście, w tym wieku to i owo już lekko (lub ciężko) nawala, ale tego, co jeszcze wcale nieźle funkcjonuje, jest sporo i należy się w tej (nowej) sytuacji odnaleźć.
Na przykład spacery: muszą być znacznie skrócone, ale są. Albo słyszenie, zwłaszcza jeśli równocześnie mówi kilka osób, a jeśli mówią za głośno bądź za cicho, za cholerę nie da się zrozumieć, co mówią. I oczywiście nawala też pamięć, zwłaszcza jeśli miało się nawet niewielki kłopot z mózgiem. O, pamięć płata niezwykłe figle.
Coś zostaje w niej nietknięte, coś kompletnie znika, ale też, o dziwo, coś z utraconych już wspomnień powraca. Niby jesteśmy tacy jak wszyscy, ale jednak inaczej, w sposób trudny do wyjaśnienia. Dlaczego jedno znika, a coś innego zostaje?... Nie wiadomo. W każdym razie jednak udawanie, że się pamięta coś, co się kompletnie z pamięci wymazało, zawsze jest ryzykowne.
To oczywiście są sprawy zewnętrzne i choć bywają kłopotliwe, to jednak są mniej niebezpieczne niż zmiany, jakie zachodzą w myśleniu. Oczywiście, staramy się zbytnio nie różnić od otoczenia, być jak inni, ale w wieku lat ponad dziewięćdziesięciu niewątpliwie coś się w głowie przestawia i – przynajmniej ja tak mam – na świat patrzy się inaczej.
Duży wpływ ma na to niewątpliwie świadomość rychłego końca. Po prostu człowiek w całkiem nowy sposób zdaje sobie z tego sprawę. Również z tego, że Bóg, niebo, zbawienie czy wprost – istnienie po śmierci, są zupełnie inne niż to, z czym przez całe życie w myślach eksperymentowaliśmy.
Że samo słowo „istnienie” tylko w jakiejś mierze znaczy to, co znaczy dla nas w tym życiu. Że to wielka niewiadoma. Kiedy życie przeciąga się ponad średnią, pytania eschatologiczne nękają mnie uporczywie i z trudem sobie z nimi radzę – albo i nie radzę. Oczywiście, można powiedzieć „zobaczymy”, lecz dla człowieka, który przeżył cały ten ciąg lat z wiarą, kiepska to pociecha, a pytania nachodzą i spać nie dają.
Starość jest trudna, bo tracimy rozmaite sfery naszej aktywności. Gdy były w naszym życiu obecne, nawet nam przez głowę nie przeszła myśl, że kiedyś może ich zabraknąć. Zwykle wtedy czujemy się bezradni, skazani, odarci z części składowej nas samych i potrzeba sporo czasu, by się tego nowego sposobu istnienia nauczyć, żeby żyć normalnie, choć inaczej niż do tej pory. Że to trudne, można się przekonać, patrząc na ludzi, którzy się z tym nie mogli pogodzić i woleli przestać istnieć, niż istnieć w taki sposób.
Czy Polska do seniorów dojrzeje? Może z konieczności, czyli wskutek niedoboru młodszych, trochę się zmieni. Lecz nie sądzę, żeby zmiana nastąpiła szybko, przynajmniej w stosunku do starców. Dlatego chwała wszystkim, którzy starców się nie boją, nie skreślają ich za życia jak zmarłych, nie skazują na samotność i bycie niepotrzebnym. Którzy umieją słuchać starców, nawet jeśli ci nie zawsze mają rację.
Seniorom zaś zalecam cierpliwość, pogodzenie się z faktem, że są seniorami. Z oczekiwaniami innymi niż wtedy, kiedy byli młodzi. I z tym, że pole ich działania jest mniejsze niż kiedyś. Ale może jednak nie tak całkiem małe: bo bywa przecież, że starcy jednak rację mają.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















