Jakie powinny być miasta przyszłości, byśmy mogli w nich żyć długo i szczęśliwie?

Słyszę od deweloperów: zrobiliśmy świetlicę, a ludzie nie przychodzą. Nie przychodzą, bo nikt ich nie zaangażował w stworzenie tej przestrzeni. Trzeba rozpoznać potrzeby grupy, dla której się projektuje, a nie narzucać jej rozwiązania.
Czyta się kilka minut
Agnieszka Labus, urbanistka i architektka. Piekary Śląskie, 1 października 2024 r. // Fot. Jacek Taran
Agnieszka Labus, urbanistka i architektka. Piekary Śląskie, 1 października 2024 r. // Fot. Jacek Taran

Jacek Taran: Młoda architektka zajmująca się starością. To chyba nietypowe dla tej branży?

Agnieszka Labus, architektka i urbanistka: Poświęciłam temu tematowi większość życia zawodowego. Nie było łatwo się z tym przebić wśród architektów i urbanistów, bo środowisko widziało w tym jedynie zagadnienia socjologiczne. Ale nie poddawałam się. Wiedziałam, że jesteśmy nieprzygotowani na zmiany demograficzne, jakie następują, a prognozy pokazują, że jesteśmy jednym z najbardziej starzejących się społeczeństw. Gdy w 2010 r. pojechałam na wyjazd badawczy do Niemiec, pierwszy raz zrozumiałam, że moja praca ma sens. 

W swoich mediach społecznościowych ma Pani hasło: wdrażam koncepcję długowieczności w otoczeniu. Co to znaczy?

Staram się zgłębić wiedzę o tym, jakie cechy powinna mieć przestrzeń, żeby sprzyjać długiemu i zdrowemu życiu. Badania pokazują, że na długość życia w 20-30 procentach wpływają geny, a reszta to styl życia. Ten styl w dużej mierze wynika z otoczenia, w którym funkcjonujemy. Dla mnie wdrażanie koncepcji długowieczności to temat wychodzący poza klasyczne rozumienie architektury i planowania otoczenia. Często używam słowa otoczenie, a nie urbanistyka czy architektura, bo ono lepiej pokazuje spektrum prac do wykonania.

To kim jest architekt?

Jak zapytać klasycznego Kowalskiego, zapewne odpowie, że to osoba, która projektuje budynki. Natomiast według Karty Ateńskiej z 2003 r. architekt to mediator procesów inwestycyjnych. Wynika z tego, że powinien być wyposażony w zakres kompetencji niezbędnych do tego, żeby połączyć różne grupy odbiorców oraz osoby współdecydujące o tym, jak przestrzeń ma wyglądać. Te definicje w obliczu nowych technologii, zmian klimatu, kryzysów wymagają doprecyzowania, ciągle potrzeba szukać odpowiedzi na nowe wyzwania.

I jednym z takich wyzwań są właśnie zmiany demograficzne.

To suma wielu procesów, nie tylko kwestia tego, że spada współczynnik dzietności i będziemy mieć problem z zastępowalnością pokoleń. Najważniejsza jest jednak zmiana myślenia o tym, kim jest senior. Tak zwana „ustawa senioralna” z 2015 r. mówi, że senior to osoba, która ukończyła 60. rok życia. W porządku, ale ludzie w tym wieku mogą mieć różne potrzeby. Ktoś może mieć 65 lat, a wcale nie będzie czuć się „seniorem”. Wielu jest bardzo aktywnych fizycznie, pracują, biegają maratony. Pojęcie starości trzeba zdefiniować na nowo. Może spojrzeć na nie z zupełnie innej strony?

Spróbujmy.

Zamiast skupiać się na tym, co nas dzieli, powinniśmy się skupić na tym, co nas łączy. Często zadaję studentom pytanie: czy chciałbyś żyć długo i zdrowo? Tak postawiony problem staje się inkluzywny. Opracowana przez WHO Agenda 2030 mówi o konieczności zabezpieczania różnych etapów życia na poziomie strategii lokalnych. A w Polsce nadal jesteśmy na etapie, że robimy przestrzenie miasta dla dzieci, seniorów, kobiet, osób z niepełnosprawnością. Dziś zamiast mówienia o podziałach i generacjach, powinniśmy mówić i myśleć o tym, jakie style życia i funkcjonowania łączą nas w otoczeniu.

Architekci w tym pomogą?

Architektura to klucz do tego, żeby wspierać relacje, które zawiązujemy zawsze w jakimś otoczeniu. To może być dom, ale również klatka schodowa. Dobrze zaprojektowane przestrzenie wspólne dają możliwość budowania relacji. Wiemy, że samotność to jeden z największych społecznych problemów. Mamy place, parki, ale to nie wystarczy. Cała rzecz polega na tym, żeby ludzie chcieli z nich korzystać. 

Słyszę od deweloperów: zrobiliśmy świetlicę, a ludzie tam nie przychodzą. Nie przychodzą, bo nikt ich nie zaangażował w stworzenie tej przestrzeni. Jak człowiek da cząstkę siebie, to chętniej się z tym utożsamia. Trzeba rozpoznać potrzeby grupy, dla której się projektuje, a nie narzucać rozwiązania. 

Rolą architekta nie jest jedynie zrobienie projektu dla dewelopera. Konieczne jest przeprowadzenie badań i zastanowienie się, jakie funkcje będą odpowiednie dla lokalnych mieszkańców i jak one będą pracować w przyszłości. Potrzebna jest analiza społeczno-przestrzennych aspektów tego, jak potrzeby mogą się zmieniać. Musimy myśleć nad taką przestrzenią, która jest przyjazna, która odpowiada nie na nasz wiek, ale na style życia, na każdym jego etapie. Nazywam to otoczeniem prewencyjnym.

Ale style życia mogą być różne, zależnie od wieku, ale też od indywidualnych czynników. Da się to pogodzić?

Tych rozwiązań jest bardzo wiele i one muszą zaistnieć wielopoziomowo. Powinny powstać programy rządowe, które mogłyby sprzyjać powstawaniu takich miejsc. To nie jest kwestia tylko zaprojektowania przestrzeni, trzeba jeszcze wiedzieć, kto będzie się przestrzenią potem zajmował. Można to oddać w ręce organizacji pozarządowych, które działają w sąsiedztwie i mogą mieć wiedzę o stylach życia mieszkańców. 

Samo miasto powinno w sposób systemowy patrzeć, czy lokalizacje są dobre i dostępne dla ludzi o różnych potrzebach i jak urbanistyka wpływa na nasze emocje. To jest to, co często bywa nazywane architekturą zmysłów, a ja nazywam architekturą niewidzialną. Składa się na nią poziom hałasu, dostęp do światła dziennego, zapachy, które nas otaczają. Chodzi o bardziej wnikliwe projektowanie, nie tylko patrzenie z punktu widzenia fizyczności, konstrukcji, ergonomii. Są przecież budynki, które na pewno nie wygrałyby żadnego konkursu, ale to tam ludzie dobrze się czują, to tam chętniej nawiązują relacje.

Konkursy architektoniczne nie są potrzebne?

Są potrzebne, ale nie powinny dotyczyć tylko kwestii estetyki, funkcjonalności, nowatorskiego podejścia, ale też tego, jak architektura wspiera codzienne życie różnych ludzi, czy są tam szczęśliwi. W konkursach powinny być kategorie, które odpowiadają na pytanie, co to znaczy „architektura sprzyjająca długowieczności”.

Łódzki projekt domu wielopokoleniowego był odpowiedzią na te problemy?

W 2018 r. Łódź zdecydowała się wdrożyć pierwszy w Polsce projekt domu wielopokoleniowego. Miały w nim mieszkać rodziny z dziećmi, osoby z niepełnosprawnością, osoby starsze i osoby młode. Miasto oddało XIX-wieczną kamienicę na adaptację do tego celu. 

Nasza fundacja LAB 60+ wdrażała jedynie model funkcjonowania tego obiektu. Dostaliśmy od miasta gotowy projekt opracowany przez kogoś innego. Idea była taka, że zamieszkają tam osoby niespokrewnione, które zostaną uświadomione, na jaką formę zamieszkania się decydują. I to było nasze zadanie: przygotować taki proces, zrobić warsztaty z tymi grupami. 

Dziś myślę, że ten projekt się niestety nie udał. Zbyt wiele czynników nie zadziałało, począwszy od wyboru lokalizacji w kamienicy z XIX w., która miała stać się budynkiem łatwo dostępnym. Powstał też konflikt wynikający z konieczności remontu dachu, to przerodziło się w inne konflikty. My przystąpiliśmy do pracy, nie mając wcześniej żadnego wpływu na kształt projektu. Żeby takie działania zakończyły się sukcesem, potrzebny jest proces, a nie projekt. Wnikliwość na każdym etapie. Tutaj tego zabrakło.

A udane projekty?

Potrzebne są badania w tym zakresie oraz ewaluacja projektów, żeby stwierdzić, czy coś się udało, a często brakuje środków na takie etapy w procesie projektowym. Warty uwagi jest dom wielopokoleniowy na osiedlu Nowe Żerniki we Wrocławiu, to inwestycja TBS-owska, powstała w 2020 r. Mieszkają tam osoby starsze z młodymi rodzinami i tam projektanci bardzo dobrze podeszli do przestrzeni. Nie zrobili kilku bloków, ale jeden, z wewnętrznym owalnym dziedzińcem. Budynek wyposażony jest nie tylko w mieszkania, ale także w przestrzenie wspólne na piętrach, które dają szansę wspierać relacje międzyludzkie. 

Osiedle TBS Nowe Żerniki we Wrocławiu jest dobrym przykładem architektury, która sprzyja budowaniu relacji // Materiały prasowe TBS Wrocław

Gdybyśmy mieli podać przepis na dom wielopokoleniowy, co by się w nim musiało znaleźć?

Bardzo ważne jest wybranie odpowiedniej lokalizacji oraz rozpoznanie stylów życia i funkcjonowania lokalnej społeczności. Konieczne są badania przedprojektowe, niestety w wielu inwestycjach ten etap jest pomijany. I tu nie chodzi o analizy urbanistyczne, ale o to, żeby zbadać tkankę społeczną i zobaczyć, jak projekt jest w stanie wrosnąć w miejsce. 

Dopiero potem należy przystąpić do analizy urbanistycznej. Ten etap uważam za kluczowy dla domów wielopokoleniowych. W Holandii funkcjonuje projekt społeczny organizacji Talita, w którym osoby starsze zostały połączone z młodocianymi mamami. Starsi pełnią rolę nauczycieli życia dla młodych mam, a one pomagają w doraźnej codzienności. Tam wcześniejsze rozpoznanie potrzeb było bardzo głębokie. Obojętne, w jakim wieku jesteśmy, to chcemy czuć się potrzebni. 

Jednak wskaźniki demograficzne są nieubłagane i pokazują, że młodych będzie coraz mniej. Czy Polska to jest kraj dla starych ludzi?

Nigdy wcześniej w dziejach ludzkości nie żyło pięć generacji jednocześnie, jak teraz. Będziemy coraz bardziej potrzebować środowiska wspierającego, mieszkań podążających za cyklem życia człowieka. Jest taki koncept Lifetime Homes wywodzący się z Wielkiej Brytanii. 

Może nie każde mieszkanie już teraz musi być wyposażone w uchwyty w łazienkach, ale ta łazienka powinna mieć odpowiedni metraż umożliwiający ich montaż w przyszłości. Powinna też być zlokalizowana względem sypialni tak, że w razie postępującego zaniku sprawności możliwy jest tam łatwy transfer osoby chorej. 

Mieszkania muszą mieć odpowiednio szerokie drzwi i korytarze, aby przejechanie wózkiem czy nawet łóżkiem na taras czy do ogrodu było łatwe. Mieszkanie powinno być tak zaprojektowane, żeby powstała możliwość wydzielenia pokoju dla opiekuna.

Dziedziniec bloku TBS Nowe Żerniki we Wrocławiu // Fot. Materiały prasowe TBS Wrocław

To wszystko kosztuje. Stać nas?

Stać, bo ten koszt jest i tak mniejszy niż koszt opieki medycznej i społecznej czy budowy infrastruktury DPS, ZOL itp. To jest wyzwanie, ale dlatego właśnie tak ważna jest wieloaspektowość tego podejścia do inwestycji sprzyjających długowieczności. Energooszczędność, obniżanie kosztów eksploatacji, adaptowalność konstrukcji – to są kluczowe aspekty. Dziś mamy na rynku mnóstwo budynków w starych technologiach grzewczych, które są nieekonomiczne i niesprzedawalne.

A futurystyczna wizja miasta – latające samochody, ruchome chodniki – ona się spełni?

Bezruch jest wbrew naturze, wbrew poznaniu. Po moich studentach na wydziale architektury widzę, jak często nie znają miasta z perspektywy pieszego, bo od małego byli przez rodziców wożeni. To jest pokolenie, którego może nie jesteśmy w stanie zmienić, ale musimy znaleźć nowe metody, żeby ludziom ułatwić ruch. 

To już się dzieje – powstają rozwiązania urbanistyczne, które odbierają prymat samochodom na rzecz pieszych. Pandemia bardzo przyspieszyła wiele zmian, ludzie zaczęli doceniać, jak ważna jest zieleń w mieście. Zaczęli dużo bardziej zwracać uwagę na swój styl życia.

Zatem jakie powinny być te pełne staruszków miasta przyszłości?

Sprzyjające długiemu, zdrowemu życiu. Musimy zacząć myśleć innymi wskaźnikami niż dotychczas. Dziś władze miast chwalą się, ile kilometrów ścieżek rowerowych wybudowały, a nie tym, jakie tereny dzięki temu zyskały dostępność. 

Ja bym chciała wiedzieć: zrobiliśmy tutaj ścieżkę, ale ile osób z niej korzysta? Może jest pusta, a może przepełniona? Bo jeżeli ścieżka jest dobrze zrobiona, to ja, która nie jestem zbyt rowerowa, może bym wolała zamiast wsiadać w samochód pojechać rowerem. 

Absurdem bywają miejskie drogi rowerowe, do których rower trzeba dowozić samochodem. Ruch jest jedną z determinant długowieczności, a odpowiedzią nie jest liczba siłowni na świeżym powietrzu, tylko kształtowanie otoczenia, jako prewencyjnego i zachęcającego nieświadomie do aktywności. Słynne „Blue Zone”, czyli miejsca na świecie, gdzie jest dużo 100-latków, Sardynia i Okinawa, wskazują ukształtowanie terenu jako jeden z ważnych czynników sprzyjających długowieczności, ono wymusza zdrowy wysiłek.

Dobrze jest mieć w życiu pod górkę?

Tak, choć dla niektórych pewnie brzmi to jak absurd. Jednocześnie musi być alternatywa, bo są sytuacje życiowe, w których potrzebujemy windy czy samochodu. Czasami pytam ludzi na wykładach, jak kodują zdrowe nawyki, czy wybierają frytki, czy owoce, windę czy schody, internet czy relacje, samochód czy rower? Ruch, relacje, dieta, sen i gdzie to wszystko ma miejsce – czy jest cicho, ciepło, ciasno?

Cicho, ciepło, ciasno...?

...i ciemno. Tak było w brzuchu mamy. Jeżeli my nie mamy spełnionych takich warunków w naszej sypialni, obniżamy swoje szanse na pomyślne starzenie. To się przekłada na komfort snu, ten zaś na stan naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Oczywiście zmiennych jest mnóstwo, bo zanieczyszczenia czy smog także wpływają na nasze choroby układu krążenia. Musimy zacząć mierzyć nasze miasta, budynki i wnętrza innymi parametrami niż dotychczas, żeby minimalizować lęk przed starością na rzecz szansy na długowieczność.

A Pani się boi swojej starości?

Boję się, że starość będzie nie taka, jak się spodziewam. Bardzo mocno wierzę w to, że 70 procent sukcesu to pozytywne myślenie. Jeżeli będziemy dobrze myśleć o naszym starzeniu, wydłużamy nasze życie średnio o 7 lat, są na to badania naukowe. I mam chyba to szczęście, że osobowość mam jak moja babcia, która zawsze widzi tą dobrą stronę i jest bardzo aktywna, chociaż przekroczyła już osiemdziesiąty szósty rok życia. 

A Pani studenci jak wyobrażają sobie starość? 

Wyobrażają sobie, że wyprowadzą się na wieś, a tam będzie mały, biały domek przy lesie. Pytam wówczas, czy nie biorą w tej wizji pod uwagę nowoczesnych technologii, albo czy myślą o tym, jak na różnych etapach życia zmieniają się relacje wewnątrz rodziny. Takie myślenie to też dowód na to, jak mocno zakorzenione są w nas stereotypy dotyczące starości. Moja córka dostała grę w kalambury. Trzeba było na karcie pokazać babcię. I jak babcia była narysowana? W okularkach na fotelu bujanym, z drutami i wełną. Mamy XXI wiek! Jej babcie tak nie wyglądają, nawet jej prababcia tak nie wygląda!

Stereotypy warunkują pracę architektów?

To jest największe przekleństwo, jeśli chodzi o projektowanie, zwłaszcza na rynku deweloperskim. Zazwyczaj osiedla są reklamowane jako „oaza spokoju daleko od miasta”. Jakby na starość wszyscy potrzebowali tylko spokoju, wyciszenia w oczekiwaniu na śmierć. Nie można też myśleć, że jak zaprojektujemy stoliki do szachów i siłownię, to mamy odhaczony punkt „coś dla seniorów”. Musimy w ogóle przestać mówić o senioralności, a zacząć widzieć długowieczność jako proces w cyklu życia, na który musimy zapracować niezależnie od wieku, w jakim jesteśmy. Senioralność to jest etap życia, a długowieczność to cały jego cykl.

To co robić?

Musimy zacząć badać, analizować i projektować zmiany w otoczeniu, w odpowiedzi na pytanie: na ile sprzyjają długowieczności. Nad takimi autorskimi parametrami pracujemy w Fundacji LAB 60+. Przykładem może być Wielka Brytania, która postawiła sobie za cel wydłużenie średniej długości życia Brytyjczyków o 5 lat do 2030 r., dzięki różnym programom, projektom i inwestycjom. Może powinniśmy nasze miejsca do życia określać nie kodem pocztowym, a kodem długowieczności, wtedy widzielibyśmy, gdzie mamy szansę żyć długo i zdrowo, a gdzie niekoniecznie.

Agnieszka Labus, urbanistka i architektka. Piekary Śląskie, 1 października 2024 r. // Fot. Jacek Taran

Dr Agnieszka Labus jest architektką, urbanistką i wykładowczynią Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej. Założycielka i prezeska Fundacji Laboratorium Architektury LAB 60+. Członkini Rady ds. Polityki Senioralnej przy Minister Polityki Senioralnej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Dobrze mieć w życiu pod górkę

Artykuł pochodzi z dodatku Prawo do miasta