Sprzyjające PiS-owi media już rozszyfrowały blef premiera. Zapowiadając repolonizację gospodarki, Donald Tusk robi umizgi w stronę elektoratu patriotycznego, który stoi na straży polskich interesów. W rzeczywistości – jak twierdzą – premier nadal sercem i umysłem jest „für Deutschland”, ale za dodatkowe punkty procentowe poparcia dla Rafała Trzaskowskiego, któremu właśnie tąpnęły notowania, gotów jest chwilowo przehandlować sympatie i poglądy.
Wolny handel: model chiński, amerykański i polski
Rzeczywistość gospodarcza jest oczywiście bardziej skomplikowana, niż chcieliby akolici PiS-u. Jest w gruncie rzeczy prozaicznie nudna. Ogłaszając repolonizację gospodarki – czyli po prostu preferencje dla rodzimych firm – premier wpisuje jedynie na rządową agendę coś, co od kilkunastu lat jest nieformalną zasadą numer jeden globalnego porządku gospodarczego. A brzmi następująco: wolny handel kończy się tam, gdzie przestaje się to nam opłacać.
Jej ambasadorem w oczach opinii publicznej stał się oczywiście Donald Trump, który żongluje cłami z wdziękiem sapera machającego odbezpieczonym granatem. 47. prezydent USA zostanie też zapamiętany jako autor nowatorskiej redefinicji deficytu handlowego, który jego zdaniem stanowi w relacjach międzynarodowych casus belli. Problem jednak w tym, że to nie Trump ulepił golema protekcjonizmu państwowego. Gospodarcza i polityczna potęga współczesnych Chin byłaby nadal tylko punktem programu tamtejszej partii komunistycznej, gdyby Pekin przez dekady w bezczelny sposób nie chronił swojego rynku przed nadmierną ekspozycją na produkty i usługi zagraniczne, jednocześnie zarabiając krocie na globalnym outsourcingu produkcji. Wolny handel? Tak – gdy mowa o naszym eksporcie. Nie – gdy w rachubę wchodzi import.
Gospodarczy protekcjonizm w Europie
Tę lekcję chińskiej gimnastyki regułami wolnego rynku szybko odrobiły kraje Zachodu. W Niemczech i Francji kapitał od dawna ma narodowość. Przekonali się o tym boleśnie nasi transportowcy, gdy po wejściu Polski do Unii zaczęli rozjeżdżać tamtejszych konkurentów. Berlin i Paryż bez ceregieli przebrały się wówczas w patriotyczne szatki i przystąpiły do obrony rodzimych przewoźników. USA jeszcze za Bidena zaczęły kusić dotacjami i ulgami firmy z sektorów wysokich technologii, nie przejmując się etykietką interwencjonisty. Izrael? Japonia? Indie? Tu wręcz wypada być tutejszym, robiąc biznes.
Słowa Tuska brzmią w tym kontekście trochę jak przyznanie się, że dopiero teraz wypada to głośno powiedzieć. Ale ostrożności nigdy za wiele. Zwłaszcza gdy się jest premierem kraju, który 58 proc. PKB czerpie z eksportu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















