Cisza

Najcichszego i najłagodniejszego człowieka spotkała śmierć krzykliwa, brutalna, podobna do tytułu z brukowej gazety. Tak jakby nasz niespokojny świat podpłynął aż pod bramę małej enklawy, która się jeszcze nie poddała.
Czyta się kilka minut

Dzięki telewizyjnej Trójce mogłam wziąć udział w pożegnaniu Brata Rogera w kościele Pojednania. Niezwykłe nabożeństwo, pełne prostoty i zamyślenia, całe w bieli, całe w nadziei. Czasem między różnojęzycznymi słowami modlitwy i śpiewem zapadała cisza. Trwała tak długo, że telewizja zaczynała się niepokoić. Śpieszono z komentarzem, tłumaczono, że to przecież wspólnota kontemplacyjna i dlatego jest cicho.

Nie tylko telewizja, ale większość współczesnych ludzi nie potrafi już sobie dać rady z ciszą. Zamiast uspokajać - nie koi. Coś widocznie zawiodło, coś się musiało stać, coś się zepsuło. Trzeba ten nienormalny stan jak najszybciej przerwać, roztrącić słowem czy dźwiękiem.

Może już niedługo - jeżeli ktoś zapragnie przypomnieć sobie ciszę i poczuć jej kojącą moc - pozostanie mu tylko zapukanie do bramy Taizé?

Hałas

Hałas ma się dobrze. Wielkie miasta huczą środkami komunikacji i placami budów. Małe miasta budzi ze snu pobliska autostrada. Stadiony sportowe, wielkie imprezy i dyskoteki wyrzucają w przestrzeń miliony decybeli. Instalowane w prywatnych samochodach odbiorniki i wzmacniacze sprawiają, że podróżujemy we własnym pudle dźwięków, konkurujących zajadle z zewnętrznymi. Ponieważ lekarze stwierdzają gwałtowny wzrost uszkodzeń słuchu u młodzieży, jest szansa, że będzie jeszcze głośniej, bo głusi potrzebują coraz silniejszych dźwięków. Hałas więc ma się dobrze, coraz lepiej.

Spostrzeżenie

Kampania trwa i coraz więcej wiemy o kandydatach na parlamentarzystów i na najwyższy urząd. Wiemy, jakie lubią piosenki, czy lepiej prezentują się en face czy z profilu, czy potrafią dać celną ripostę, przyłożyć kontrkandydatowi. Znamy ich jednozdaniowe hasła, wiemy, jak wyglądają ich żony i o czym marzyli w dzieciństwie. Najmniej wiemy o tym, co zrobią - jeżeli wygrają - z Polską.

Problem polega na tym, że media dysponują tylko tym, co mówią im kandydaci, sterowani przez speców od public relations. A kandydaci mówią mediom tylko to, czego media od nich oczekują. To zabójcze sprzężenie zwrotne powoduje, że w rozwiniętych demokracjach wybory stają się coraz częściej grą losową dla wyborców. Z coraz mniejszym prawdopodobieństwem wygranej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2005