Nazywałam go zdrobniale „wujkiem Karlim”. Pamiętam uroczego staruszka, który niewiele mówił i lubił chodzić na spacery. Zmarł 30 lat temu. W czasach III Rzeszy wujek był esesmanem w Auschwitz. Prowadził stołówkę w obozie, w którym w latach 1940-45 zamordowano ponad milion ludzi. Nie potrafię powiedzieć, czy dowiedziałam się o tym jako uczennica, czy później. Nigdy go o to nie zapytałam.
Dlaczego wujek Karli wstąpił do SS? Jak dostał się do Auschwitz? Co tam robił? Wersja mojej matki i ciotki jest taka, że w anektowanym przez Hitlera Kraju Sudeckim był – jako wysoki niebieskooki blondyn – rozchwytywany przez SS i nie miał innego wyboru, jak tylko wstąpić. Że w Auschwitz dobrze traktował więźniów. Że po wojnie, gdy był sądzony w Polsce, jeden z więźniów zeznawał na jego korzyść. Czy to prawda? Matka i ciotka już nie żyją, nie mogę ich zapytać.
Pytam kuzyna, syna mojego wujka, co wie o swoim ojcu i Auschwitz. Siedzimy w samochodzie dzień po spotkaniu rodzinnym. Kuzyn urodził się w latach 50., dorastał w NRD i jest emerytem. On też zna historię o „dobrym esesmanie”. – Nigdy nie odważyłem się taty o to zapytać – mówi mi. Do dziś nie potrafi sobie tego wytłumaczyć: swojego ojca i Auschwitz. – Chcę przeprowadzić badania na temat twojego ojca – mówię mu. Kuzyn zgadza się. Ale nie chce, abym podała jego nazwisko. Dlatego mój wujek nazywa się tutaj: Karl Z.

HISTORIA RODZINNA | Już prawie 20 lat temu zwróciłam się do archiwum Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau o informacje na temat wuja i otrzymałam podstawowe dane o jego służbie. Wynikało z nich, że od czerwca 1940 r. był pomocnikiem w kantynie SS, potem w SS-Totenkopf-Sturmbann obozu koncentracyjnego, następnie został przydzielony do Kameradschaftsheim (Centrum Koleżeńskiego) i tam pracował do 20 stycznia 1945 r. W 1948 r. sąd w Krakowie skazał go na cztery lata więzienia.
W tym czasie odkryłam też, że jego nazwisko padło podczas pierwszego frankfurckiego procesu załogi Auschwitz (1963-65); pojawiło się w protokole przesłuchania. To coś zmieniło: od tego momentu pytanie, co on robił w Auschwitz, nie było już tylko sprawą rodzinną, ale czymś publicznym. „W Niemczech Holokaust jest historią rodzinną” – napisał historyk Raul Hilberg. Tak, historia mojej rodziny przeplata się z Holokaustem za sprawą mężczyzny, którego siostra mojej matki poślubiła w 1941 r.
Nie prowadziłam wtedy dalszych badań. Dlaczego? Mogłabym powiedzieć: brak czasu, dwójka naszych dzieci była mała. To prawda. Ale prawdą jest też, że zdanie „mój wujek był w SS w Auschwitz” miało w sobie coś wstydliwego, czego nie chce się upubliczniać. Jakby wina i uwikłanie mogły się na mnie odbić. Ale teraz chcę wiedzieć.
MIESIĄC MIODOWY | Karl Z. dorastał w Sudetenlandzie, jak nazywano wtedy północno-zachodnie Czechy. Po wojnie mieszkał z żoną w małej wiosce w NRD, niedaleko Drezna. Mieli dwóch synów. Do przejścia na emeryturę prowadził Konsum, państwowy sklepik w wiosce. Już jako emeryci on i ciotka podróżowali do nas, do zachodnich Niemiec. My też jeździliśmy „na drugą stronę”. Wujek zmarł w 1994 r., w wieku 83 lat.
Gdy nas odwiedzał, był miłym, skromnym gościem. Bardziej niż miasta lubił góry, lasy i pola. Jego żona była rozmowna, on cichy. Kochany. Życzliwy. Tak go zapamiętałam. Ciotka powiedziała mi kiedyś, że odwiedziła go w Auschwitz, krótko po ich ślubie. „Chcieliśmy mieć dzieci” – mówiła. Widziała dym z kominów, smród był nie do zniesienia. Karl powiedział jej: „To dym z krematoriów. Wielu ludzi mieszka w obozie, niektórzy też tam umierają”. Wizyty ciotki odnotowano w dzienniku komendanta obozu: Rudolf Höß zezwolił na odwiedziny żony od 14 do 28 kwietnia 1943 r. i zlecił: „Mieszkanie: osada SS, dom nr 158”. Miesiąc miodowy w cieniu krematoriów.
Czy wujek zajmował się tylko kuchnią, obsługą i magazynem? A może pracował na rampie? IPN przechowuje akta sądowe z 1948 r. Nie znam polskiego, pomaga mi polsko-niemiecki dziennikarz Jan Opielka. W internetowej bazie danych znajduje listę esesmanów z Auschwitz, a tam wpis o Karolu Z. Imię i nazwisko, data urodzenia. Wykształcenie: szkoła podstawowa. Zawód: przedsiębiorca. „Członek NSDAP od stycznia 1938 r. Członek jednostek zbrojnych SS od 6 listopada 1939 r.”. Na zdjęciu widnieje z runami SS na mundurze. Nigdy nie widziałam go tak młodego. Przesyłam link kuzynowi. Uważa, że to nieprzyjemne, że jego ojciec jest tam tak widoczny.
PRZED WOJNĄ | Poszukiwania stają się ekscytujące: Jan Opielka znajduje w dokumentach IPN protokół przesłuchania Karola Z. z 3 lipca 1947 r. w Krakowie. 36-letni mężczyzna zeznaje: „Do listopada 1939 r. pracowałem w sklepie spożywczym moich rodziców w Białej [poprawnie: Biela – red.]. Jak wszyscy Niemcy sudeccy należałem również do Sudeckiej Partii Niemieckiej. Po zajęciu Sudetów automatycznie stałem się obywatelem niemieckim i członkiem NSDAP. Zarejestrowałem się również w Allgemeine-SS”.
Niemcy sudeccy byli obywatelami Czechosłowacji od 1918 r.; wielu z nich było entuzjastycznymi zwolennikami Hitlera. W wyborach parlamentarnych w 1935 r. Partia Niemców Sudeckich zdobyła dwie trzecie niemieckich głosów. W wyborach samorządowych w 1938 r. uzyskała nawet 85 proc. głosów. Ojciec Karla kandydował z ramienia nacjonalistycznej Sudeckiej Partii Niemieckiej w rodzinnym mieście Biela.
Zgodnie z układem monachijskim z 29 września 1938 r. Czechosłowacja musiała odstąpić tzw. sudeckie terytoria III Rzeszy i Karl Z. stał się jej obywatelem, ale nie automatycznie członkiem NSDAP. Członkowie Sudeckiej Partii Niemieckiej musieli się tam zgłosić. Ponieważ Karl Z. należał do Ochotniczej Służby Ochrony Partii Niemców Sudeckich, organizacji podobnej do SA, został przyjęty.
Czy Karl Z. był nazistą z przekonania? Oczywiście nie wywierano na niego presji, by wstąpił do SS. Już wcześniej pokazał, jak bardzo chce być częścią elitarnej siły Hitlera: wystąpił z Kościoła katolickiego. Oczekiwano tego od członków SS, choć nie wszyscy esesmani tak postąpili. Odtąd Karl Z. deklarował się jako ogólnie tylko „wierzący w Boga”; jego narzeczona pozostała katoliczką.

NIC WSPÓLNEGO | Wkrótce po wybuchu wojny Karl Z. został powołany i przeszkolony w Waffen SS. Zamiast na front, trafił do okupowanej Polski: do Auschwitz.
„Nie miałem nic wspólnego z obozem koncentracyjnym” – zeznał na przesłuchaniu w 1947 r. „Więźniowie, którzy dla mnie pracowali, mieli bardzo dobrze, ani ja, ani nikt inny ich nie bił, a nawet pomagałem im nawiązać kontakt z krewnymi”.
Więźniowie, którzy pracowali w kantynie, faktycznie mieli lepiej niż inni, bo mieli dach nad głową. Wypowiedzi Karla Z. są jednak trywializujące, brzmią wręcz naiwnie. Był zatrudniony w kantynie do stycznia 1945 r. Jedynie zimą 1941/42 przez pół roku pilnował kantyny więźniarskiej w obozie macierzystym. „W tym czasie widziałem, jak Capo bił więźniów, ale ja i ekipa SS traktowaliśmy ich wzorowo” – zeznał, prosząc o przesłuchanie świadka Jana Zdebika „na okoliczność łagodzącą – że traktowałem więźniów humanitarnie”.
Jan Zdebik przybył do obozu w czerwcu 1940 r. wraz z pierwszym transportem polskich więźniów politycznych. Jan Opielka natrafia w internecie na wywiad wideo ze Zdebikiem z 1998 r., przeprowadzony po polsku dla Muzeum Holokaustu w USA. Zdebik opowiada w nim o pobycie w Auschwitz. Pracował w kantynie SS „jako rodzaj prostego kelnera dla esesmanów”. Opowiada o swoim szefie, Karlu Z. Wywiadujący pyta: „Jak szefowie kantyny zachowywali się wobec więźniów?”. Zdebik mówi: „Jeśli chodzi o szefów kantyny, to w zasadzie zachowywali się wobec nas w porządku”.
ANI SŁOWA | Zdebik relacjonuje, że pod koniec 1944 r., gdy zbliżał się front, rozmawiał z Karlem: „Zapytał mnie: »Co byś zrobił, gdyby sytuacja się zmieniła, Niemcy przegrały wojnę, a ty wyszedłbyś z obozu?«. Zapytałem: »Czy mam być szczery?«. Odpowiedział: »Tak, szczerze«. Więc powiedziałem: »Tak jak ty mnie, ja ciebie też bym zamknął«. Był strasznie rozczarowany i powiedział: »Nigdy cię nie uderzyłem. Nigdy na ciebie nie krzyczałem«”.
Prowadzący wywiad pyta: „Więc esesmani oczekiwali jakiejś akceptacji?”. Zdebik odpowiada: „Być może tego oczekiwał”. I kontynuuje: Karl Z. powiedział mu, że tylko udawał narodowego socjalistę. On, Zdebik, nie mógł powiedzieć, jak bardzo Karl Z. uwielbiał Hitlera i jak bardzo odpowiadało mu „siedzenie w kantynie przez całą wojnę, picie wódki i piwa, dobre jedzenie”. Zdebik: „W praktyce nie miał powodu, by narzekać na Hitlera”.
Razem ze swoim „szefem” Zdebik, według jego relacji, przywiózł kiedyś piwo do kantyny SS w Birkenau. Byli wówczas świadkami „niewyobrażalnych scen” na rampie, gdy przyjechał transport: matki oddzielano od dzieci, mężczyzn od żon, lekarze wysyłali jednych do obozu, pozostałych do komór gazowych. Patrzyli na to przez około półtorej godziny, wspomina Zdebik. Karl Z. nie odezwał się ani słowem. „Powiedział tylko, kiedy już wróciliśmy: »Nigdy nie wrócimy tam, by zawozić piwo«”.
Karl Z. wiedział o morderstwach. Jego reakcja: zastygł i milczał. Tak jak później.
PO PRACY | Odwiedzam dawny obóz. Słoneczny dzień kontrastuje z okrucieństwami, o których opowiada przewodnik. Tuż za bramą do głównego obozu była kuchnia więźniarska, w której Karl Z. czasem pełnił służbę strażnika. Pytam przewodnika, gdzie była kantyna SS. Nie wie. Wyjaśniam, że jestem dziennikarką i robię kwerendę na temat esesmana, który tam pełnił służbę. Nie mówię, że chodzi o wujka. Ze wstydu?
Wieczorem odnajduję dawną kantynę SS: jednopiętrowy drewniany budynek przy ul. Kolbego, naprzeciw Centrum Dialogu i Modlitwy. Budynek do lat 80. XX w. służył jako magazyn zboża, potem popadł w ruinę. Polska fundacja działa dziś na rzecz jego zachowania.
Pytam Dagmar Kopijasz z rady Fundacji Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w Brzeszczach, co wie o stołówce SS. Mówi, że wydawano tam do 8 tys. posiłków dziennie, do 2 tys. jednocześnie w systemie czterozmianowym. Były tam ekran kinowy i scena, odbywały się koncerty, kabarety i mecze bokserskie. Z kolei Centrum Koleżeńskie Waffen SS (Kameradschaftsheim) służyło rozrywce: w ciągu dnia strażnicy wysyłali ludzi do gazu na rampie, a po pracy szli tam z żonami i dziećmi na zabawę, odpoczynek.
PRAWIE LUDZIE | Następnego dnia Jan Opielka i ja spotykamy się z Wojciechem Płosą, dyrektorem archiwum Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau. Mówimy mu, co Jan Zdebik powiedział o Karlu Z.
Jeśli esesmani i więźniowie pracowali razem przez dłuższy czas, mówi Płosa, czasami traktowali się prawie jak normalni ludzie. Ale nigdy nie była to relacja równy z równym: – Esesmani decydowali o losie więźniów.
Szef archiwum wyszukał akta dotyczące wuja. I tak, Polak Roman Orzeł relacjonował w 1963 r.: „Kierownik kantyny, SS-Uscha (Unterscharführer) Karol Z., pochodził z Sudetów i zachowywał się wobec więźniów nienagannie”.
Gdy tylko wracam do Niemiec, mój kolega Jan znajduje kolejne zeznanie świadka. Ocalały z obozu Bolesław Dutka zeznał na korzyść Karla Z. w sądzie w 1948 r.: „W Auschwitz oskarżony Z. był strażnikiem w kuchni i był jednym z najlepszych esesmanów”.

NOWE PYTANIA | Kim był Karl Z.? Sudeckim, niemieckim narodowym socjalistą, który dobrowolnie wstąpił do SS. Pomagał utrzymać maszynę do zabijania w ruchu i upewniał się, że esesmani mają dość alkoholu, by upić się po służbie na rampie. Gdzie był głos jego sumienia? Czy po prostu nie chciał iść na front? Czy myślał, że uniknie winy, jeśli będzie dobrze traktować więźniów?
Historyczka Andrea Rudorff dostarcza mi jak na razie ostatniej niespodzianki. Rudorff bada polskie procesy przeciw esesmanom z Auschwitz. Pyta mnie: „Czy wiesz, że Karl Z. miał być wezwany jako świadek na drugi proces Auschwitz we Frankfurcie?”. Nie wiedziałam, kuzyn też nie.
Prokuratura zachodnioniemiecka chciała przesłuchać Karla Z. w 1966 r., jednak władze NRD nie zgodziły się na jego wyjazd z kraju. „Wciąż nierozwiązana wojenna przeszłość Z. w połączeniu z jego niezmienioną postawą polityczną sprawiły, że nie nadawał się na świadka”, stwierdzono w raporcie Stasi, NRD-owskiej bezpieki. Czy przez Stasi Karl Z., który nie został członkiem partii komunistycznej, był uważany za niewiarygodnego? Odkrycie rodzi nowe pytania. Czy Stasi poinstruowała Karla Z., by nie rozmawiał z nikim o swojej przeszłości? Mój kuzyn uważa, że to prawdopodobne. Jednak nie ma na to dowodów.
Dużo rozmawiamy, mój kuzyn i ja, nasz kontakt jest bliższy niż kiedykolwiek. Kuzyn mówi, że w końcu udało mu się pogodzić z przeszłością ojca. A ja cieszę się, że milczenie na temat wujka Karla zostało przerwane.
Współpraca i przekład Jan Opielka
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














