Ciemna strona Księżyca

30.07.2019

Czyta się kilka minut

W dniu pięknej rocznicy „małego kroku dla człowieka, ale wielkiego dla ludzkości” byłam akurat na wsi i gdy słońce w końcu zaszło, a na niebie nad lasem pojawiła się srebrna tarcza Księżyca, wyciągnęliśmy lunetę i patrzyliśmy na jego porowatą, pełną doskonale widocznych kraterów powierzchnię. Jak wynikało z filmu Damiena Chazelle’a „Pierwszy człowiek”, który to film z okazji 50 -lecia lądowania człowieka na Księżycu zobaczyłam tego wieczora, pośród przedmiotów, jakie w ciągu całej historii lotów pozostawili lądujący na powierzchni Księżyca astronauci (od sprzętu kosmicznego po worki z moczem) znajduje się także bransoletka z rączki zmarłej przedwcześnie córki ­Neila Armstronga. Czyniąc swe małe wielkie kroki, zostawił tam także tę pamiątkę po ukochanej córeczce. I jest to (prócz widniejącej na pozostawionej przez Charlesa ­Duke’a z misji Apollo 16 fotografii rodzinnej z żoną i dziećmi) jedyny ślad po istnieniu kobiet pośród kosmicznej braci, która stanęła na Księżycu. Mija bowiem pół wieku od tych doniosłych wydarzeń, tymczasem w branży kosmicznej jakby bez zmian – żadnej kobiety na Księżyc nie wysłano.

Można oczywiście przejść nad tym faktem do porządku dziennego i cieszyć się informacją, że w ogłoszonym niedawno programie Artemis jest plan, by do 2024 r. człowiek wrócił na Księżyc i by był to również człowiek-kobieta, można jednak zastanowić się, dlaczego właściwie przez 50 lat to się nie wydarzyło.

Zwłaszcza że – jak się okazuje – na przełomie lat 50. i 60., kiedy nikt jeszcze w żaden kosmos nie leciał, niejaki dr Randolph Lovelace rozpoczął badania nad tym, jak w przestrzeni pozaziemskiej mogłoby sobie poradzić ciało kobiety. Z badań wyszły mu interesujące wnioski, które można zawrzeć w jednym zdaniu: kobiety lepiej niż mężczyźni zniosą trudy lotu w kosmos. Miał na to szereg popartych naukowo dowodów, a składały się nań takie dane jak to, że kobiety są mniejsze i lżejsze, ich układ krwionośny działa lepiej, zużywają mniej tlenu, lepiej znoszą przeciążenia oraz – last but not least – lepiej radzą sobie w sytuacjach silnego stresu. Tak mu wyszło z badań, które prowadził na 19 kobietach zakwalifikowanych do programu kosmicznego. Lecz – jak pisze w eseju poświęconym kobietom w kosmosie autorka science fiction Mary Robinette Kowal – to by było na tyle. Mniej więcej wówczas Rosjanie wysłali na orbitę Walentynę Tiereszkową. Amerykańscy bonzowie od podboju kosmosu nie mieli więc wyjścia i dla dobra Ameryki (rzecz jasna) musieli natychmiast umniejszyć wyczyn radzieckiej kosmonautki, wysyłanie kobiet w kosmos sprowadzili więc do dobrego żartu, „działania pod publiczkę”, do sformułowania „nic takiego znowu wielkiego”.

Program Apollo 11 zaprojektowany został więc przez mężczyzn i dla mężczyzn (mimo iż oprogramowanie systemu pokładowego Apollo 11 opracowała kobieta, informatyczka Margaret Hamilton, pamiętajmy!). Kowal, stawiając swoją tezę, podnosi choćby kwestię kombinezonów kosmicznych. Czy wiecie, że w fazie projektów początkowo planowano wprowadzenie ich w rozmiarach od S do XL, jednak – ponieważ pośród astronautów byli wyłącznie mężczyźni – ze względów budżetowych kombinezony w małych rozmiarach nigdy nie powstały. I tak na przykład lecąca w kosmos astronautka Cady Coleman – jak dotąd najniższa osoba zakwalifikowana do programu lotów kosmicznych – podczas treningów w laboratoriach NASA musiała wymyślić, jak by tu domowymi sposobami wypchać od wewnątrz swój kombinezon, by nie pojawiła się w jego wnętrzu zbyt duża bańka powietrza, która w kosmosie byłaby niczym przytroczona do jej brzucha na stałe wielka piłka plażowa. Niby nic, powiecie, a jednak z jakichś względów chodzenie z piłką plażową na brzuchu mimo wszystko należy do rzadkości. NASA rzekła do ­Coleman, że musi jakoś sobie z tym poradzić, nie podejmując żadnych działań, by dostosować kombinezon do wymagań astronautki. Podobnie zresztą było z systemem chłodzenia we wnętrzu kombinezonów. Mary Kowal pisze, że choć u kobiet i mężczyzn inaczej rozmieszczone są gruczoły potowe, to kobiety muszą latać w kosmos w kombinezonach przystosowanych do męskich ciał i „jakoś sobie radzić”. Tego typu problemów jest więcej...

Czyż nie byłoby jednak dobrze, gdyby ów pierwszy człowiek-kobieta lądujący do 2024 r. na Księżycu w ramach programu Artemis nie musiał czynić licznych małych ustępstw wynikających wyłącznie z uprzedzeń dotyczących płci? Czy tradycja Apolla 11, przedsięwzięcia projektowanego przez mężczyzn i dla mężczyzn, naprawdę musi trwać? Na te pytania nie ma na razie odpowiedzi. Wciąż ta strona Księżyca jest ciemna. Choć gdy czyta się o protestach przeciwko miejscom parkingowym dla kobiet w ciąży, można pomyśleć, że ciemności kryją przede wszystkim Ziemię. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Pisarka i dziennikarka, wcześniej także liderka kobiecego zespołu rockowego „Andy”. Dotychczas wydała dwie powieści: „Disko” (2012) i „Górę Tajget” (2016). W 2017 r. wydała książkę „Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy”. Wraz z Agnieszką… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2019