Reklama

Ciemna strona Księżyca

Ciemna strona Księżyca

30.07.2019
Czyta się kilka minut
W

W dniu pięknej rocznicy „małego kroku dla człowieka, ale wielkiego dla ludzkości” byłam akurat na wsi i gdy słońce w końcu zaszło, a na niebie nad lasem pojawiła się srebrna tarcza Księżyca, wyciągnęliśmy lunetę i patrzyliśmy na jego porowatą, pełną doskonale widocznych kraterów powierzchnię. Jak wynikało z filmu Damiena Chazelle’a „Pierwszy człowiek”, który to film z okazji 50 -lecia lądowania człowieka na Księżycu zobaczyłam tego wieczora, pośród przedmiotów, jakie w ciągu całej historii lotów pozostawili lądujący na powierzchni Księżyca astronauci (od sprzętu kosmicznego po worki z moczem) znajduje się także bransoletka z rączki zmarłej przedwcześnie córki ­Neila Armstronga. Czyniąc swe małe wielkie kroki, zostawił tam także tę pamiątkę po ukochanej córeczce. I jest to (prócz widniejącej na pozostawionej przez Charlesa ­Duke’a z misji Apollo 16 fotografii rodzinnej z żoną i...

5051

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Swoją porcję sentymentów w związku z wydarzeniem, które osobiście i świadomie oglądałem na żywo w TV, już wylałem (moich było 3 na 6 komentarzy pod rocznicowym felietonem ks. Bonieckiego), a filmu Chazelle'a nie widziałem, ale felieton przeczytałem i... co zrobiłem zaraz potem? Oczywiście sprawdziłem, czy z tą bransoletką to prawda. ;) Odpowiedź jest raczej przewidywalna: nie wiemy i nie dowiemy się, chyba że ktoś tę bransoletkę kiedyś przypadkiem znajdzie. Na Księżycu albo na strychu domu po Armstrongu. On sam nigdy nie podzielił się takim wspomnieniem. Śmierć córki bardzo przeżył i był na Księżycu, gdzie wśród różnych przedmiotów (głównie worków z odchodami, których leży tam 96) astronauci zostawiali także pamiątki osobiste (rzeczone zdjęcie rodzinne Duke'a) i oficjalne: flagi, Biblię, złotą oliwną gałązkę na pamiątkę załogi Apollo 1, która poniosła śmierć w trakcie lotu testowego itp. Wiemy też, ale już z dużo mniejszą pewnością, bo z biografii napisanej nie przez samego bohatera, że podczas misji jakoby jeden raz odstąpił od ściśle opracowanego scenariusza wyprawy, w którym dokładnie przewidziano nawet hipograwitacyjne susy, i oddalił się na parę chwil w kierunku Little West Crater. Czy mógł zostawić tam przemyconą na pokład bransoletkę? No, mógł... Se non è vero, è bon trovato. W sensie: dobrze dla filmu, który ma wzruszyć i zabawić, bo nie jest to domysł uzasadniony koniecznością wypełnienia obiektywnie istniejącej luki w opowiadanej historii. Z mojego punktu widzenia to nawet osłabia symboliczną wymowę przedmiotów, które tam naprawdę (według naszej wiedzy) pozostawiono, w takim razie może tam być wszystko, a wyobraźnia całkowicie uwolniona szybko się nudzi. Przyznam, że tok rozumowania Autorki (niby ta bransoletka i zdjęcie żony Duke'a to jedyne kobiece ślady na Księżycu i to jest bardzo niedobrze) wydaje mi się dość osobliwy. Przecież dzisiaj sporo pisze się o realnym, a niedocenionym wcześniej wkładzie kobiet - konstruktorek i naukowców/-czyń? - w program Apollo. A feministkom chodzi tylko o symboliczny gest wzięcia w posiadanie przez "postawienie stopy" i krzywdę, jaką w związku z tym wyrządzono jednej z dwóch dominujących (bo o pozostałych Autorka nie pomyślała) płci? Nie będę tłumaczyć się za całą płeć męską, ale zwrócę tylko uwagę, że NASA nie miała pół wieku na wysłanie na Księżyc choćby jednej kobiety, tylko niewiele ponad trzy lata, bo ostatnia wyprawa odbyła się w 1972 roku. Było, minęło! Dwunastka selenonautów, którzy dotknęli księżycowego gruntu, stanowi w ogóle bardzo niereprezentatywną grupę. Na przykład są to bez wyjątku biali oficerowie i chyba tylko jeden z nich, zresztą ostatni człowiek na Księżycu, był naukowcem w ścisłym znaczeniu tego słowa. Czy naukowcy (bez względu na płeć) nie zasłużyli bardziej na honor wbicia flagi na nowych terytoriach? Może kryterium płci jako takie było bez znaczenia, a decydowały tak naprawdę cechy teoretycznie uniwersalne, które jednak ewolucja przypadkiem faworyzowała u mężczyzn o skłonnościach militarnych: siła fizyczna, odporność, pojemność płuc itp. oraz (paradoksalnie) mniejsza inteligencja? Inteligencja emocjonalna, oczywiście ;)

a Pani red. ADM nie zdążyła zauważyć, że nie tylko żadnej kobiety, ale i żadnego m ę ż c z y z n y od tamtej pory na Księżyc nie wysłano.... uważam, że Pani trochę za bardzo naciąga temacik ;)

uważam, że to powinno być przez autorkę opisane

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]