Pływaczki słyną z mocnych pleców. I często mają owłosione nogi, golone dopiero tuż przed zawodami, by poprawić tak zwaną hydrodynamikę. A w ich sypialniach czuć pot i chlor, choć określenie „krew, pot i łzy” pasowałoby tutaj równie dobrze.
Między innymi o tej cielesności i o sportowych reżymach pisze Lidia Yuknavitch we wspomnieniowej książce „Chronologia wody”, którą wydawnictwo Czarne właśnie wznowiło.
Okazją jest film pod tym samym tytułem, wyreżyserowany przez znaną amerykańską aktorkę Kristen Stewart – dobry przykład na to, że nawet literatura „wsobna”, wręcz obsesyjna w swoim wewnętrznym monologowaniu, może być przekładalna na język kina. Zwłaszcza gdy tak jak w tym przypadku, napisana została intensywnymi obrazami i naśladuje nieregularne rytmy pamięci. Jej tworzywem zaś są niezabliźnione, acz pisarsko świetnie pozszywane rany.
„Chronologia wody”: film, który trudno streścić
Wydaje się zrazu, że to adaptacja raczej swobodna, jako że powieść amerykańskiej pisarki zaczyna się od „martwego urodzenia”, a w filmie ten jeden z największych macierzyńskich koszmarów objawia się dopiero gdzieś w połowie. Nie ma to jednak większego znaczenia w przypadku fabuły meandrującej niczym tytułowa woda.
Dlatego Stewart rozpoczyna film bardzo impresyjnie, by następnie wejść w pozornie usystematyzowaną narrację. Zaczyna więc od dzieciństwa bohaterki, naznaczonego przez inną traumę. I tu łatwo odstraszyć potencjalnego widza lub czytelnika, albowiem „Chronologia wody” w suchym streszczeniu musi zabrzmieć niczym antologia dramatycznych doświadczeń.
Lecz zanim molestowana przez ojca mała Lidia przeistoczy się w samoświadomą pisarkę o nazwisku Yuknavitch, obejrzymy rozedrganą historię kobiecych podtopień i skoków na główkę – ale także oczyszczających zanurzeń i wyjść na ląd. Zobaczymy ową „zdolność do przeobrażania się niczym materiał organiczny pod wpływem zmiennych żywiołów”, jak pisała o sobie narratorka książki w tłumaczeniu Kai Gucio.
Stopniowe wychodzenie z traumy w filmie Stewart
Film Stewart, mimo poszarpanej struktury, płynnie podąża za tymi przeobrażeniami. Najpierw porywa nas strumień wspomnień z rodzinnego domu Lidii, ze zwyrodniałym ojcem, „daleką” matką i starszą siostrą (Thora Birch), która niczym bohaterka „Wartości sentymentalnej” do pewnego momentu próbuje chronić tę młodszą przed skrzywdzeniem. Trochę jak ta woda z basenu, dająca powierzchowne oczyszczenie, chwilową ucieczkę przed domowym chaosem tudzież obietnicę kariery pływackiej jako przepustki do wolności.
Ale „Chronologia wody” to nie tyle film o ciele poddawanym różnym formom przemocy – poszukującym samokontroli w sporcie, a potem zapomnienia w seksie i nadużywaniu różnych substancji. To opowieść, podobnie jak książkowy pierwowzór, w całości przepuszczona przez pamięć cielesną. Stąd film „naciąga mrokiem ciała”, poddaje to ciało uporczywej fragmentaryzacji i przygląda mu się pod lupą. Uwydatnia fakturę cienkiej skóry, przez którą widać wszystkie żyłki i nerwy.
Tu trzeba przyznać, że serwowana nam zza kadru literacka opowieść trochę narzuca sposób myślenia – i pisania – o tym filmie. Z ekranu, tak w obrazie, jak w czytanym komentarzu, sypią się gotowe metafory, które na kartach powieści uruchamiały wyobraźnię, podczas gdy dopełnione obrazem czasami brzmią cokolwiek tautologicznie.
Nie zmienia to faktu, że Stewart nad owym strumieniem świadomości i podświadomości potrafi zapanować, w czym bez wątpienia wielka zasługa jej montażystki, Olivii Neergaard-Holm, znanej nam z „Wybrańca” Alego Abbasiego czy z „Brzydkiej siostry” Emilie Blichfeldt. Przefiltrowane przez poharataną psychikę obrazy z przeszłości, w których rządzi nieusuwalny cień ojca, lecz także czysto kobieca „wściekłość i wrzask”, układają się w opowieść o stopniowym wychodzeniu z traumy.
Nie tylko Kim Gordon: obsada pełna niespodzianek
Zanim jednak to nastąpi, opowiada Stewart o dryfowaniu przez „życie z otwartą raną” i równie bolesnym procesie stawania się pisarką. Praca nad prozą Yuknavitch była ponoć formą autoterapii dla samej reżyserki, która odnalazła w książce sporą część siebie i przez osiem lat walczyła o znalezienie środków, by przenieść ją na ekran. Podobnie czuła wcielająca się w Lidię brytyjska aktorka Imogen Poots i trudno ukryć, że to w dużej mierze „jej” film, przywodzący na myśl najbardziej wrażliwe, cielesne kreacje Kate Winslet czy Florence Pugh.
Oddając swojej aktorce sto procent czasu ekranowego, reżyserka zrezygnowała z własnych aktorskich ambicji i całkowicie wycofała się poza kadr. Zresztą obsada tego filmu kryje parę niespodzianek, na przykład ważną dla rozwoju Lidii postać gra charyzmatyczna artystka Kim Gordon, znana z legendarnego zespołu Sonic Youth, nie mówiąc o Jimie Belushim, który wcielił się w Kena Keseya.
Autor „Lotu nad kukułczym gniazdem” i dawny guru kontrkultury był nie tylko nauczycielem kreatywnego pisania na Uniwersytecie Oregonu, dokąd – w życiu, w książce i na ekranie – trafiła Yuknavitch pod koniec lat osiemdziesiątych. Był także jej mentorem i, w najtrudniejszym momencie jej biografii, poniekąd figurą ojcowską, zważywszy na mocno zaburzoną relację pisarki z własnym ojcem.
Ten ostatni, grany na zimno przez Michaela Eppa, może się wydawać, zwłaszcza na tle innych bliskich Lidii bohaterów, postacią sztywną i papierową, jakby zastygłą w dwóch wymiarach. Co łatwo daje się wytłumaczyć chociażby wspomnianą pracą pamięci, mocno zniekształconej przez PTSD.
Kristen Stewart celuje w kino artystyczne
Stewart z żelazną konsekwencją odtwarza jej mechanizmy, toteż oglądając ten dwugodzinny film czasami trudno złapać oddech. Nieustanny przepływ zapętlonych w czasie hipersensualnych obrazów może powodować efekt przebodźcowania. Nakłada się na to niemniej intensywny pejzaż dźwiękowy, złożony z wewnętrznych głosów, przesterowanych dźwięków i wnikających pod skórę utworów muzycznych Paris Hurley.
Tak, debiutująca za kamerą aktorka wyraźnie celuje w kino wysokoartystyczne. „Chronologia wody” jest zresztą produkcją niezależną, acz firmowaną przez takie nazwiska, jak Ridley Scott, może więc sobie pozwolić na odpłynięcie w rejony dalekie od głównego nurtu. I jeśli nawet są to rejony filmowe skądś nam już znane, Kristen Stewart doskonale wyczuwa nie tylko swą rozchwianą bohaterkę i nadekspresyjną prozę Yuknavitch, ale i materię kina. Nawet gdy za bardzo się stara, żebyśmy zobaczyli w niej oczyszczający potencjał.
„CHRONOLOGIA WODY” („The Chronology of Water”) – reż. Kristen Stewart. Prod. Francja/Łotwa/Wielka Brytania/USA 2025. Dystryb. So FILMS. W kinach od 17 kwietnia.
Kristen Stewart aktorską sławę zdobyła dzięki wampirycznej sadze „Zmierzch”. Potem były role w takich filmach, jak „W drodze” (2012), „Sils Maria” (2014), „Spencer” (2012), „Irma Vep” (2022) czy „Love Lies Bleeding” (2024). „Chronologia wody” jest jej scenopisarskim i reżyserskim debiutem, który miał swą premierę na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















