„Love Lies Bleeding”: oby świat już nigdy nie wyglądał tak, jak w ejtisach

Bohaterki piją z tylu zatrutych studni, że efektem musi być melanż seksu, przemocy i czarnego humoru.
Czyta się kilka minut
Kristen Stewart (z lewej) oraz Katy O’Brian w filmie “Love Lies Bleeding.”, 2024 r. // Materiały prasowe Gutek Film
Kristen Stewart (z lewej) oraz Katy O’Brian w filmie “Love Lies Bleeding.”, 2024 r. // Materiały prasowe Gutek Film

Chociaż w popkulturze czy modzie wypada dziś stylizować się na lata 90., to nostalgia za ejtisami jest ciągle na fali. Czego dowodem niecierpliwe oczekiwanie na finałowy sezon serialu „Stranger Things” albo goszcząca obecnie w polskich kinach „MaXXXine”. Ich twórcy, bracia Dufferowie czy Ti West, mają osobiste powody, by mitologizować czy fetyszyzować tamten neonowy okres – właśnie w ejtisach przeżywali swoje wczesne dzieciństwo.

Urodzona w 1990 r. Rose Glass raczej nie mogła się załapać na boom wideo i „Dynastię”, modę na aerobik z Jane Fondą i mocno wywatowane ramiona tudzież początki MTV. Czasy, o których często mówi się, że były (a już na pewno w amerykańskiej polityce, ekonomii i show biznesie) epoką „na sterydach”, wychowana w Anglii reżyserka poznawała zatem z ekranu. I to już prędzej z DVD niż kultowych dziś VHS-ów. Ów dodatkowy filtr sprawa, że „Love Lies Bleeding” nie wyrasta z nostalgii, raczej z jadącej po bandzie retrostylizacji. A zarazem z krytycznego wywracania ówczesnych popkulturowych i obyczajowych schematów. Czy, nawiązując do tytułu, więcej w tym atrakcyjnego filmowego oszustwa i perwersyjnej miłości do kina sprzed prawie czterech dekad, czy może jednak historii miłosnej, która coś istotnego z nami robi? Wiele zależy od nastawienia do samej estetyki i otwartości na mniej konwencjonalną zabawę.

Dziewczyna, pistolet, a przede wszystkim masa mięśniowa, naoliwiona i jak strucla zasupłana – tak przedstawia się jeden z plakatów do filmu i taka właśnie ikonografia będzie nim rządzić. Nie przypadkiem akcja, osadzona w końcówce mitycznej dekady, rozpoczyna się na małomiasteczkowej siłowni w stanie Nowy Meksyk. Tam pracuje Lou (grana przez Kristen Stewart), tam poznaje młodą kulturystkę Jackie (Katy O'Brian), tam też wypracowuje się rzeźba lokalnych Schwarzeneggerów i Stallone'ów. Dobiegająca właśnie końca era Ronalda Reagana to przede wszystkim prężenie muskułów – w polityce międzynarodowej, gospodarce i również na ekranie. Ów kult siły, pomieszany z turbokonserwatywnymi wartościami i systemową drapieżnością, tworzy w „Love Lies Bleeding” mieszankę wyjątkowo obrzydliwą. Uosabia ją grany przez Eda Harrisa długowłosy ojciec Lou, właściciel między innymi lokalnej strzelnicy, gdzie zatrudnia się świeżo przybyła do miasteczka Jackie. To dziewczyna z zupełnie innego porządku – wagabundka z trudnym dzieciństwem i niebiałym pochodzeniem, która marzy o sukcesie na kulturystycznych mistrzostwach w Las Vegas. Natychmiast wpada w oko znużonej, noszącej w sobie mroczne sekrety Lou. W tle (choć właściwie to na pierwszym planie) trzeszczą pompowane mięśnie, połyskują igły z anabolikami, pulsuje elektroniczne brzmienie Clinta Mansella, migają kadry niczym z ówczesnych reklam. Przed nami ostry romans napędzany kobiecym – co wcale nie znaczy, że bardziej zrównoważonym – testosteronem.

Scenariusz, napisany przez Glass razem z pochodzącą z Polski Weroniką Tofilską (współreżyserką głośnego serialu „Reniferek”), opiera się w dużej mierze na ekscesie. Tak pokazana jest dzika namiętność między Lou i Jackie oraz ich wściekłość, kiedy szwagier tej pierwszej i przygodny kochanek drugiej po raz kolejny skatuje swoją żonę. W tym momencie dramat erotyczny przeistacza się w makabryczne czy wręcz eksploatacyjne kino kobiecej zemsty i ucieczki. W przeciwieństwie do młodszych filmowo „Thelmy i Louise” to nie ich samochód wyląduje zaraz w przepaści. Będą także inne fajerwerki, w tym gęsty klimat osaczenia rodem z kina neo noir, wizje niczym z body horroru czy ludzka miazga jak ze slashera klasy B. Oczywiście, wszystko z dużym przymrużeniem oka, bo przecież głównie o zabawę w tym chodzi. Podobnie jest z seksualnością. Będzie też zjadanie robaków, grzebanie palcem w otwartej ranie, słowem: iście lynchowska groteska.

Twórczyni „Saint Maud” traktuje to wszystko niczym dobrze znany i zgrany sztafaż, aby opowiedzieć historię, jaka w tamtych czasach w głównym nurcie amerykańskiej kina z pewnością by powstać nie mogła. Czyli lesbijskie love story napakowane coraz bardziej wystylizowaną i skomercjalizowaną wówczas przemocą. Daje przy tym popis realizacyjnej sprawności nie tylko imitacyjnej, bo wyrosłej raczej z kultury remiksu niż z sentymentalnych powrotów. I tak jak poprzedni film o nawiedzonej pielęgniarce paliatywnej, pomimo licznych inspiracji klasyką, okrzyknięto dziełem odnowicielskim dla współczesnego horroru, tak „Love Lies Bleeding” wydaje się wręcz bezwstydny w swoim pasożytnictwie. Autentyczna jest za to jego dzika filmowa energia, podobnie jak erotyczna chemia między postaciami odtwarzanymi przez Stewart i O'Brian. Zwłaszcza ta ostatnia aktorka, zaprawiona w kulturystyce i sztukach walki, przyciąga uwagę – i nie tyle swą seksualną cielesnością, ile raczej jej subwersywnym potraktowaniem na ekranie. 

Szarłat zwisły – polska nazwa tytułowej rośliny ogrodowej, brzmi zdecydowanie mniej sexy. I prędzej kojarzy się z krwistoczerwonym czy amarantowym kwiatostanem niż z pożywnym amarantusem (to ten sam gatunek), co dałoby się przełożyć też na thriller Glass. Na pierwszy rzut oka bardziej przegięty w formie niż wywrotowy w treści i dający sporo czysto kinowej frajdy, która ani na moment nie oklapnie. Jednakże bohaterki piją po drodze z tylu zatrutych studni, że efektem musi być melanż seksu, przemocy i czarnego humoru bardziej charakterystyczny dla ekstatyczno-dekadenckich lat 90. niż beztroskiego kina lat 80. Ów melanż ma działać detoksykacyjnie. Bowiem sprawdzona dynamika i rekwizytorium to jedno, i filtr, taki czy inny, zastosowany w innych rękach, mógłby pozostać wyłącznie filtrem. 

W filmie Glass przebija przez niego współczesna z ducha wrażliwość, czyli wyrażona niekontrolowaną rebelią troska o to, by świat już nigdy nie wyglądał tak, jak w ejtisach, chętnie fałszowanych przez dzisiejszych nostalgików. Może więc ta opowieść o pokonywaniu bezradności, o sile mięśni i łańcuchowo uruchomionej destrukcji, tym razem w arcykobiecym wydaniu, powstała nie tylko dla zabawy. A nawet jeśli, to całkiem sporo udaje się z tej pulpy wyrzeźbić. 

„LOVE LIES BLEEDING”-  reż. Rose Glass. Prod. Wielka Bytania/USA 2024. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 2 sierpnia. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Rzeźbienie w pulpie