Bykownia: cisza nad grobami

Odnalezienie szczątków Polaków w podkijowskiej Bykowni, gdzie od lat 30. poprzedniego stulecia czekiści dokonywali egzekucji, stało się w naszym kraju sensacją medialną. Tymczasem pierwszych ekshumacji w lasku pod stolicą Ukrainy, dokonywano jeszcze przed upadkiem ZSRR, w 1989 r. Wtedy też natknięto się na groby polskie. Prac zaprzestano, robotnikom kazano milczeć, a do Warszawy wieści o znalezisku dotarły dopiero kilka lat później. Prowadzone teraz ekshumacje pozwoliły na odnalezienie już 20 polskich mogił. Ofiary to najprawdopodobniej ludzie wciągnięci na tzw. listy katyńskie, liczące ponad 20 tys. osób. Ich ciała spoczęły m.in. w Katyniu, Charkowie, Miednoje... do dziś udało się ustalić miejsca pochówku 15 tys. osób. Gdzie jeszcze są ich groby? Przez lata świadkowie zbrodni milczeli. W latach 70. dla jej zatuszowania planowano nawet wybudować w Bykowni wielki dworzec autobusowy. Po stolicy chodziły opowieści o dzieciach grających tam w piłkę ludzkimi czaszkami.
Czyta się kilka minut

Na Ukrainie robi się o Bykowni głośno raz do roku, w maju, podczas uroczystości upamiętniającej ofiary. Juszczenko przyjeżdżał tu jeszcze jako polityk opozycji, mówiąc wiele o potrzebie badania przeszłości. Teraz jeździ jako prezydent i jako prezydent apeluje do narodu, by "szukał prawdy o własnej historii". Jednak naród tej prawdy nie szuka - wyłączając garstkę inteligencji - a i władza nie pomaga Ukraińcom w zrozumieniu czasów stalinowskich. Ukraiński odpowiednik IPN to wciąż instytucja wirtualna: Juszczenko dużo o niej mówi, ale mało dla niej robi. Poza tym nad Dnieprem wspominanie takich wydarzeń, jak masowe egzekucje czy wielki głód, do dziś wywołuje lęk. Po pierwsze, trauma wciąż jest olbrzymia. Po drugie, tych zbrodni dokonywał Związek Radziecki: wśród niektórych Ukraińców, szczególnie z rosyjskimi korzeniami, budzi obawę przed posądzeniem o współodpowiedzialność. Gdyby na Ukrainie było więcej woli do poznawania własnej historii, zyskaliby także Polacy. Wielu czeka na informację, gdzie spoczęli ich bliscy, by móc udać się na grób. Bykownia to nie jedyne takie miejsce.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 34/2006