Reklama

Burza nad Koreą

Burza nad Koreą

03.05.2017
Czyta się kilka minut
Obrazą w Azji jest powiedzieć komuś: „Obyś żył w ciekawych czasach!”. Koreańczycy wierzą, że właśnie w takim momencie przyszło im żyć – korespondencja z Seulu.
Kandydaci na prezydenta Korei Południowej. Od lewej: Ahn Cheol-soo, Hong Joon-pyo i Moon Jae-in. Fot: AP Photo/Lee Jin-man
C

Cały świat z zapartym tchem obserwuje kolejne etapy eskalacji napięcia na Półwyspie Koreańskim. Ale w samej Korei Południowej wojna jest „tylko” jednym z wielu tematów zażartych debat.

Podniesiony z dnia morskiego prom „Sewol”, który w 2014 r. zabrał ze sobą w głębiny Morza Żółtego ponad 300 ludzi, obecnie poddany jest badaniom, które mają na celu ujawnić szczegóły tragedii – wtedy, trzy lata temu, wstrząsnęła ona społeczeństwem, a skutki (także politcyzne) tego wstrząsu trwają do dziś. Wciąż wiele rodzin ofiar czeka na ciała swoich bliskich, a ludzie domagają się sprawiedliwości.

Skrajne emocje wzbudza też w Korei proces odwołanej niedawno pani prezydent Park Geun-hye (grozi jej nawet 10 lat więzienia), jej przyjaciółki Choi Soon-sil oraz „księcia Samsunga” Jay Lee Younga. W centrum Seulu swoje „miasteczka protestacyjne” rozbili zarówno zwolennicy ukarania byłej już pani prezydent, jak też jej obrońcy.

Licytacja na obietnice

Ale najczęściej bodaj komentowana jest obecnie jednak kwestia przyspieszonych wyborów prezydenckich, które odbędą się już we wtorek 9 maja – i nadchodzących zmian, z nimi związanych.

Wszystko wskazuje na to, że konserwatywna strona całkowicie straciła zaufanie Koreańczyków. Według niektórych badań tzw. progresywni kandydaci mogą zdobyć w tych wyborach aż 80 proc. głosów. Decydująca walka rozegra się między dwoma politykami liberalnymi – przedstawicielem Partii Demokratycznej Moon Jae-inem oraz Ahn Cheol-soo z Partii Ludowej. Według badań „Gallup Korea”, ten pierwszy ma dziś aż 16-procentową przewagę. I to właśnie wygrana Moon Jae-ina będzie oznaczała większe zmiany w polityce Korei Południowej.

W debacie prezydenckiej Yoo Seong-min (ekonomista i kandydat Partii Prawa, założonej przez występującą przeciwko pani Park frakcji rządzącej Partii Saenuri) punktował nierealny – jego zdaniem – program gospodarczy Moon Jae-ina. Krótko mówiąc, kandydat Partii Demokratycznej obiecuje po prostu zlikwidować bezrobocie. A zamierza to zrobić poprzez stworzenie ponad 1,3 miliona miejsc pracy, w tym pół miliona w samym sektorze publicznym! Twierdzi on bowiem, że w kraju brakuje policjantów, strażaków, nauczycieli... Do tego chce zmniejszyć liczbę obowiązkowych godzin pracy.

Jak słabnąca ekonomicznie Korea ma to udźwignąć? Na to nie ma już jasnej odwiedzi. Cóż, wybory nie wygrywają zazwyczaj osoby najbardziej wykwalifikowane – ceniony nawet przez swoich przeciwników, wspomniany ekonomista Yoo Seong-min, nie zbiera w sondażach więcej niż 6 proc. poparcia.

W cieniu atomu i USA

Konserwatyści nie mogą także wybaczyć Moon Jae-inowi, że jest spadkobiercą tzw. „słonecznej polityki”, która miała doprowadzić do ocieplenia kontaktów pomiędzy oboma Koreami. 64-letni polityk, którego rodzice pochodzą z Północy, pracował w administracji liberalnego prezydenta Roh Moo-hyun (2003-2008), którego rządy utonęły w aferach korupcyjnych i doniesieniach o pierwszej próbie nuklearnej, przeprowadzonej przez KRLD w 2006 r. Z powody ostrej krytyki i publicznej nagonki, Roh popełnił w 2009 r. samobójstwo.

Koreańska prawica zarzuca Moon Jae-inowi, że gdy był szefem kancelarii zmarłego prezydenta, wysyłał do KRLD „absurdalne sumy pieniędzy”, co doprowadziło do rozwinięcia projektu zbrojeń nuklearnych przez groźnego sąsiada. Ale, o dziwo, straszenie Koreą Północną nie przyniosło jednak żadnego skutku – i ostatnio z debaty na debatę Moon Jae-in tylko urósł w siłę.

Wszystko za sprawą rosnących nastrojów antyamerykańskich w Korei.

Najpierw swoje oddanie Ameryce zadeklarowali poplecznicy byłej prezydent Park, którzy zaczęli protestować pod amerykańską flagą. Spotkało się to z ostrymi komentarzami drugiej strony politycznej barykady, która nie bała się mówić nawet o „zdradzie narodu”.

Amerykańska antyrakietowa instalacja („tarcza”) obronna THAAD – Terminal High Altitude Area Defense, która ma bronić Koreańczyków z Południa przed rakietami z Północy – rozgrzewa do czerwoności wszystkie strony tego międzynarodowego konfliktu. Zwłaszcza, że Chiny – krytykujące ostro budowę THAAD – nałożyły z tego powodu dotkliwe sankcje na Koreę Południową, blokując import koreańskiej popkultury i zatrzymując własnych turystów przed wizytą w „Kraju Spokojnego Poranka” (jak nazywa się Koreę Południową). Pomimo że THAAD stworzony został do celów obronnych, Chiny obawiają się, że jego anty-rakiety mają mieć daleki zasięg. Mocarstwa prężą muskuły...

Protesty przeciw THAAD

Całej sprawie nie pomagają prowokacyjne komentarze prezydenta Trumpa, który po spotkaniu na Florydzie z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem oznajmił, że „Korea była kiedyś częścią Chin”... Zaś ostatnio wymsknęło mu się, że Korea „powinna za THAAD zapłacić miliard dolarów”. Choć administracja USA uspokoiła Koreańczyków, to poparcie dla systemu antyrakietowego pęka w oczach. Już ponad połowa społeczeństwa jest jemu przeciwna.

W ostatnich dniach przejazd instalacji THAAD ochraniać musiało 8 tys. policjantów, a Koreańczycy protestowali pod transparentami takimi jak „Czy jesteście przyjaciółmi czy okupantami?”. Nie jest dziś odosobniony w Korei pogląd, że cały dzisiejszy konflikt na Półwyspie jest jedynie amerykańską grą, która ma zapewnić im oraz ich systemowi legitymizację pobytu w Republice Korei.

Moon Jae-in, dobrze wyczuwając nastroje, oskarża USA o zbyt dużą samowolę w polityce wobec Północy i zapowiada ponowne „przeanalizowanie” kwestii THAAD po dojściu do władzy. Zapewnia, że chce prowadzić politykę, która będzie służyła interesom Korei, a nie żadnym zagranicznym mocarstwom.

Trybut za spokój?

Ostatnią szansą Ahn Cheol-soo, kandydata Partii Ludowej, jest otrzymanie głosów od dwóch kandydatów Hong Joon-pyo i Yoo Seong-mina, którzy rozważają taki krok w „imię większego dobra”. Podobna sytuacja miała miejsce w 1992 r., kiedy to po władzę sięgnął Kim Young-sam. W Korei drugiej tury nie będzie, więc jest to prawdopodobnie jedyna jeszcze szansa dla Ahn Cheol-soo. Jednak mało prawdopodobne, aby taki scenariusz się powtórzył – kandydatów zbyt wiele dzieli. Bardzo możliwe, że nowym prezydentem kraju zostanie więc Moon Jae-in.

Wysokie obietnice socjalne, rozbudzenie nadziei zjednoczeniowych i podnoszenie amerykańskich resentymentów – wszystko to działa obecnie na korzyść Moon Jae-ina. Jeśli wygra, być może złagodzi swoje stanowisko wobec Ameryki, ale jednocześnie wiele wskazuje na jego zainteresowanie zbliżeniem z Koreą Północną. Jeszcze w 2011 r. wyrażał poparcie dla projektu zjednoczenia Półwyspu na zasadzie federacji – projekt ten zaproponowała po raz pierwszy Północ, już w latach 60. XX wieku.

Z pewnością wróci też zakrojona na szeroką skalę pomoc dla KRLD, którą złośliwi będą nazywać trybutem za względny spokój. Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenie, ta polityka może okazać się jednak krótkowzroczna.

Koreańczycy na swoje nieszczęście żyją w ciekawych czasach. 

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]