Jeśli kogoś można nazwać mistrzem ekranowego gawędziarstwa, to jest nim Richard Linklater. Twórca trylogii zapoczątkowanej „Przed wschodem słońca” potrafi tworzyć żywe kino z bardzo wielu słów i nie przeszkadzają mu w tym nawet najbardziej kameralne ramy.
Tak jak w filmie najnowszym, gdzie jeden marcowy wieczór z 1943 roku, zamknięty w nowojorskiej restauracji, skupia w sobie całą historię pewnego człowieka. Jego piosenki – „Manhattan”, „My Blue Valentine” czy tę z tytułu filmu – nucił cały świat. Dlaczego więc największy poeta amerykańskiego teatru muzycznego swoich czasów, uchodzący za duszę towarzystwa, był jednocześnie najsmutniejszą osobą na sali?
Lorenz Hart: zapomniany autor musicali, alkoholizm i samotność po wielkim sukcesie
Lorenz Hart, bo o nim mowa, tworzył z kompozytorem Richardem Rodgersem duet doskonały, lecz kiedy poznajemy Larry`ego w „Blue Moon”, lata świetności ma za sobą. Urwał się właśnie z premiery musicalu „Oklahoma!”, przy którym go nie zatrudniono, toteż jego zjadliwe uwagi przy barze brzmią niczym utyskiwania bajkowego lisa na kwaśne winogrona.
Wydaje się, że odkąd przestał być pisarską gwiazdą, pozostało mu już tylko „kręcenie frazą”, czyli grube żarty, cienkie riposty albo rozwlekłe monologi – raczy nimi na okrągło barmana, młodego pianistę w mundurze czy przypadkowych klientów. I nawet kiedy biorąc do ręki kolejną szklaneczkę whisky powie z finezją, że „mierzy bursztyn w dłoni”, nie mamy wątpliwości: Larry jest alkoholikiem, który właśnie topi swój wielki talent i resztki wiarygodności.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Za chwilę ekipa słynnego musicalu zbiegnie się na bankiet, by opijać swój gigantyczny sukces.
Będzie fetowany przez wszystkich Rodgers (w tej roli nagrodzony na Berlinale Andrew Scott) i bystra studentka scenografii Elizabeth (Margaret Qualley), w której główny bohater się podkochuje (choć w środowisku krążą plotki, że tak naprawdę jest gejem). I rozpaczliwie próbuje wrócić do gry - ale czy może być coś smutniejszego niż narzucający się wszystkim przebrzmiały geniusz?
Ethan Hawke jako Lorenz Hart – rola życia i szósta współpraca z Linklaterem
Poruszająco wypada w tej roli Ethan Hawke i to już jego szósta współpraca z Linklaterem, po wspomnianej trylogii oraz filmach „Taśma” i „Boyhood”.
Amerykański reżyser tak bardzo pragnął znów mieć w obsadzie swojego ulubieńca, że nawet jego całkowite niepodobieństwo do prawdziwego Lorenza Harta udało się przeskoczyć – aktor występuje tu z mało twarzowym zaczesem, a jego wzrost został optycznie pomniejszony o dwadzieścia sześć centymetrów.
Ale raczej nie za te fizyczne przeobrażenia doczekał się nominacji do Oscara.
Już prędzej za błyskotliwy słowotok w wykonaniu zgorzkniałego, raptem czterdziestosiedmioletniego „starca”, ciągle mieszkającego z matką. Za połączenie satyryka z romantycznym satyrem. Za erotomana gawędziarza i erotomana słuchacza w jednym. Zdegradowany bohater Hawke`a, niegdyś twarz z okładki magazynu „Time”, bywa prowokacyjny i nieznośny, widać w nim jednak postać tragiczną.
Jego samotna sylwetka, zobaczona zza barowej szyby bądź moknąca w deszczu gdzieś na Manhattanie, mogłaby zainspirować Edwarda Hoppera.
„Blue Moon”: listy Elizabeth Weiland, niespełnienie i melancholia amerykańskiego snu
Kanwą scenariusza Roberta Kaplowa, także nominowanego do Oscara, są listy, jakie autentyczna Elizabeth Weiland pisała do Larry`ego i „Blue Moon” bardziej skupia się na tej osobliwej relacji niż na homoseksualizmie bohatera. To pewnie ukłon w stronę czasów, kiedy nawet będąc częścią barwnego show biznesu bezpieczniej było siedzieć w szafie.
Zwłaszcza, gdy było się mężczyzną pełnym lęków i kompleksów, odgrywającym do końca swoją rolę bon vivanta. Dzięki tym niedopowiedzeniom łatwiej też zrozumieć samotność Larry`ego. Tym większą, że to on poniekąd stworzył Rodgersa i po fali wspólnych sukcesów, gdy nastąpił w życiu Harta alkoholowy zjazd, doszło do odwrócenia ról.

Zanurzony w gęstej atmosferze miejsca i czasu, otulony fortepianowym jazzem, film Linklatera każe wsłuchać się na nowo w sentymentalne teksty znanych piosenek - jako świadectwo głęboko skrywanego niespełnienia.
„BLUE MOON” – reż. Richard Linklater. Prod. USA/Irlandia 2025. Prime Video, Player, polsat box, CANAL+ VoD, Rakuten TV, Play Now.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















