Blaski i cienie prezydenta Forda

Gerald R. Ford jr był najdłużej żyjącym w historii prezydentem USA. Przeżył 93 lata, w czasie których zdążył wziąć udział w walkach z Japończykami na Pacyfiku. Do Izby Reprezentantów wybierano go trzynastokrotnie, był przywódcą mniejszości republikańskiej w tej Izbie, a 38. prezydentem Stanów Zjednoczonych został trochę z przypadku. Gdy urzędujący wiceprezydent Spiro T. Agnew musiał ustąpić ze stanowiska w wyniku skandalu łapówkarskiego, prezydent Nixon wskazał Forda jako wiceprezydenta, by wkrótce samemu ustąpić w rezultacie afery Watergate. Był to jedyny przypadek, gdy prezydentem USA został ktoś nie z wyboru, lecz z nominacji. Urząd sprawował zaledwie przez dwa i pół roku (1974-1977), a walkę o następną kadencję przegrał z Jimmy Carterem głównie dlatego, że ułaskawił Nixona za ,,wszelkie naruszenie prawa, jakich mógł się dopuścić w czasie sprawowania urzędu". Po latach nie tylko mu wybaczono, ale uznano akt łaski za czyn słuszny i odważny.
Czyta się kilka minut

Dziś Gerald Ford jest oceniany bardzo pozytywnie, szczególnie za reprezentowanie wysokich standardów moralnych. Dodajmy, że zdołał zgromadzić wokół siebie takich ludzi jak Henry Kissinger, James Schlesinger, Donald Rumsfeld, późniejszy prezydent George Bush (senior) czy wreszcie obecny wiceprezydent Dick Cheney. Dbał o dialog z ZSRR, a równocześnie starał się sprawiać wrażenie twardego wobec komunizmu. Wyraźnym potknięciem była jego pokrętna wypowiedź (uznana oficjalnie za przejęzyczenie): ,,nie sądzę, aby Polacy czuli się zdominowani przez ZSRR". Usiłowano potem tłumaczyć, że prezydent miał na myśli, iż Polacy owej dominacji nie uznają i czują się niezależni. Gorzej, że oportunistycznie zinterpretował podpisany w Helsinkach akt końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Sam ,,akt końcowy" wraz z tzw. trzecim koszykiem, gdzie mowa o prawach człowieka, był ustępstwem ze strony sowieckiej, cóż jednak z tego, jeśli Ford zadowolił się poprawą stosunków na płaszczyźnie międzyrządowej, nie interesując się polityką wewnętrzną państw komunistycznych. I tak np. administracja amerykańska zaoferowała znaczną pulę miesięcznych stypendiów dla Polaków, ale uznawała za coś normalnego, że stypendystów wyznaczały odpowiednie wydziały KC PZPR.

Przełom nastąpił dopiero gdy Jimmy Carter (niewątpliwie pod wpływem swego najbliższego doradcy Zbigniewa Brzezińskiego) zaczął na serio traktować poszanowanie praw człowieka, włączając je do obrotu w stosunkach międzynarodowych. Pierwszym krokiem w przykładowej kwestii stypendiów było ustalenie, że co prawda połowę stypendystów wyznacza po staremu partia, ale połowę administracja amerykańska, która sięgnęła po polskich opozycjonistów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01/2007