Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Biskupi, nie lękajcie się!

Biskupi, nie lękajcie się!

21.05.2018
Czyta się kilka minut
Czterdzieści lat żyję w Kościele, który nauczył mnie nie potrzebować biskupa.
FOT. GRAŻYNA MAKARA
A

A gdyby tak pod otoczoną dziś zasiekami świątynię polskiej demokracji przyszedł ktoś i stanął – w koloratce, z biskupim krzyżem na piersi, nie wcześniej umawiany i przepuszczany, ale właśnie niewpuszczany do okupowanego przez rządzących Sejmu, jak jego bracia i siostry? Gdyby przychodził tak codziennie, na chwilę, by postać, pomodlić się za tych kilka rodzin, które od tygodni w dramatycznych warunkach próbują wydrzeć państwu (nieważne, przez kogo rządzonemu) swoją godność? Gdyby zechcieli go wpuścić – gdyby posiedział z nimi chwilę na tej podłodze, dał im odczuć, że jest cały dla nich...

Miesiąc temu internet obiegło sprawozdanie z posiedzenia rady parafialnej w Tarnowskich Górach, w którym zapisano, że co do kościelnego stosunku do osób rozwiedzionych w kolejnych związkach, to „czekamy na potwierdzenie nauki Ojca Św. przez Episkopat Polski”. Może swoją obecnością na Wiejskiej ten ktoś potwierdziłby więc polskim „spoconym mężczyznom w pogoni za władzą” inny wątek nauczania Franciszka (choć te niezwiązane z seksem czy bioetyką zwykle są dla polskiej publiczności mniej interesujące) – że „polityka to jedna z najwyższych form miłości miłosiernej”. Pokazałby popękanemu jak ziemia po suszy polskiemu społeczeństwu, jak absurdalne są nasze podziały na lewaków i prawaków, skoro w tej akurat sprawie Jezus Chrystus i Jacek Kuroń („Drugi człowiek, przede wszystkim słaby i krzywdzony, jest w duchowości lewicy przeżywany jako sacrum”) mówią jednym głosem.

Boże, jak ja tęsknię za takim biskupem... Tak, cieszę się z tego, że do protestujących wybrał się kard. Kazimierz Nycz, że – jak już pisałem – pełen bzdur wywiad abp. Henryka Hosera został „przykryty” częściowo przez wywiad bp. Wiesława Szlachetki. Ale tu trzeba jeszcze czegoś więcej: nie biskupiej publicystyki, nie tylko „bywania”, ale pokazania, że się z nimi jest. Jestem głęboko przekonany, że jeden biskup, mówiący wprost: „Jestem tu dlatego, że tu są moi ludzie, i że jest im ciężko”, zrobiłby dla zatrzymania laicyzacji w Polsce więcej niż sto piętnaście wymyślonych za kurialnymi biurkami programów duszpasterskich, sto jeremiad w katolickich mediach oraz piętnaście konferencji.

Znam osobiście kilkunastu polskich biskupów. To dobrzy, wierzący księża, spowiadałbym się u nich, chrzcił i bierzmował dzieci, powtórzę: księżmi są wspaniałymi. Pytam ich jednak, gdy tylko jest okazja: gdzie wy – liderzy wspólnoty, jej elita – byliście, gdy wdowy po ofiarach katastrofy smoleńskiej ze łzami w oczach błagały, by nie wyciągać z grobów zwłok ich najbliższych? Jasne, są rodziny, które zgodziły się na ekshumację, tych moje pytanie nie dotyczy. Ale czy dla człowieka, który zna przecież Ewangelię pięćset razy lepiej ode mnie, czysta polityka w wydaniu prokuratury naprawdę może znaczyć więcej niż łzy bezsilnej wdowy? Wobec kogo macie pierwszą powinność: wobec państwa czy cierpiących z jego powodu ludzi? Gdybyście powiedzieli jasno non possumus, władza nie ośmieliłaby się z wami zadrzeć. Słyszę teraz od jednej ze wspomnianych wdów: „Zawiodłam się, nie wybaczę, nikt mnie nie obronił, co uzyskaliście w zamian? Ilu ministrów na jakiej pielgrzymce? Maturę z religii? Dotacje na remont ilu budynków? Zwrot jakiej nieruchomości?”.

Czterdzieści lat żyję w Kościele, który nauczył mnie nie potrzebować biskupa. Uczono mnie, że to ojciec. Tyle że – akurat tam, gdzie przychodzi mi mieszkać – ojca ciągle nie ma. Jest na obchodach. Jest na wizytacji z parafialnym aktywem (któż inny przychodzi na wizytacje?). Ma spotkanie w seminarium, komisję z rządem, obrady Episkopatu. Abstrahując od moich prywatnych relacji z paroma hierarchami, ja jako katolik od trzech dekad uczęszczający do kościoła średnio ze cztery razy w tygodniu (czyli: nadprogramowy dewot) miałem w nim z lokalnym biskupem (a mieszkałem w czterech diecezjach) kontakt w sumie może siedem razy. Trzydzieści lat przeżyłem nauczony, że zasadniczo ojciec ma ważniejsze niż ja sprawy. Że raz na parę miesięcy, wraz z kolegami, napisze do mnie zbiorczy list o tym, co on uważa za moje problemy, zwykle doskonale niepokrywające się z problemami, którymi ja żyję. Wiele razy robiłem już tę sondę, zrobiłem ją i teraz, na potrzeby tego tekstu: obdzwoniłem kilkudziesięciu znajomych, pytając, jak nazywa się ich diecezjalny biskup. Prawidłowo odpowiada zwykle 15 do 20 proc.

Jasne, że są biskupi, którzy naprawdę nie są nad ludźmi, lecz z ludźmi. Ja też nikogo nie atakuję, naprawdę. Potraktujcie to, drodzy Księża Biskupi, jako wyraz szczerej, niekokieteryjnej tęsknoty. Mam wrażenie, że pracujecie, jak umiecie, ale jako Episkopat w pojęciu zbyt wielu Polaków jesteście dziś częścią systemu sprawowania nad nimi władzy. Myślą, że Episkopat mieści się po prostu na innym niż rząd piętrze tego samego gmachu z szyldem „Centrum Zarządzania Prostym Ludem”. Politycy schrzanili wszystko, zbrukali wszystkie pojęcia i społeczne świętości. Nikt poza Wami nie ma już takiej mocy, by pokazać, że władza jest służbą. Że dbanie o wspólnotę to bycie zawsze z biednym. Wiem, że użeracie się z księżmi, tyracie na wizytacjach, rozwiązujecie tryliardy problemów, którymi zawalają Was ludzie, pamiętajcie jednak proszę, że największym problemem są ci, którzy z żadnym problemem już się do Was nie zgłoszą, którzy przestali Was do czegokolwiek potrzebować. Te kilkanaście milionów – jeśli wierzyć badaniom ISKK – zagubionych owiec.

Parę razy w życiu słyszałem od moich pasterzy, że się boją. Nie tylko o kogoś, ale kogoś. Przyznawali, że mówią czasem „naokoło”, bo może kogoś urażą; że co będzie, „jak Rydzyk o mnie coś powie, a przecież ludzie z tej partii to tak samo moja owczarnia”. Nie umiem rzecz jasna rozwiązać takich dylematów. Ale sam dość późno, jakoś po czterdziestce, odkryłem, że nie jestem stuzłotówką, więc naprawdę nie każdemu będę się w życiu podobał. Myślę też, że nikt nie oczekuje dziś od biskupa deklaracji politycznej. Wielu oczekuje zaś, że głowa (lokalnego) Kościoła przemówi gromko, dobitnie, nie tańcząc na palcach, by nie obudzić olbrzyma państwowej władzy. Językiem znaku, Ewangelii. Znaku, bo wyświechtane na wszystkie strony słowa nie mają już dziś żadnej mocy, jeśli nie idzie za nimi ewangelizacja na poziomie znaku właśnie: na poziomie bandaża, przytulenia, wsparcia, oddania swojego czasu i krwi. I naprawdę nie bójcie się: jeśli tam pójdziecie, nie zostaniecie sami. My pójdziemy za Wami. A jeśli okaże się, że jesteśmy jednak w mniejszości? Cóż, frekwencja pod krzyżem bywa nieimponująca.©

Autor artykułu

FOT. GRAŻYNA MAKARA
Polski dziennikarz, publicysta, pisarz, dwukrotny laureat nagrody Grand Press. Po raz pierwszy w 2006 roku w kategorii wywiad i w 2007 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. Na koncie...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Egzaltacja, Laktacja i co tam jeszcze, czyli i te pe i te de, jak zwykł pisać Edward. A gdyby to była prowokacji ze strony pani Iwony, to co by pan napisał? A gdyby biskupi posłuchali pana rad i ustawili się w kolejce do pani Iwony to jakby to wyglądało? Postuluje pan marriage polityki i religii?

naszym polskim, gorzkim i dwuznacznym katolicyzmem. Kolejka biskupów do pani Iwony, że źle by wyglądała? A ściubienie i reglamentacja świadczeń osobom z niepełnosprawnością to niby dobrze wygląda? Z ewentualną prowokacją pani Iwony nie ma problemu, tak jak go nie ma z prowokacyjnymi i żenującymi wypowiedziami polityków PiS, które miały miejsce. Szanowny Pan uderza w fałszywe tony :)

z "ewentualną prowokacją pani Iwony", ale z kolejką biskupów do tejże (jeśli prowokatorka) już tak. Troszkę niekonsekwentnie, jakby ... panie kolego )

że, okazując miłosierdzie, zawsze istnieje ryzyko, że beneficjent jest oszustem. Chrześcijanin okazuje je mimo to, tym bardziej biskup. To jaki tu problem? Pozwolę sobie zakończyć tę rozmowę. Pozdrawiam Szanownego Pana.

Nie okazujmy miłosierdzia "w ciemno"

A jakie znaki szczególne mają ci którym możemy okazać miłosierdzie? Kto ich wyznacza? Jakaś komisja przez prezesa powołana? Czy przez biskupów? Wracając do tematu felietonu Pana Hołowni, to ja byłbym uspokojony gdyby do tych biednych rodziców nawet najniższego stopnia wikariusz zaglądał pytając o zdrowie.

To z kolei mogłoby się nie spodobać któremuś z biskupów.

Przede wszystkim nadbiskupowi i nadpurpuratowi z Torunia. Jak nic zeszmaciłby w swych niezależnych, katolickich mediach takiego odważnego. Myślę, że nawet wtedy , gdyb był to sam Franciszek - Papież.

Kulturalna i mądra odpowiedź na, no nie wiem jak to nazwać, może delikatnie , na mało kulturalną i niezbyt mądrą wypowiedź

ale bądźcie roztropni jak węże. Wokół zaniedbań państwa wobec potrzeb ludzi niepełnosprawnych(zaniedbań trwających dłużej niż 2 lata rządów pisowskich), narosła już tak głośna polityczna wrzawa, że trudno iść do tych ludzi z jakąś pomocą, nie wdepnąwszy po drodze w jakieś polityczne g...o. Ostrożnie...

Panie, oni siedzą w tym po same uszy, od lat.

Pan Redaktor 40, ja jeszcze dłużej żyję w kraju, w którym biskup jest od spacerów po czerwonych chodnikach, od wyciągania dłoni do pocałowania, od przyprawiania proboszczów i katechetek o palpitacje serca. Jeśli dzisiaj ledwie jeden z nich i to emeryt ma na tyle rozumu i odwagi, by głośno przeciwstawić się hucpie uprawianej przez pisowską władzę, to sam ten fakt obnaża mizerię tego janopawłowego dziedzictwa. ✚✚✚ Moim zdaniem polscy biskupi tak w pychę po śmierci JP II i po doświadczeniu przytulnych umizgów ze strony każdej kolejnej władzy w Polsce popadli, że najzwyczajniej w świecie im odbiło. Dodatkowo ani oni Watykanem, ani Watykan nimi się najwyraźniej nie przejmują i nie interesują - no i jest jak jest, totalne bezhołowie i samowolka, jazda po bandzie - i cały czas w dół. ✚✚✚ Pan Redaktor się kryguje i certoli z biskupami - a ja mogę to powiedzieć wprost, jak powinno być powiedziane: wstydu pan nie ma, panie Hoser, i za grosz poczucia przyzwoitości - a na miano biskupa nie zasługuje. ✚✚✚ Tymi zdemolowanymi przez pychę i głupotę ludźmi trzeba potrząsnąć, zresztą dla ich własnego dobra. Po skandalach księżo-pedofilskich w Chile media donoszą o takiej reakcji owieczek: "Nieznani sprawcy obrzucili trzema koktajlami Mołotowa kościół katolicki w chilijskiej miejscowości Conchalí. Na miejscu pozostawili afisz krytykujący nadużycia seksualne duchownych. Napis na pozostawionym afiszu głosi: "Podnieśmy bunt! Świnie-gwałciciele! Nie chcemy waszych kazań!". Ten cytat polskim biskupom, specjalistom od obrzydliwych kazań dedykuję. Biskupi, lękajcie się.

Załóżmy że rzeczywiście są "ludzcy" biskupi, którzy chcą dobrze i Ewangelia dla nich jest ważna. Coś dziwnego, nienazwanego, niewidzialnego z zewnątrz, jakaś przeogromna siła musi istnieć, która tak powstrzymuje ich przed mówieniem i działaniem...

No właśnie. Są, czy ich nie ma? W tej dziwnie zakamuflowanej i nieprzejrzystej , także finansowo, majątkowo organizacji trudno dociec czy są , czy udają, że są? Jeśli są to gdzie? Dotychczas słychać od czasu do czasu jednego, Pieronka - emeryta. Może już przestał się bać, bo emeryt?

szkoda ze Pan Szymon nie skonczyl seminariom bylby bowiem najlepszym biskupem calej Polski a moze nawet i Europy razem wzietej. Gdyby spojrzal na to wszystko z calkiem drugiej strony albo sie wcielil w postac np Bp Marksa to wowczas wiedzial by co dokladnie doradzic wszystkim naszym Sz Biskupom , bo najlepiej spogladac z boku i krytykowyc . Ciekawe czy wystaiplby przeciw Krolowi jak Sw Stanislaw Bp.?

może i dla kogoś ciekawe, ale zupełnie nie na temat - zaś usprawiedliwianie skandalicznego zachowania biskupów jakoby do ich funkcji nieodłącznie przypisanym tchórzostwem jest po prostu niemądre, delikatnie mówiąc

co nalezy do Cezara ,a Bogu co nalezy do Boga" nie oznacza definitywnie ze kazdy Biskup musi najpierw pomyslec o Cezarze zanim pokloni sie Swemu Bogu. U Biskupa wiec najpierw zawsze na pierwszym miejscu musi byc BOG A potem ewentualnie jakis tam cezar. Jezeli zas odwrocimy sytuacje to bedzie to biskupstwo wstecz ale o bardzo wiele wiekow ,oby nie z amen.

z tym bogiem i cezarem to Szanowny Pan kompletnie odfrunął poza margines zdrowego rozsądku i logiki

Usmialam sie serdecznie. Bo co tu odpowiadac. Zdecydowanie polski klerykalizm okaleczyl umysly.

że głupota śmieje się ustami, a mądrość sercem... A "serdeczne uśmianie się" po której stronie się mieści?

„Nadprogramowy dewot” To jest dobre określenie. Ja tam chodzę tylko w niedziele i święta, zaglądam tam turystycznie także w tygodniu, gdy odwiedzam miejsca jeszcze mi nieznane jako turysta. W zasadzie mógłbym chodzić częściej, ale mam wystarczająco własnych spraw do ogarnięcia. Pewnie powinienem czuć potrzebę działania, gdy widzę, że mój proboszcz bierze się za budowę groty, zamiast robić dach, który przecieka na kościele. Bardzo cenię sobie nie wtrącanie się w moje sprawy, więc i ten cieknący dach muszę uznać za nie mój problem. Tacy nadprogramowi, nadgorliwcy, są gorsi niż zaraza, jak to mówi porzekadło. Wydaje się im, że są lepsi, wiedzą i robią wszystko lepiej. W wywiadzie dla telewizji, nie pamiętam już jakiej, jakieś dwa lata temu biskup Michalik na zakończenie powiada - Kościół trzyma z biednym ludem. Mówiąc Kościół, z wcześniejszego kontekstu wypowiedzi, wynikało - my biskupi. Ja tam uczony jestem, że Kościołem jesteśmy my wierni, a pomazańcy są naszymi sługami. Tak już bywa, że im ktoś więcej mówi o ubóstwie, lubuje się w luksusach, publicznie gardzi pedałami, sam miewa poważne z tym problemy. To dotyczy wszystkich dziedzin. Najlepiej zaobserwować to na przykładzie polityków w ich epatowaniu patriotyzmem. Niedawno czytałem na łamach tygodnika o dostępie do kapłaństwa osób niepełnosprawnych, ten artykuł wiele wyjaśnią jaki jest stosunek hierarchii do tematu. Suma summarum i tak chodzi o kasę i splendor, a ten chodzi pod rękę z władzą. Tak było zawsze i tego nic nie zmieni, więc próżne to całe pisanie.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]