Reklama

Białoruś: pusty plac po demonstracji

Białoruś: pusty plac po demonstracji

20.12.2010
Czyta się kilka minut
Wynik wyborów prezydenckich na Białorusi nikogo nie mógł zaskoczyć: zwyciężył Aleksander Łukaszenka. Satrapa (rządzący Białorusią nieprzerwanie od 1994 r.) odniósł już czwarte z rzędu, jak sam lubi mawiać, "eleganckie zwycięstwo". Eleganckie, to znaczy wygrana w pierwszej turze, z dużą przewagą głosów (Centralna Komisja Wyborcza podaje, że Łukaszenka otrzymał 79.67 procent głosów).
Białoruś, urna wyborcza /fot. charter97.org
Z

Zaskoczyła za to skala powyborczych protestów i okrucieństwo, z jakim Łukaszenka rozprawił się z opozycją: na Placu Październikowym w centrum Mińska mogło być wczoraj nawet 5 tysięcy ludzi - to rekordowa demonstracja opozycji od przeszło dekady, dziś wielu z nich jest aresztowanych i pobitych. Uśpione pod rządami Łukaszenki białoruskie społeczeństwo na chwilę przebudziło się do życia.

Te wybory były inne od poprzednich. Łukaszenka naciskany przez Unię Europejską, ale także przez Rosję (ta groziła że po raz pierwszy może nie uznać wyborów), zdecydował się na przeprowadzenie w miarę wolnej (oczywiście jak na warunki białoruskie) kampanii: w mediach królował Aleksander Grigoriewicz, ale kandydaci opozycji mieli większy niż w poprzednich latach dostęp do środków masowego przekazu. Na kampanię dyskredytacji Łukaszenki zdecydowały się także - co ważne - media rosyjskie przed wyborami, w telewizji oglądnąć można było m.in. film "Bat’ka" oskarżający prezydenta o zlecenie morderstw politycznych w 1999 r.

Niezmienne są za to strach i okrucieństwo Łukaszenki. Dyktator dobrze przygotował się do rozprawy z opozycją i demonstrantami. Służby specjalne i milicja były w pełnej gotowości: na kilka dni przed wyborami śledzono i aresztowano młodych działaczy, w niedzielę rano pod Mińskiem czekały w gotowości samochody wojskowe. Jeden z kandydatów na prezydenta Uładzimir Niaklajeu został pobity już w niedzielę przedpołudniem (po wieczornych demonstracjach wszyscy opozycyjni kandydaci przebywają w areszcie), do siedziby Charti 97 (opozycyjna strona internetowa stworzona na wzór czeskiej Karty), z którą związany jest inny kandydat opozycji Andriej Sannikau wdarła się milicja i przedstawiciele KGB, by aresztować dziennikarzy. Strona Charti 97, jak i większość opozycyjnych stron, jest zablokowana. Demonstranci zgromadzeni na Placu Październikowym krzyczeli: "chcemy wyborów bez Łukaszenki". Milicja i służby specjalne brutalnie się z nimi rozprawiły: oddawano strzały w powietrze, pałowano, wpychano do autobusów i wywożono do więzień. Wśród zatrzymanych znaleźli się także zagraniczni korespondenci.

Często padają pytania: dlaczego na Białorusi nie może się odbyć przewrót podobny do Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie w 2004 r.? Dlaczego na Łukaszenkę nie ma mocnych? Nie pomaga ani międzynarodowa izolacja tego kraju (trwająca przeszło dekadę), ani współpraca z dyktatorem (choćby w ramach Partnerstwa Wschodniego). Czy satrapa będzie rządził wiecznie? Pytanie o przewrót nabiera aktualności szczególnie dziś, kiedy skala powyborczych protestów przerosła najśmielsze oczekiwania. Przypomnijmy: pięć lat temu (także po wyborach prezydenckich) na Placu Październikowym w Mińsku próbowano stworzyć coś na wzór namiotowego miasteczka. Opozycja wymarzyła sobie rewolucję w kolorze dżinsu. Wyglądało to tak, że garstka młodzieży marzła w namiotach, wygrażali im palcami emeryci oskarżając, iż "chcą doprowadzić do destabilizacji kraju" (Łukaszenka naprawdę cieszy się na Białorusi sporym poparciem, o czym świadczą niezależne sondaże opinii publicznej). Wtedy nie zdecydowano się na rozprawę z protestującymi, czekano aż młodzi ludzie sami zrezygnują. I z dnia na dzień miasteczko topniało, milicja (po kilku dniach) aresztowała niedobitków. Tymczasem wczoraj plac z godziny na godzinę wypełniał się protestującymi. Ludzie - przez nikogo nie zmuszani - szli pod biało-czerwono-białymi flagami. Co by było, gdyby ich brutalnie nie rozpędzono…?

Niestety sama opozycja mogła by się wtedy pokłóć "do kogo przyszedł ten tłum". Pięć lat temu - tak jak i dziś opozycja nie mogła wystawić w wyborach wspólnego lidera. Wtedy o fotel prezydenta ubiegali się Aleksander Milinkiewicz i Aleksander Kazulin. Obserwujący powyborczą demonstrację wspominają jak popatrzył na ludzi rozdzielających się na dwie kolumny (jedni szli za Kazulinem, inni za Milinkiewiczem) machali ręką i stwierdzali: "z tego nic nie będzie". W tym roku kandydatów ubiegających się o fotel prezydenta było aż dziesięciu. Przyczyn niepowodzeń "białoruskich rewolucji" jest wiele, najważniejsza: brak silnego opozycyjnego lidera, obóz pomarańczowych był skonfliktowany, ale wszyscy (choć na pewien czas) zdecydowali się zjednoczyć wokół Wiktora Juszczenki. Białoruscy politolodzy nie sądzą, że za pięć lat władzę na Białorusi obejmie ktoś z opozycji. Raczej będzie to Łukaszenka, albo inny przedstawiciel nomenklatury. Na Białorusi nie ma kto sponsorować przewrotu (pieniądze ma nomenklatura, która na razie się nie wychyla), brakuje prywatnych biznesmenów. Nie ma też mediów podobnych do ukraińskiego Kanału Piątego. Dlatego na Białorusi protesty szybko gasną. I ludzie na kolejnych pięć lat pogrążają się w stagnacji. Dziś Plac Październikowy znów jest pusty, a w więzieniach setki zatrzymanych, poniżonych, pobitych ludzi.

Autor artykułu

Dziennikarka, reporterka, ekspertka w tematyce wschodniej, zastępczyni redaktora naczelnego „Nowej Europy Wschodniej”. Przez wiele lat korespondentka „Tygodnika Powszechnego”, dla którego...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]