Reklama

Berlin jako Babilon

Berlin jako Babilon

16.09.2019
Czyta się kilka minut
Berlin lat 20. XX w. był miastem sprzeczności. Dla jednych – ziemia obiecana dająca szansę szybkiej kariery. Dla drugich – piekielna czeluść, przed którą nie sposób umknąć.
Burleska w berlińskim kabarecie, późne lata 20. XX w. BETTMANN / GETTY IMAGES
Z

Zastawili na ciebie sidła i zostałeś w nie schwytany, Babilonie:
ty zaś nie zauważyłeś tego. (Jr 50, 24)

Takie miasto jak Berlin to niewychowany, bezczelny, inteligentny łajdak.

(Robert Walser, „Berlin i artysta”)

Berlin – pruskie miasto, stolica nowo powołanej do życia w listopadzie 1918 r. Republiki ­Weimarskiej (następczyni wilhelmińskich Niemiec, wielkich przegranych I wojny światowej) – był z jednej strony na wskroś niemiecki, z drugiej kosmopolityczny. Określenie „Berlin złotych lat dwudziestych”, za pomocą którego zaczęto określać miasto okresu międzywojennego, brzmi niemal jak oksymoron, jeśli wziąć pod uwagę jego sytuację społeczno-polityczno-ekonomiczną. Złożyły się na nią: haniebna klęska militarna Niemiec, upadek cesarstwa, olbrzymie reparacje wojenne, tysiące ofiar, wdów, sierot, kalek i prostytutek. Na ulicach żebrali niedawni bohaterowie frontu Wielkiej Wojny – przedstawiciele straconego pokolenia Ericha Marii Remarque’a, opisanego w jego głośnych powieściach. Berlińczycy uciekali przed wspomnieniami wojennymi i przed przyszłością, mierzyli się ze skutkami kryzysu ekonomicznego. Narastająca frustracja i resentymenty wilhelmińskie stawały się coraz bardziej odczuwalne. Nowoczesność i zawrotne tempo przemian cywilizacyjnych tylko nielicznym przynosiły ukojenie. W większości budziły lęk.

Mieszkania dla wszystkich

Berlin, jakby na przekór temu wszystkiemu, zapisał się w historii jako magnetyzująca, otwarta na Europę i tętniąca intensywnym życiem światowa metropolia, wabiąca nieodpartym wdziękiem przybyszów z innych miast niemieckich, całej Europy i Stanów Zjednoczonych. Przybywali do niej najróżniejsi ludzie: karierowicze, przemysłowcy i inwestorzy żądni szybkiego zysku, zamożni hedoniści i utracjusze, twórcy wysokiej kultury i popularnej rozrywki, bywalcy szemranych nocnych lokali i wielbiciele zakazanych uciech, cudzoziemcy korzystający z hiperinflacji (w 1923 r. za dolara można było oficjalnie otrzymać 4,2 biliona marek, a na czarnym rynku – jeszcze więcej)... Dla nich Berlin był śmiesznie tani, a do zaoferowania miał wiele rozrywek, także takich, które gdzie indziej były zakazane.

W Berlinie nie brakowało także imigrantów politycznych: białych Rosjan, tworzących osobne miasto w mieście, niejako zesłanych tu przymusowo (jak do Paryża, Pragi i Warszawy) i ich wrogów – czerwonych agitatorów, propagandzistów i szpiegów, lecz także ideowych komunistów z państw ościennych. Przybywali artyści i naukowcy, radiowcy, filmowcy i sportowcy. Przez chwilę miasto wydawało się przyjazne dla zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Było ekscytującą stolicą nauki, sztuki i rozrywki.

Berlin rozrastał się, powiększał swoje granice terytorialne i liczbę mieszkańców, szybko stał się miastem nowoczesnych osiedli mieszkaniowych. Tylko w latach 1924-29 powstało tam 135 tys. nowych mieszkań. Ponad 10 proc. z nich zaprojektowali i wznieśli awangardowi architekci. Walter Gropius, rodowity berlińczyk, znający uwarunkowania kulturowe i społeczne rozwoju budownictwa miejskiego, miał szczytną wizję mieszkań dla każdego w ramach założeń nowego budownictwa dla nowych Niemiec. W Berlinie zbudował m.in. zespół bloków mieszkalnych na osiedlu Siemensstadt ­(­1929-30) oraz stworzył projekt zabudowy na brzegu jeziora Wannsee (1930-31). Idee urbanistyczno-architektoniczne wpajał wcześniej młodemu pokoleniu w stworzonym przez siebie Bauhausie. Zapotrzebowanie na nowe budownictwo mieszkaniowe było ogromne, oczywiście nie tylko z powodu przybywających do miasta ludzi, lecz głównie dlatego, że duża liczba rodzin robotniczych mieszkała w warunkach urągających ludzkiej godności: w starych, budowanych niegdyś najtańszym kosztem, rozpadających się, ponurych, ciemnych, zawilgoconych, przeżartych zgnilizną, przeludnionych czynszówkach, z zaśmieconymi wewnętrznymi podwórzami-studniami, do których nie docierało słońce.

Bardzo sugestywny opis takiej kamienicy pozostawił w opowiadaniu „Nowakowie” brytyjski pisarz Christopher Isherwood. Opisał „zabłocone podwórko”, „typowy dla tych czynszówek wilgotny smród zgnilizny”, jedną na cztery rodziny toaletę, która znajdowała się piętro niżej niż zajmowany lokal. Na „przeciekającym dusznym poddaszu cuchnęło gotowaniem i kanalizacją. Kiedy paliło się w piecu w bawialni, dosłownie się dusiliśmy; kiedy się nie paliło, zamarzaliśmy”. Pisał w pierwszej osobie, gdyż sam przez pewien czas wynajmował pokój w takiej czynszówce. Do Berlina przywiodły go – podobnie jak sporą liczbę innych pisarzy, żądnych homoerotycznych wrażeń lub poszukujących tematów do swoich powieści – ciekawość, pragnienie zarobku oraz liberalizm obyczajowy. Do kanonu obowiązkowych berlińskich lektur weszły jego autobiograficzne w dużym stopniu książki „Pożegnanie z Berlinem” i „Pan Norris się przesiada” – nie tylko jako kanwa dla scenariusza teatralnego „Kabaretu” i filmowego arcydzieła Boba Fosse’a o tym samym tytule.

Berlin pisarzy

Berlin wrył się w pamięć węgierskiego pisarza i dziennikarza Sándora Máraiego, który w „Wyznaniach patrycjusza” przedstawia opis doświadczeń młodości nierozerwalnie związanych z tym miastem. Każdego dnia budził się z przeczuciem, że wydarzy się coś ważnego. „W Berlinie ani przez chwilę nie było nudno być młodym. Nigdy i nigdzie nie spotkałem później tylu życzliwych ludzi, co wśród berlińskich Niemców tamtego roku. Byli tacy zagubieni, dusze mieli pełne konfuzji, strachu i żądzy zemsty. A miasto było tak głodne, głodne radości życia, stylu, nowych form wyrazu”.

Dla niektórych miał być on etapem, przystankiem w podróży do Paryża. Inni właśnie stamtąd do Berlina przybywali. Z prowincjonalnych miast niemieckich ciągnęły do stolicy tłumy. Wśród nich młody Franz Bubendorf, bohater powieści Vladimira Nabokova „Król, dama, walet”. Sam Nabokov znalazł się w stolicy Republiki Weimarskiej w podobnym czasie co Bubendorf, czyli w 1922 r., zaraz po ukończeniu studiów w Cambridge. Mimo że zadebiutował w Berlinie, mimo że właśnie tam napisał i opublikował swoje rosyjskojęzyczne powieści, mimo że spędził tam 15 lat, nigdy się nie zadomowił. Pobyt w Berlinie traktował jako tymczasowy.


Otto Dix, „Inwalidzi wojenni grają w skata”, 1920 r.

W 1928 r. pisał, „że w ciągu następnego dziesięciolecia wszyscy [rosyjscy emigranci znajdą] się z powrotem w gościnnej, skruszonej, pełnej kiści rozkwitłych kwiatów Rosji”. Nie znał niemieckiego, nie przyjaźnił się z Niemcami. Obawiał się, że język niemiecki zaburzy mu wyczucie ojczystego języka. Nie znał zbyt dobrze niemieckiej literatury. A jednak wybrał Berlin na miejsce akcji swojej powieści.

Klimat Berlina z tamtych lat najpełniej oddał pochodzący ze Szczecina berlińczyk z wyboru Alfred Döblin w powieści „Berlin Alexander Platz”. Opis miasta przypomina u niego kolaż obrazów, obserwacji, informacji. Wszystko to układa się w niezwykle plastyczny portret metropolii. „Berlin, 52 stopnie 31 minut szerokości północnej, 131 stopni 25 minut długości wschodniej, 20 dworców dalekobieżnych, 121 dworców podmiejskich, 27 przystanków na linii obwodowej, 14 na linii śródmiejskiej, 7 stacji rozrządowych, tramwaje, kolej naziemna”. Powieść ukazała się w 1929 r. niedługo po „Królu, damie, walecie”, z rozbudowanym przez wydawcę tytułem „Berlin Alexander Platz. Die Geschichte von Franz Biberkopf” (Berlin Alexander Platz. Historia Franza Biberkopfa). Podobieństwo z postacią Nabokova jest zauważalne na pierwszy rzut oka. Powieść o Franzu Biberkopfie uchodzi dziś za modelowy portret miasta. Jej pozycję w historii literatury zapowiadał już nakład – 40 tys. egzemplarzy – wyczerpany w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy. Sam Döblin ujawniał: „wewnętrzny temat powieści brzmi: należy się ofiarować, siebie samego należy złożyć w ofierze”. Motyw ofiary nieustannie powraca w tym utworze. Jedynego syna ma ofiarować Bogu biblijny Abraham; wraz z bohaterami udajemy się do rzeźni we wschodniej dzielnicy, by asystować przy śmierci zwierząt etc.

„Franz Biberkopf chciał »dobra« – pisał Döblin – lecz czyż było to czymś więcej niż słowem? Wiodę go drogą pełną cierni, zsyłam nań jedno nieszczęście za drugim: Biberkopf ściga »dobro«. Ściga je z zamkniętymi oczami, przy czym konia ma narowistego, kiedyż więc obaj – koń i jeździec – skręcą sobie kark? W końcu wydaje się, że to już nastąpiło. Ale gdy Franz ląduje w zakładzie dla obłąkanych, coś się w nim jednak odmienia. Spełnia się Ofiara”.

Döblin napisał – jako pendant do „Berlin Alexander Platz” – autobiograficzną „małą powieść berlińską” pt. „Nie ma pardonu” (1935). Od dwóch lat przebywał już wtedy na przymusowej emigracji. Miłość do Berlina okazała się nieodwzajemniona, a jeśli nawet – to tylko na chwilę. W 1956 r. pisarz powrócił do miasta, by w nim umrzeć, złożyć siebie w ofierze.

Uchodzący duch

Berlin pojawiał się często w literackiej twórczości rodowitego berlińczyka – Waltera Benjamina. W swojej „Ulicy jednokierunkowej” filozof przedstawił diagnozę codziennego życia berlińczyków brzmiącą zatrważająco aktualnie i uniwersalnie: „Motłoch opętała frenetyczna nienawiść do życia duchowego, która za gwarancję unicestwienia go uznała odliczanie ciał. Gdziekolwiek im zezwolić, ustawiają się w szereg i marszowym krokiem prą w ogień zaporowy i do domów towarowych. Nikt nie widzi dalej niż plecy idącego przed nim, a każdy jest dumny, że w ten sposób stanowi wzór dla idącego za nim”. Benjamin po kilkuletnim pobycie w Szwajcarii powrócił do Berlina, jak wielu berlińskich Żydów. W 1932 r. wyjechał, by głównie na Ibizie napisać wspomnienia o swoim berlińskim dzieciństwie. Kiedy próbował w 1940 r. wydostać się z Europy opanowanej przez hitlerowskie wojska, w niewyjaśnionych okolicznościach dopełniła się jego osobista ofiara. Przypuszcza się, że popełnił samobójstwo.

Życie duchowe przestało interesować berlińczyków wkrótce po Wielkiej Wojnie. Wcześniej literaturą i sztuką władał niepodzielnie ekspresjonizm. Dość szybko okazało się jednak, że jego istota – przywiązanie do wartości duchowych, metafizycznych – przestała przemawiać do odbiorców uciekających przed rzeczywistością. Ekspresjonistyczna estetyka okazała się anachroniczna, o czym opowiada w „Hymnie do Róży Luxemburg”, ułożonym po jej zabójstwie, Johannes Robert Becher. Autor żałobnych strof już wówczas przeczuwał upadek Berlina jako nowego Babilonu, w „ekstatycznym wstępie” pisząc o „jęku Jeremiasza wzywającym pomocy”.

Ekspresjonizm został wyparty z przestrzeni publicznej przez berliński dadaizm, który niestrudzenie realizował jeden z głównych celów wskazanych przez Hugona Balla w liście do Richarda Hülsenbecka z 26 listopada 1916 r.: „dada, to (...) egzekucja zakłamanej moralności”.

Dadaiści przestrzegali przed jej niebezpieczeństwami konsekwentnie, lecz bezskutecznie. Zawadiacki Johannes ­Baader, architekt, poeta i twórca fotomontaży, samozwańczo przypisał sobie tytuł Oberdada. Stosował radykalne środki: w 1917 r. założył – wraz z Raoulem Haus­mannem – Christus GmbH, aby bronić przed karą śmierci i więzieniem dezerterów wojennych, których przyrównał do pierwszych chrześcijańskich męczenników.

Otto Dix wniósł do sztuki Republiki Weimarskiej obraz przerażającego miasta i jego społecznej znieczulicy. Portretował kalekich weteranów wojennych (żebrzących na ulicach, sprzedających zapałki) oraz wynędzniałe prostytutki. W jego dziełach wykluczeni znajdują się na przeciwległym biegunie niż goście nocnych lokali zatracający się w tańcu i cielesnych uciechach. Szczególnie mocne wrażenie robi do dziś tryptyk „Miasto” z 1928 r. Nawiązując do tryptyków i poliptyków umieszczanych w nastawach ołtarzowych gotyckich świątyń, Dix nadał mu niemal sakralny wydźwięk. Jego sztuka była głosem „uwierającym” niemieckie sumienie, on sam bywał postrzegany jako pornograf oraz skandalista.

Kabaret

W kręgu berlińskich dadaistów dość nieoczekiwanie znalazł się na kilka letnich tygodni 1928 r. Elias Canetti, austriacko-szwajcarski pisarz pochodzenia żydowskiego, przyszły laureat Literackiej Nagrody Nobla.

W słynnej autobiograficznej powieści „Pochodnia w uchu” część poświęconą Berlinowi zatytułował „Natłok imion”, oddając fascynację metropolią i spotkanymi w niej osobami, a równocześnie osobliwe osaczenie ich perwersją. Zatrudnił się w berlińskim wydawnictwie Malik, którego stałym współpracownikiem został najsłynniejszy dadaistyczny skandalista, czyli George Grosz. Opublikował tam m.in. teki swoich szokujących obscenicznych rysunków „Oblicze klasy panującej” oraz „Ecce Homo” z 1923 r., zarekwirowane i zabronione przez cenzurę, kolportowane nielegalnie. Canetti oglądał je z odrazą: „Można było zobaczyć ohydne kreatury berlińskiego nocnego życia (...). Zwierzęcość i intelekt, obnażone i spotęgowane do maksimum, prześcigały się nawzajem, jakby na zasadzie prądu zmiennego. (...) Jednak tym, co wywarło na mnie największe wrażenie i zdecydowało o całym moim późniejszym życiu aż po dzień dzisiejszy, była niemożność pogodzenia tego wszystkiego, co na mnie napierało”.

Canettiego, wówczas 23-latka, ocalił przed berlińską dekadencją inny pisarz – przybysz, rosyjski Żyd – Izaak Babel: „Cynizm był mu obcy, tak poważnie i z takim natężeniem traktował literaturę. (...) Wiem, że Berlin przeżarłby mnie jak ług, gdybym go tam nie spotkał”.

Canetti, jak każdy inny, „pożarty” mógł zostać w Berlinie niemal wszędzie, choć były miejsca do tego przeznaczone, jak choćby Amüsierkabarett, szemrane nocne lokale, kluby striptizowe, taneczne spelunki i zakamuflowane burdele, dostarczające erotycznej rozrywki gościom. Z ambitnymi literackimi i artystycznymi kabaretami Berlina łączyła je tylko nazwa. Pisma kabaretowe publikowały niemal wyłącznie treści pornograficzne: teksty, fotografie i rysunki.

Ambitny kabaret to kabaret literacki, którego twórcy usiłowali „powstrzymać katastrofę... maszyną do pisania” – w ten sposób Erich Kästner pisał o publicystycznych tekstach Kurta Tucholsky’ego. Celem tego ostatniego było powstrzymanie Republiki Weimarskiej, która zmierzała ku nieuchronnej katastrofie. Kästner był najczęściej cytowanym poetą dwudziestolecia. Stosowaną przez siebie formę poetycką w 1928 r. nazwał Gebrauchs­lyrik (liryka użytkowa), nawiązując do terminu Gebrauchsgraphik (grafika użytkowa). Swój talent Kästner objawił najpełniej w tekstach kabaretowych, które na stałe zagościły w najważniejszych salach kabaretowych Berlina. Były wykonywane aż do 1934 r., choć już rok wcześniej utwory jego i innych satyrycznych autorów zostały w III Rzeszy potępione.

Populizm nazistów zwyciężył. Jako jeden z niewielu twórców uznanych za „zdegenerowanych” Kästner pozostał w Niemczech jako naoczny świadek nazistowskich niegodziwości. Katastrofie nie udało się zapobiec. ©

KERSTIN DECKER (ur. 1962) – dziennikarka i filozofka. Pochodzi z Lipska. Na tamtejszym uniwersytecie studiowała dziennikarstwo, a później w Berlinie, na Uniwersytecie Humbolta, filozofię. Jako reporterka, felietonistka i krytyczka współpracuje z dziennikami „Der Tagesspiegel” i „taz”. Obok biografii Lou Andreas-Salomé jest autorką książek poświęconych m.in. Pauli Modersohn-­ Becker, Else Lasker-Schüler, Richardowi Wagnerowi czy Heinrichowi Heinemu.

ANNA KIEREJEWSKA (ur. 1985) – tłumaczka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu w Bonn. Z języka niemieckiego przełożyła m.in. książki Ferdinanda von Schiracha: „Winę”, „Sprawę Colliniego”, „Tabu”. W wolnych chwilach podróżuje, czyta literaturę austriacką i ćwiczy zumbę. Pochodzi z Milanówka, ale mieszka w Warszawie.


ARNE JYSCH (ur. 1973) – reżyser filmowy, grafik i storyboardzista. Studiował w Hamburgu i Poczdamie. Autor komiksu „Wave and smile” – fikcyjnej, choć opartej na informacjach z wielu źródeł historii o misji niemieckiej armii w Afganistanie. Pracuje na Filmuniversität Babelsberg.

MICHAEL MAAR (ur. 1960) – niemiecki badacz literatury, germanista i pisarz. Członek Niemieckiej Akademii Języka i Literatury (Deutsche Akademie für Sprache und Dichtung). Doktoryzował się rozprawą o Tomaszu Mannie pt. „Geister und Kunst”. Był profesorem wizytującym m.in. na Stanford University. Autor wielu książek, z których po angielsku ukazały się „The Two Lolitas”, „Speak”, „Nabokov” i „Bluebeard’s Chamber: Guilt and Confession in Thomas Mann”.


HOLGER TESCHKE (ur. 1958) – niemiecki prozaik, poeta i dramatopisarz. Studiował aktorstwo w Berlinie. Pracował jako dramaturg i autor w Berliner Ensemble. Odbywał rezydencje artystyczne w Ameryce Północnej, Australii i Azji Południowo-Wschodniej. Jest członkiem PEN-Zentrums Deutschland. Mieszka w Berlinie i Bostonie.

CZĘŚCIĄ PROGRAMU TEGOROCZNEJ EDYCJI FESTIWALU CONRADA jest pasmo berlińskie, w ramach którego odbędą się trzy dyskusje: „Żydowscy uciekinierzy” z udziałem Kerstin Decker oraz Holgera Teschke (jej tematem będą losy i twórczość Waltera Benjamina, Ulricha Alexandra Boschwitza i Else Lasker-Schüler), którą poprowadzi Aleksandra Bednarowska; „Lolita w Berlinie” z udziałem Michaela Maara (na temat berlińskiego okresu w życiu i twórczości Vladimira Nabokova), którą poprowadzi Jan Balbierz; „Berlin/Babilon” z udziałem Arne Jyscha i Anny Kierejewskiej (o komiksowej adaptacji powieści Volkera Kutschera, na podstawie której nakręcony został serial kryminalny „Babylon Berlin”), którą poprowadzi Iwona Luba.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Przejmujacy jest ten wspaniały portret miasta, gdzie wszyscy znajduja swoje miejsce i mogą tworzyć i chłonąć twórczość innych. Za rogiem zaś czai się społeczny chłam, który ani nie jest w stanie czegos stworzyć, ani nie rozumie twórczości innych. W "Polityce" zaś tak została opisana atmosfera dzisiejszych polskich miast i miasteczek. Trudno nie dostrzec analogii do tamtej atmosfery lat 20. w Niemczech: "Każdy, kto myśli inaczej niż uliczny motłoch, jest zagrożony fizycznie. Wystarczy iskra, aby doszło do wybuchu nienawiści, nad którą już nikt nie ma kontroli, a co gorsza, obecna władza nie będzie się nawet starała udawać, że chce nad wolą ludu zapanować."
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]