„Masz niski testosteron? To cholernie słabo” – Togi wyjmuje strzykawkę, całuje ją przed kamerą i aplikuje roztwór w przedramię. Ma 21 lat i jest jednym z najbardziej popularnych influencerów wśród nastolatków. W swoich mediach społecznościowych pokazuje na przemian, jak ćwiczy na siłowni, jak popija odżywki koktajlami białkowymi albo robi sobie zastrzyki z testosteronu w konkretne partie mięśni.
Młodzi chłopcy chcą być tacy jak on; w sieci można obejrzeć, jak prezentują swoje metamorfozy po 6 miesiącach stosowania „kontentu Togiego”. Na jednym ze zdjęć ujrzymy szczupłego, trochę nieśmiałego 16-latka, który na kolejnym, już po „cyklu”, zamienia się w umięśnionego mężczyznę o ramionach i plecach obsypanych trądzikiem – to najczęstszy efekt uboczny zastrzyków.
– Sterydy anaboliczne były tematem znanym już 20 lat temu, ale dla nas dość marginalnym. „Na koksie” chodził półświatek albo kulturyści, którzy chcieli szybko wyrzeźbić sylwetkę. Ale od kilku lat można mówić o tym, że „testosteron trafił pod strzechy”. Najgorsze jest to, że sięgają po niego bardzo młodzi chłopcy, często jeszcze w okresie dojrzewania. Kupują go w sieci albo na siłowni. To żyła złota dla przestępców, dlatego wciąż powstają nielegalne fabryki – relacjonuje policjant z Lublina, który 3 września 2024 r. brał udział w aresztowaniu siedmiu osób produkujących sterydy anaboliczne w domu jednorodzinnym w Chełmie.
Przestępcy stworzyli własną „markę” i rozprowadzali sterydy w sieci od 2019 r. Co pewien czas zmieniali miejsce produkcji, by zmylić śledczych, ale i tak wpadli na gorącym uczynku. Pracowali na profesjonalnym sprzęcie, a ich wiedza chemiczna była tak duża, że śledczym od razu przyszedł na myśl Walter White, główny bohater legendarnego serialu „Breaking Bad”.
Nie był to jedyny sukces służb w ostatnim czasie – w październiku policjanci przy udziale kontrolerów z Polskiej Agencji Antydopingowej zajęli dużą fabrykę i zlikwidowali magazyn anabolików (syntetyczne hormony imitujące działanie testosteronu) w Bydgoszczy. Przestępcy sprowadzali substancję czynną z Chin, a produkty sprzedawali przez dwie domeny internetowe. Zabezpieczono u nich towar o wartości 2,7 mln złotych.
Odchodził na oczach fanów. Zabiły go anaboliki
Sterydy anaboliczne stymulują wzrost mięśni i wzmacniają ich wytrzymałość, redukując zarazem tkankę tłuszczową. W przeszłości leczono nimi zaburzenia wzrostu i niektóre typy anemii, a także osteoporozę. Dziś jednak istnieją nowocześniejsze i bezpieczniejsze leki, więc popularność anabolików sprowadza się do jednej kwestii.
– Zgłaszają się do mnie pacjenci, którzy chcą, żebym zapisał im testosteron w celach „siłownianych”. Nigdy się na to nie zgadzam, gdyż anaboliki czynią spustoszenie w organizmie człowieka – wyjaśnia dr n. med. Piotr Paweł Świniarski, androlog i urolog, specjalista chirurgii urogenitalnej, dyrektor medyczny w warszawskiej Klinice Andrologii i Zdrowia Seksualnego Menvita. – Na dodatek klienci siłowni przyjmują sterydy tygodniowo w dawkach 2-3 razy większych, niż ja zalecam na miesiąc, aplikując sobie przy tym towar z nieznanego źródła.
Dostępne przez internet anaboliki powodują szybki wzrost masy mięśniowej, dzięki czemu mężczyźni (bo to głównie oni je zażywają) mogą trenować dłużej i szybciej regenerować organizm. Ich sylwetki rozrastają się, głos się obniża, mają więcej energii, ale stają się też bardziej agresywni, zapadają na depresję, a z czasem mają problemy z układem krążenia, nerkami i libido. – Kult pięknego ciała jest dziś tak wielki, że wielu mężczyzn nie potrafi oprzeć się pokusie. Jednak nie istnieje bezpieczny sposób brania anabolików, a lista skutków ubocznych jest długa i nie ma reguły, kiedy zaczną być widoczne. Jeśli testosteron zażywa chłopak w okresie dojrzewania, skutki mogą być nieodwracalne – przestrzega Świniarski.
Trener personalny Wojciech Polak zyskał popularność dzięki filmom publikowanym przez Kulturystyczne Forum Dyskusyjne. Ćwiczenia na siłowni zaczął w wieku piętnastu lat. Wypijał 5 jajek na śniadanie, a kolejne 25 do wieczora; oprócz tego przyjmował białka w innej postaci, a do tego kreatynę, dużą ilość węglowodanów oraz anaboliki, do czego zresztą przyznawał się publicznie, wymieniając m.in. trenbolon, substancję stosowaną na przyrost masy mięśniowej u bydła rzeźnego i koni.
Polak miał potencjał światowej klasy trójboisty, ale zmarł na niewydolność nerek w wieku 32 lat. Odchodził niemal na oczach fanów, którym wyznał przed śmiercią, że lekarze namawiali go do zmiany trybu życia i od tego uzależniali dalsze leczenie, lecz on nie był w stanie tego zrobić.
Napoje energetyczne mogą zaprowadzić na detoks
Jacek Kucharski jest dietetykiem, od 2012 r. współpracuje z Anną Lewandowską, przez kilka lat doradzał też Robertowi Lewandowskiemu. Uważa, że anaboliki nie są nikomu potrzebne, jeśli tylko człowiek przestrzega diety odpowiedniej do pory roku i stylu życia.
– Współpracę z klientami zaczynam od dokładnych badań i to na ich podstawie ustalam, czego brakuje w organizmie. W pracy ze sportowcami w suplementacji używam m.in. roślinnych adaptogenów, jak np. rodiola wpływająca na adrenalinę w mózgu – przekonuje Kucharski, który podkreśla też ważną zasadę przy stosowaniu odżywek: nie łączyć białek z węglowodanami, co zdarza się notorycznie bywalcom klubów fitness. Te pierwsze nie mogą być również przyjmowane w nadmiernych ilościach, powyżej 0,5-0,8 gramów dobowo na kilogram masy ciała. Większa ilość zakwasza organizm i obciąża nerki.
Trzeba też wiedzieć, kiedy podawać sobie suplementy, bo zjedzone o złej porze nie przyniosą pożądanego efektu. Tyrozyna, aminokwas obecny w jajkach i roślinach strączkowych, wspomagający jasność umysłu, powinien być przyjmowany rano. A wyciszający tryptofan, obecny na przykład w bananach, najlepiej spożywać wieczorem.
Zanim Kucharski zainteresował się związkami diety z funkcjonowaniem organizmu i zaczął doradzać innym, uprawiał sport i tańczył w zespole ludowym. Kontuzje sprawiły, że tuż po trzydziestce stanął w obliczu inwalidztwa – nie mógł swobodnie chodzić. Pomogła mu zmiana nawyków żywieniowych i całego stylu życia. Dziś przestrzega sportowców przed niekontrolowanym wspomaganiem, np. wlewaniem w siebie nadmiaru napojów energetycznych i odżywek, które sprawiają, że są na nieustannym haju (niszczącym przy okazji serce), a wątroby mają tak przeciążone, że potrzebują porządnego detoksu.
– Współczesny człowiek próbuje sprostać oczekiwaniom, dorównać „ideałom” wytworzonym w środkach masowego przekazu. Nie zadaje sobie jednak pytania, ile dany celebryta poświęcił czasu i wysiłków, by tak się prezentować. Czasem nie zdaje sobie też sprawy, że programy komputerowe mogły ten wizerunek poprawić. Jeśli będzie sfrustrowany tym, że jego ciało odbiega od wzorców, sięgnie po testosteron lub inne zakazane środki, by mieć pożądany efekt i satysfakcję. Najlepiej natychmiast i bez wysiłku, mimo że odroczona gratyfikacja byłaby dla niego korzystniejsza, bo miałby szansę na harmonijny rozwój i lepsze samopoczucie – tłumaczy dr Agnieszka Skorupa z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Śląskiego, gdzie zajmuje się psychologią zachowań w sytuacjach ekstremalnych. Sama czynnie uprawia sport; jest medalistką zawodów w wushu i kung-fu.
Zażył testosteron i wyglądał, jakby spuchł
Kluby fitness stały się dla wielu młodych ludzi wręcz świątyniami ciała, a ich bywalcy mają swych kapłanów, których opinie uważnie studiują, wierząc niemal we wszystko. Większość „wiernych” wciąż stanowią mężczyźni, ale odsetek kobiet stale rośnie i został zauważony przez popkulturę, w tym kino. O problemie mówi choćby film „Sweat”, ukazujący życie influencerki fitness i dodający do niego ważny komentarz na temat kobiet – samotnych, zagubionych i uzależnionych od idealnego wizerunku. Podobnego tematu dotyka też słynna ostatnio, kontrowersyjna „Substancja” z Demi Moore, ukazująca zgubną pogoń za młodością, pięknem i perfekcją.
Faktem jednak pozostaje, że – generalnie – kobiety uważniej analizują skutki zażywania różnych substancji i rzadziej sięgają po środki jednoznacznie szkodliwe; są bardziej świadome zagrożeń niż mężczyźni, zwłaszcza młodzi.
– Pierwszy raz byłem „na bombie” zaraz po siedemnastych urodzinach, kolega załatwił mi receptę, a w sieci znalazłem instrukcję, jak robić zastrzyki. Ból był duży, bo nie miałem wprawy. Ale już przy drugim cyklu zrobiłem się bardziej profesjonalny – opowiada Patryk, uczeń piątej klasy technikum mechanicznego w Lublinie.
Rozmawiamy w jednym z klubów fitness, chłopak jest porządnie napakowany i opowiada, że o „krótkim teściu” (nazwa jednej z form testosteronu) rozmawia się w męskiej szatni bez skrępowania. Łatwo też rozpoznać, kto jest „na cyklu”, a kto w roli „normalsa”, latami rzeźbiącego mięśnie bez wspomagania.
– Sam testosteron nie wystarczy, trzeba trzymać dietę i dawać z siebie wszystko na „siłce”. Miałem kolegę z klasy, co poszedł „na cykl” z anabolikiem, ale nie ćwiczył za dużo. Wyglądał, jakby spuchł, i jeszcze mu piersi urosły – śmieje się chłopak. – Za to moja dziewczyna zamarzyła o brazylijskich pośladkach i po dziesięciu tygodniach kłucia oraz ćwiczeń efekt był niesamowity.
Patryk obiecał rodzicom, że zda maturę, gdyby nie oni, nie traciłby czasu na szkołę. Od roku pracuje dorywczo w warsztacie samochodowym; za karnet na siłownię, odżywki i anaboliki płaci sam, średnio wychodzi 400-500 złotych na miesiąc.
Po anabolikach mięśnie rosną w oczach, serce niestety też
– Była pani kiedyś w toalecie po kimś, kto zażywa słabe jakościowo, tanie odżywki białkowe? – Jacek Kucharski zaskakuje mnie pytaniem. – Trudno ten zapach wywietrzyć i równie ciężko go opisać. Źle przetrawione aminokwasy czuć także w zapachu potu.
Jakub ma 35 lat, mieszka w Białymstoku, pracuje w straży granicznej. Jest rozrośnięty w barkach, mięśnie ramion ciasno opina biała koszulka. Na odżywki: kreatynę, napoje energetyczne, aminokwasy i węglowodany – wydaje 300 zł miesięcznie. „Na cyklu” testosteronowym był kilka razy, na początku stosował żele i tabletki, potem aplikował sobie domięśniowo metanabol.
– Chęć zbudowania szybko dużej masy mięśniowej jest wielką pokusą, a ja chociaż skończyłem 20 lat, byłem wciąż chudym chłopakiem. Dziewczyny co najwyżej przychodziły się do mnie wypłakać po nieudanych związkach, dopiero siłownia zrobiła ze mnie mężczyznę – opowiada. – Towar kupowałem od kolegi z osiedla i nie myślałem o skutkach ubocznych. Widziałem, jak mięśnie rosną w oczach, i miałem motywację do pracy. No i jadłem przy tym jak wściekły.
Kłopoty zaczęły się, gdy jego partnerka, mimo wielomiesięcznych starań, nie mogła zajść w ciążę, choć Kuba był naładowany testosteronem „jak świąteczna kaczka jabłkami”. Na początku bagatelizował jej prośby o badania, kiedy jednak w końcu poszedł do lekarza, okazało się, że odwrócenie procesów, które zaszły na skutek działania anabolików w jego organizmie, wymaga czasochłonnej terapii.
– Jeśli pacjent stosuje sterydy anaboliczne, ilość testosteronu podnosi się w jego organizmie czasem nawet trzykrotnie ponad normę. Oprócz zmian organicznych obserwujemy też przerost prawej komory serca czy nadmiar czerwonych krwinek. Chory jest dosłownie „przytkany” krwią i trzeba ją rozrzedzać lub upuszczać – tłumaczy dr Świniarski. – Testosteron przyjmowany z zewnątrz bez kontroli lekarza wycisza też pracę jąder, które przestają produkować plemniki. Trzeba wtedy przywrócić organizmowi równowagę. Zanim jednak rozpocznę leczenie, proszę, by pacjent odstawił wszystkie „siłowniane odżywki”, także czyste białko i kreatynę.
Narcystyczne społeczeństwo chce być młode i piękne
Raport Polskiej Akademii Nauk z 2024 r. pokazuje, że 48 proc. Polaków podejmuje regularny wysiłek w czasie wolnym raz w tygodniu, jednak aż 30 proc. obywateli nie wykonało żadnej aktywności fizycznej w miesiącu poprzedzającym badanie. Tymczasem według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wszyscy dorośli powinni uprawiać tygodniowo od 2,5 do 5 godzin sportu. Niestety, wśród narodów europejskich jesteśmy fatalnym przykładem; niżej w rankingu są tylko Grecy i Portugalczycy.
Z kolei raport OECD i WHO sporządzony na podstawie ankiet zrobionych w 27 krajach w 2022 r. podaje, że „z pewną regularnością” ćwiczy w naszym kraju 21 proc. obywateli, a tylko 4 proc. podejmuje wysiłek fizyczny kilka razy w tygodniu. Część z tych osób bierze udział amatorsko w zawodach dla dorosłych i do tej wąskiej grupy również kierują swoją ofertę firmy handlujące odżywkami.
– Coraz częściej otrzymujemy wnioski o przeprowadzenie kontroli antydopingowej podczas zawodów o charakterze masowym lub amatorskim. W oparciu o nasze statystyki mogę stwierdzić, że najczęściej do naruszenia przepisów antydopingowych dochodzi w dyscyplinach siłowych i sportach walki. Kulturystyka i fitness są w szczególności zagrożone występowaniem dopingu w postaci steroidów anaboliczno-androgennych, hormonów i stymulatorów – przyznaje Michał Rynkowski, dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej.
W praktyce jednak organizatorzy dużych imprez sportowych dla amatorów, takich jak maratony, zawody kolarskie czy triatlonowe, rzadko wnioskują o kontrole, bo to zwiększa koszty. Tymczasem wiele wskazuje na to, że niedozwolone wspomagacze poprawiające wydajność mogły przeniknąć szeroko do środowisk, które zajmują się sportem hobbystycznie. Kiedy 2 marca podczas amatorskich zawodów kolarskich w hiszpańskiej Villonie wśród zawodników rozeszła się wieść, że na mecie czekają kontrolerzy z Komisji ds. Zwalczania Dopingu w Sporcie, ze 182 startujących do mety dotarło ledwie 52 zawodników. Aż 130 zgłosiło nagle poważne problemy techniczne, które uniemożliwiły im ukończenie wyścigu…
– Łatwiej zrozumieć używanie dopingu w sporcie zawodowym, gdzie są duże pieniądze, rywalizacja bardzo ostra, a przygotowania wymagają wielu wyrzeczeń. Trudniej to pojąć w zawodach amatorskich, w których ludzie powinni uczestniczyć, szukając radości i przyjemności. Jednak ważną rolę może tu odgrywać fakt, że nawet amatorzy uzależniają swoją samoocenę od tego, jak ich postrzegają inni. Nie akceptują porażek, nie chcą wyglądać „brzydko” czy staro. Myślę, że żyjemy w społeczeństwie narcyzmu; ludzie za wszelką cenę starają się stworzyć atrakcyjny wizerunek i doświadczają na tym tle wielu lęków – uważa dr Agnieszka Skorupa, psycholog z UŚ. Jej zdaniem powinniśmy propagować inny model życia. Taki, w którym amatorski sport nie będzie kolejnym polem walki, ale wróci do korzeni i stanie się jednym ze sposobów na zachowanie ciała i umysłu w zdrowiu, tworzących zarazem dojrzałe relacje społeczne.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















