W tworzonych przez wieki wyznaniach wiary Kościół z równą mocą podkreślał realność człowieczeństwa Jezusa tak w Jego wcieleniu, jak i w Jego zmartwychwstaniu. Człowieczeństwo nie jest dla Syna Bożego jedynie trzydziestoletnim epizodem, krótkotrwałą "przygodą", "przebraniem-się-na-chwilkę" za człowieka, jak zwykli to czynić bogowie w greckich i rzymskich mitach. Syn Boży, Boski odwieczny Logos, nie tylko stał się człowiekiem, ale pozostaje nim w swoim wiecznym "teraz", łącząc w swej Osobie dwie natury: boską i ludzką.
Zapyta ktoś: po co? W jakim celu?
Odpowiedź może mieć wiele wymiarów. Spróbujmy się skupić tylko na jednym z nich. Otóż w tradycji doktrynalnej Kościoła człowieczeństwo Chrystusa wiązano zawsze z Jego misją kapłańską. Mesjasz - pomazaniec Pański - miał być, wierzono, królem i kapłanem. I rzeczywiście, Chrystus, Bóg-Człowiek, łączy w sobie obie te funkcje (w ikonografii wyrażają to zawsze dwie szaty Jezusa: czerwony płaszcz - symbol godności królewskiej i biała suknia - znak godności kapłańskiej). Jest królem - w swoim bóstwie; jest kapłanem - w swoim człowieczeństwie. By być kapłanem, "potrzebował" stać się człowiekiem. W najbardziej przenikliwy sposób mówi o tym Autor "Listu do Hebrajczyków", wkładając w usta Chrystusa słowa Psalmu 40: "Ofiary krwawej czy bezkrwawej nie chciałeś, lecz przysposobiłeś mi ciało" (Hbr 10, 5; por. Ps 40, 6-8). Czytając ten list, jesteśmy już jednak świadkami nie tego, co dzieje się na Golgocie, ale tego, co dokonuje się w wieczności w wewnątrztrynitarnym życiu Boga: "Chrystus bowiem nie wszedł do świętego namiotu, który sporządziły ludzkie ręce jako namiastkę tego prawdziwego, ale wszedł do samego nieba - wszedł z własną krwią, złożył w ofierze Bogu samego siebie" (Hbr 9, 24; por. 9, 12 i 14).
Oto wymiar liturgii, dla którego Świątynią pozostaje niebo. Oto niebieski Kapłan, Bóg-Człowiek, który w ofierze Golgoty, ale jednocześnie w ofierze składanej poza czasem i miejscem oddaje na ołtarzu "wiecznym" samego siebie; dzięki temu, że jest Człowiekiem, składa w ofierze "swoje ciało i krew".
Tak jak człowieczeństwo Chrystusa nie jest dlań jedynie króciutkim epizodem, podobnie nie jest nim Jego kapłaństwo: "Ty jesteś kapłanem na wieki na podobieństwo Melchizedecha" (Hbr 5, 6nn; por. Ps 110, 4). W ten sposób dowiadujemy się znowuż czegoś bardzo ważnego o Bogu. W Bogu "dzieje się", realizuje się kapłaństwo. Nie jakiekolwiek kapłaństwo, lecz kapłaństwo Chrystusowe. Specyfiką kapłaństwa Chrystusowego jest to, że kapłan jest tożsamy ze składaną ofiarą! Składa w ofierze nie "coś", lecz "kogoś" - samego siebie! Bóg nie potrafi istnieć inaczej, jak tylko "poprzez bezinteresowny dar z siebie samego" (por. KDK 24); i taka sama dyscyplina istnienia zadana jest każdemu człowiekowi, stworzonemu na "obraz i podobieństwo" Boga (Rdz 1, 26-27).
Chrześcijanom jest ona zadana w sposób szczególny - a to na mocy chrztu, który czyni nas uczestnikami potrójnej godności Chrystusa: kapłana, proroka i króla. Tej właśnie "dyscyplinie istnienia" chcemy na nowo dać wiarę/zawierzyć ("Nie bądź niedowiarkiem, ale wierzącym!") w Wielką Noc, odnawiając swoje przyrzeczenia chrzcielne.
Nie chodzi tu o położenie wiary w takiej postawie, która od czasu do czasu zdolna jest zdobyć się na jakąś ofiarę (jakiś pieniądz na dobry cel, trochę czasu dla kogoś, jedna czy druga praktyka postu, jałmużny czy modlitwy, np. z okazji Wielkiego Postu). Raczej chodzi o coś, co zmarły papież Jan Paweł II nazywał "postawą" kapłańską - a więc o jakąś stałą, wewnętrzną dyspozycję, jakiś uprzedni sposób wartościowania i myślenia (o sobie, o innych, o "życiu", o tym, co jest ważne), wyprzedzający i jednocześnie warunkujący konkretne czyny i realizacje. Chrystus nie musi mnie przecież bez przerwy zasypywać prezentami (od jakiegoś momentu byłoby to chyba nawet podejrzane), wystarczy mi wiedzieć, że jest dla mnie, że istnieje dla mnie, że stać Go - gotów jest - na każdą dla mnie ofiarę. Ja też nie muszę ciągle robić "czegoś" (dla Boga, dla innych, dla Kościoła). O wiele ważniejsza jest we mnie stała po temu dyspozycja - bycie do dyspozycji - także kosztem siebie... Bez tego nie da się złożyć ofiary rzeczywistej - tzn. takiej, która przychodzi wtedy, gdyśmy jej nie zaplanowali (nie-w-porę), i gdy dotyczy czegoś, co akurat chcielibyśmy na pewno zatrzymać dla siebie...
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















