„Bare Bones”

Madeleine Peyroux, "Bare Bones"(Rounder / Universal)
Czyta się kilka minut

Fotografia artystki z okładki jej czwartej płyty jest wyraźnie latourowska, choć bez lampy oliwnej; ciemności rozświetlane są przez wyblakły błękit okna i mniejszy prostokąt z jasnoszarym odbiciem. Słuchanie warto więc zacząć od obrazu, tyle tu skupienia. Raz jeszcze właśnie skupienie uznać można za źródło czy zasadę muzyki Madeleine Peyroux. Jej wielka inspiracja, Billie Holiday, zwłaszcza w piosenkach wykonywanych jeszcze przed wojną, miała stosunkowo niewiele czasu (zespół musiał się roz­swingować), wchodziła na krótko, wejścia te były zatem bardzo intensywne, skoro miało się tam zmieścić tak wiele - nie tyle nut czy słów, lecz czegoś trudno uchwytnego, co decyduje o wyjątkowości Billie Holiday i teraz Peyroux. Tylko parę niezwykłych nazwisk - trzy? - dałoby się tu jeszcze dopisać...

Kiedy poznałem piosenki Peyroux (a zacząłem od drugiej płyty i, oczywiście, szybko postarałem się o pierwszą), wrażenia były wręcz niesamowite. Wydawało się niemożliwe, że można mieć głos aż tak naturalnie podobny do Holiday (aczkolwiek od początku nie było mowy o artystycznej wtórności). A jeszcze większe zdumienie brało się stąd, że nie są to nagrania historyczne, że także dziś można z takim przekonaniem, z taką estetyczną i egzystencjalną mocą śpiewać.

Wspaniały styl Peyroux ewoluuje, tym razem jest ona również współautorką każdej spośród zebranych na płycie piosenek. Śpiewa - w tym również, przy pełnej oryginalności własnej, przypomina Holiday - żarliwie i powściągliwie zarazem. Przedkłada niuansowanie głosem nad ekspresję; słuchacz oczekuje jej głosu, radując się spokojnym, wyciszonym prowadzeniem linii melodycznej, tęskniąc, kiedy znów się pojawi, a pewnie też trochę niepokojąc się kruchością i znikliwością głosu oraz tego, co się w nim i za nim kryje. To właśnie z powściągania, z estetycznej dyscypliny bierze się intensywność. Niby skrywana, lecz działa od razu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2009