Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Bardziej być, niż mieć

Bardziej być, niż mieć

03.12.2012
Czyta się kilka minut
„Kryzysu nie ma. Jest tylko katastrofa” – oznajmia czytelnikom w listopadzie 1932 r. publicysta wydawanego we Lwowie biuletynu Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Dyszel w Głowie”.
Koniec lat 20. Fot. Archiwum Jerzego Turowicza
A

Autor diagnozy – Jerzy Turowicz, student Wydziału Budowy Maszyn Politechniki Lwowskiej, który chce konstruować samoloty, nie ma złudzeń, że świat, w którym dorastał, przepoczwarza się: „Liberalna doktryna społeczna zbankrutowała. Liberalna doktryna społeczna musi odejść (...). Ludzie myślący zaczynają rozumieć donkiszoterię walki o wolnokonkurencyjne wiatraki. Ludzie ci nie pójdą także za kurzemi marzeniami materjalizmu dziejowego o standaryzacji człowieka i myśli twórczej”.

ZMIANY SPOŁECZNE – POSTĘP TECHNIKI, ROZWÓJ PRZEMYSŁU, WIELKA WOJNA – „wykazały jasno, że obecny ustrój gospodarczy jest nieżyciowy, nie spełnia i nie może spełnić zadań przed nim postawionych” – pisze parę miesięcy później Turowicz, nie znajdując odpowiedzi na pytania postawione przez polski kapitalizm lat 30. ani u komunistów, ani wśród socjalistów. Nie wiąże nadziei z „demokratami”, czyli ówczesnymi ugrupowaniami lewicowymi. Faszyzm – stawiając pracę „niemal ponad wartości moralne” i przeceniając rolę państwa, „grożące etatyzmem i socjalizacją i podporządkowujące wszystko jego [państwa] interesowi, nieraz niezbyt określonemu” – jest dla publicysty nieomal tym samym, co komunizm. Dla 21-letniego Turowicza szansą na – jak będzie pisał w tekstach, które powstaną pod jego piórem za 30-40 lat – „zmianę świata na bardziej ludzki” jest katolicyzm społeczny, oparty na encyklikach „Rerum novarum” Leona XIII i „Qudragesimo anno” Piusa XI. I wynikające stąd „uzależnienie koniecznej przebudowy ustroju od głębokiej przemiany psychiki jednostkowej i społecznej, dalej żądanie bezwzględnej etyki w życiu gospodarczem i społecznem, oraz zachowania hierarchji wartości moralnych i materjalnych”. I choć Stowarzyszeniu, do którego należy, brak sprecyzowanego programu, Turowicz nie ma wątpliwości, że rozgrywka o to, jaki będzie świat, rozegra się właśnie między tymi, którym bliskie są idee katolicyzmu społecznego, a programem „syndykalistyczno-faszystowskim”. Turowicz nie poprzestaje na rozważaniach ideowych – na łamach „Życia Technickiego”, wychodzącego we Lwowie pisma studentów uczelni technicznych, w grudniu 1932 r. opisuje sposób organizacji pracy w fabryce samochodów Henry’ego Forda – człowieka, który zainwestował w swoją fabrykę 300 milionów dolarów i zamierzał wypuścić na amerykański rynek ponad milion nowych samochodów, ale rozumiał też, że „liberalny system społeczny zbankrutował na całej linii. Oparty na irracjonalnym założeniu, że celem jednostki jest wyłącznie jej własne dobro, wobec czego jednostka dąży wszelkimi środkami do jak największego zysku, choćby kosztem drugich, liberalizm rozpętał ogromną walkę wszystkich przeciwko wszystkim, walkę, której w dużej mierze mamy »do zawdzięczenia« dzisiejszą sytuację gospodarczą”.

W REALIACH KRYZYSU GOSPODARCZEGO AD 2012 BRZMI TO WYJĄTKOWO ZNAJOMO, podobnie jak, oparte na książkach Forda, a przekonujące widać Turowicza poglądy, które w tekście przedstawia: „Ustrój gospodarczy trzeba oprzeć na bezwzględnej sprawiedliwości. Każdemu należy się co najmniej tyle, ile warta praca przez niego wykonana, człowiek bowiem ma prawo do swojej pracy. Jedynym celem i racją bytu produkcji jest zaspokojenie potrzeb ludzkości, służenie jej, a nie wyłączny zysk przedsiębiorcy czy kapitalisty”. Nie jeden Turowicz interesował się tym, jak urządzić świat, co można było zobaczyć w wypełnionej po brzegi sali Mikołaja Kopernika Collegium Novum UJ 1 grudnia 1935 r. Czterysta osób przyszło posłuchać dyskusji „Prądy ideowe współczesnej młodzieży polskiej”, zorganizowanej przez Koło Polonistów. Jak można przeczytać w „Kronice” wydawanego w Lublinie miesięcznika Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, przemawiali: Kazimierz Wyka („młody i zdolny krytyk krakowski, o sympatjach lewicowych”), Józef Święcicki („znany działacz katolicki i publicysta”; po wojnie zostanie publicystą „TP”), Jan Bielatowicz (Młodzież Wszechpolska), Jerzy Turowicz („reprezentant obozu katolickiego (Odrodzenie) przeprowadził krytykę współczesnego porządku duchowego”), Tadeusz Jaworski (Myśl Mocarstwowa), Józef Matus („ruch młodochłopski”), Józef Cyrankiewicz („socjalistyczna lewica”; „w bardzo ciekawym przemówieniu podał swój światopogląd i przeprowadził krytykę odmiennych ideologij, stwierdzając, że w stanowisku wobec współczesnej rzeczywistości socjalizm schodzi się z katolicyzmem, mimo całkowicie odmiennych punktów wyjścia i całkowicie odmiennych konsekwencyj”). Dokładnie za 10 lat historia powie im wszystkim: sprawdzam. A Turowicz i Cyrankiewicz, choć podczas tamtej grudniowej dyskusji wydawało się, że „socjalizm schodzi się z katolicyzmem”, znajdą się po przeciwnych stronach politycznych sporów.

CHOCIAŻ TUROWICZ POGLĄDÓW NIE ZMIENI, co znajdzie wyraz w jego publicystyce pisanej w chwilach kryzysów i politycznych przesileń, po których świat zmienia swą postać kolejny raz. Wiosną 1947 r., w tekście „Katolicyzm i radykalizm” przypomni: „katolicy muszą pamiętać o swojej olbrzymiej odpowiedzialności, o tym, że są oni powołani do »ratowania« świata”. W 1957 r., w „Tygodnikowym” tekście „W perspektywie Wcielenia”: „Twierdzenie, że religia odwraca człowieka od świata, że człowiek wierzący dba jedynie o zbawienie własnej duszy, nie troszcząc się o sprawy tego świata, a zatem religia jest zaporą na drodze postępu, jest nieporozumieniem. (...) Staranie o wspólne dobro ludzkości, to staranie o wzrost dobrobytu mas i ich coraz bardziej ludzkie życie, staranie o realizację coraz doskonalszych form ustroju społeczno-gospodarczego, jak i ustroju państwowego, o słuszny podział dochodu społecznego, o wzrost sprawiedliwości międzyludzkiej i międzynarodowej, staranie o pogłębienie i upowszechnienie kultury moralnej, intelektualnej i artystycznej”. W pokiereszowanym przez cenzurę tekście ze stycznia 1983 r. „Ocalić nadzieję”: „My tu w »Tygodniku« istotnie żyjemy w innym świecie; w świecie, którego kształt i wymiary określają takie wartości, jak godność i prawa osoby ludzkiej, podmiotowość człowieka i społeczeństwa, czyli możność decydowania o własnym losie, demokracja i pluralizm, szacunek dla prawdy, tolerancja dla odmiennych przekonań, rozwiązywanie trudności na drodze autentycznego dialogu”. Siła tych samych przekonań tkwiła u podstaw komentarzy ponad 80-letniego naczelnego „TP”, który upominał się o ofiary czystki etnicznej w Bośni i odpowiedzialność wspólnoty międzynarodowej za mękę mieszkańców Srebrenicy i Sarajewa. Który pytał w 1995 r.: „czy niemal 40-milionowe społeczeństwo ma prawo patrzeć obojętnie, tolerować pośród siebie dwieście tysięcy bezdomnych? (...). Czy parafie – nie mówię, że proboszcz, ale wspólnota wiernych tworząca parafię – ma prawo tolerować obok siebie bezdomnych, tak jakby nigdy nie słyszała, co na ten temat mówi Ewangelia, jakby nie znała przypowieści o miłosiernym Samarytaninie?”. Być może sam nie pamiętał już wtedy, że w maju 1935 r. napisał na łamach „Dyszla w Głowie” – pisma, gdzie po raz pierwszy w życiu został redaktorem naczelnym: „»Odrodzenie« wychowuje katolickich zawodowców, którzy rozumieją niemożność (...) oddzielania życia od wiary (...). A to dlatego, że mają dyszel w głowie, katolicką orjentację życia i wyczucie najistotniejszych potrzeb człowieka i świata”. Ale to, co było dla niego najważniejsze, jako publicysty i człowieka wierzącego: wiara w człowieka odkupionego przez Boga i przekonanie o osobistej odpowiedzialności każdego z nas za przemianę świata w miejsce ludziom przyjazne – przez kilkadziesiąt lat się nie zmieniło.

Anna Mateja jest autorką opublikowanego przez Znak portretu Jerzego Turowicza „Co zdążysz zrobić, to zostanie”. Redaktorka, a następnie dziennikarka współpracująca z „TP”, zaangażowana także w działalność Fundacji Jerzego Turowicza. W 2007 r. za wywiad z Ewą Szumańską otrzymała nagrodę Grand Press. Wykaz źródeł znajduje się na stronie internetowej „TP”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]