Reklama

Zuma i zaginione miliony

Zuma i zaginione miliony

w cyklu STRONA ŚWIATA
19.04.2019
Czyta się kilka minut
Na niespełna miesiąc przed wyborami w RPA jej były prezydent Jacob Zuma, niezrównany arcymistrz w wywoływaniu wszelkiej maści afer, stał się bohaterem kolejnego skandalu. Johannesburski „Sunday Times” twierdzi, że przywłaszczył sobie 30 milionów dolarów Muammara Kaddafiego.
Jacob Zuma (drugi z lewej) wśród afrykańskich przywódców odwiedzających Muammara Kaddafiego (w środku), Trypoli, 10 kwietnia 2011 r. / Fot. Hamza Turkia / Xinhua / East News
Jacob Zuma (drugi z lewej) wśród afrykańskich przywódców odwiedzających Muammara Kaddafiego (w środku), Trypoli, 10 kwietnia 2011 r. / Fot. Hamza Turkia / Xinhua / East News
Z

Zuma był ostatnim zagranicznym przywódcą, który odwiedził Kaddafiego. Było to na przełomie maja i czerwca 2011 r., a w Libii od stu dni trwało zbrojne powstanie wywołane przez Arabską Wiosnę, która dotarła tam z Tunezji i Egiptu. Zaczęło się jak wcześniej w Tunisie i Kairze, od antyrządowych wystąpień w stolicy. Uliczne demonstracje szybko przerodziły się jednak w rozruchy, które Kaddafi próbował stłumić. W marcu doszło do interwencji zbrojnej państw Zachodu, których samoloty rozpoczęły powietrzne rajdy przeciwko wojskom Kaddafiego. Mając po swojej stronie zachodnie lotnictwo, przeciwnicy Kaddafiego nie zgadzali się już na żadne rozejmy i domagali bezwarunkowego ustąpienia tyrana.

Zuma przyjechał w odwiedziny do Kaddafiego jako emisariusz Afryki, która, podobnie jak niemal całe światowe Południe, a także Rosja czy Chiny, sprzeciwiała się zachodniej wyprawie wojennej na Libię. Przeciwnicy Waszyngtonu, Paryża i Brukseli twierdzili, że wcale nie idzie im o troskę o libijskich cywilów, ale o to, by obalić Kaddafiego, zniweczyć jego teatralne próby jednoczenia Afryki i uniezależniania jej od Zachodu, a w końcu przejąć libijskie pola naftowe, najbogatsze na całym kontynencie.

Zuma i rządzący w Pretorii i Kapsztadzie Afrykański Kongres Narodowy (ANC) byli w dodatku dłużnikami Kaddafiego, który przez swoje ponad 40-letnie panowanie (1969–2011) wspierał partię Nelsona Mandeli politycznie, zbrojnie, a przede wszystkim finansowo. Zarówno gdy walczyła ona jeszcze z apartheidem, jak i gdy w 1994 r. przejęła władzę w kraju.

Powietrzny most

Zuma nigdy nie przepadał za Zachodem, który wytykał mu wszystkie błędy i wpadki, wyśmiewał jego maniery i poczucie humoru, przy każdej okazji przypominając, że nie jest godny sprawować tego samego urzędu, który zajmował przed nim Mandela. Nie podobał mu się też pomysł, by los władców – o tym kto rządzi, a kto słucha rozkazów – zależał od ulicznych rewolucji. Do Kaddafiego przyjechał jednak nie po to, żeby dodać mu otuchy, ale żeby go namówić do zrzeczenia się władzy i ratowania życia.

Kaddafi ponoć się zgodził, ale przed abdykacją chciał przeszmuglować z kraju wszystkie pieniądze, złoto i diamenty z państwowego skarbca. Miały zabezpieczyć jemu, jego rodzinie i zwolennikom dostatnie życie na wygnaniu, wystarczyć na honoraria dla adwokatów, gdyby miał zostać postawiony przed jakimś międzynarodowym trybunałem, a także – kto wie – na opłacenie politycznej czy zbrojnej kampanii, dzięki której za jakiś czas mógłby wrócić do Libii i odzyskać władzę. Zuma, który w podróż do Trypolisu zabrał swojego szefa wywiadu, Siyabongę Cwelego, obiecał Kaddafiemu, że pomoże mu przerzucić sekretnie do RPA pieniądze i złoto.

Wkrótce między Sabhą na libijskim, pustynnym południu, w pobliżu granicy z Mali i Nigrem, a Johannesburgiem zawisł powietrzny most, którym samoloty sterowane przez dawnych, białych pilotów z południowoafrykańskiego wojska (po służbie zaciągnęli się do prywatnych korporacji ochroniarsko-najemniczych) przewiozły z północy na południe setki ton złota, srebra i diamentów, a także miliardy dolarów w gotówce. Kilka lat temu jedna z johannesburskich gazet doliczyła się ponad 60 przelotów w ramach tej operacji.

W październiku karawana, w której Kaddafi usiłował wymknąć się z Libii, została zbombardowana przez samoloty NATO w pobliżu Syrtu, rodzinnych stronach dyktatora. Dyktator przeżył nalot, ale – wzięty do niewoli – został zamordowany przez partyzantów. Jego pogromcy, którzy przejęli władzę w Trypolisie rozesłali po świecie wysłanników, by odnaleźli i odzyskali przywłaszczone przez Kaddafiego skarby.

Przyjechali też, w pierwszej kolejności, do RPA. Część pieniędzy odzyskali, głównie tych, które zostały przesłane do RPA legalnie, na rachunki w tamtejszych bankach, na długo zanim w Libii wybuchła wojna. Większość skarbów Kaddafiego przepadła jednak bez śladu, a według południowoafrykańskich gazet zarządzał nimi z Johannesburga dawny księgowy Kaddafiego Baszir Saleh. Zuma zaś przysięgał solennie w parlamencie, że o żadnych skarbach Kaddafiego nic nie wie.

Tajemnica bunkrów

W 2018 r., na rok przed końcem drugiej i ostatniej prezydenckiej kadencji, Zuma został jednak odsunięty od władzy wskutek pałacowego przewrotu w rządzącej partii (w 2008 r. w identyczny sposób pozbawił władzy swojego poprzednika Thabo Mbekiego), a Libijczycy poprosili nowego prezydenta RPA, Cyrila Ramaphosę, by pomógł im odzyskać pieniądze Kaddafiego.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Kłopotliwy Jacob Zuma


W kwietniu południowooafrykańska gazeta „Sunday Times” podała, że korzystając z zamieszania i tajemnicy, jaka otacza „złoto Kaddafiego”, Zuma przywłaszczył sobie 30 mln dolarów. Według dziennikarzy „Sunday Timesa” ówczesny przywódca kraju najpierw polecił ukryć pieniądze i skarby Kaddafiego w kilku sekretnych i pilnie strzeżonych bunkrach i magazynach w okolicach Pretorii oraz Johannesburga. Zaraz potem kazał część z nich (ok. 30 mln dolarów) przewieźć do swojej prezydenckiej rezydencji, pobudowanej w rodzinnej wiosce Nkandla, w prowincji KwaZulu-Natal. Kiedy w 2014 r. szefowa Urzędu Rzecznika Obywatelskiego Thuli Madonsela, prowadząca śledztwo w sprawie wysuwanych wobec Zumy zarzutów o korupcję, zażądała wpuszczenia jej do skarbców i magazynów Nkandli, prezydent odmówił i powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego oraz tajemnicę państwową nie pozwolił na inspekcję.

Gazeta twierdzi, że odsunięty od władzy i ciągany po sądach za korupcję i nadużycia władzy Zuma na początku roku kazał przewieźć miliony z Nkandli do sąsiedniego królestwa Eswatini (tak od zeszłego roku każe się nazywać Suazi, którego mieszkańcy uważani są za bliskich krewnych Zulusów), rządzone przez Mswatiego III, ostatniego w Afryce monarchę absolutnego.

W marcu, na prośbę Libijczyków, Ramaphosa odwiedził króla Mswatiego, by zapytać o pieniądze. W kwietniu zaś, podczas przystanku w zagranicznej podróży, Mswati spotkał się z Ramaphosą na lotnisku w Johannesburgu. „Sunday Times” twierdzi, że suazyjski władca potwierdził, iż Zuma powierzył mu pieniądze.

Pieniądze duchów

Na początku maja Ramaphosa poprowadzi ANC do kolejnych wyborów. I choć kierowana przez niego dawna partia Mandeli jest murowanym faworytem i zachowa władzę, ciążą na niej oskarżenia o korupcję i prywatę, które rozpleniły się za panowania Zumy. Ramaphosa najchętniej odciąłby się od tamtych czasów i pozbył raz na zawsze Zumy i jego zauszników. Skromniejsze niż dotąd wyborcze zwycięstwo (trudno się spodziewać, żeby wobec rozczarowania swoimi rządami ANC zebrał więcej niż dotąd, czyli ok. dwóch trzecich głosów) może zachęcić wrogów Ramaphosy do kolejnego partyjnego rokoszu. W obozie nieprzyjaciół nowego prezydenta znajduje się Zuma, który wybrał go sobie na zastępcę i nie może darować zdrady.

Na razie Ramaphosa odmawia w sprawie „milionów Kaddafiego” jakichkolwiek komentarzy. Zuma, rzecz jasna, wszystkiemu zaprzecza. „No proszę! Ja się głowię, skąd wziąć pieniądze na adwokatów i spłatę sądowych rachunków, a tu się okazuje, że jestem bogaczem, że mam miliony” – kpi Zuma i zapowiada, że być może poda gazetę do sądu. Z zaprzeczeniami pospieszyli też rzecznik króla Eswatini, tamtejszy bank centralny oraz szefowa południowoafrykańskiej dyplomacji Lindiwe Sisulu. „Zbadamy sprawę i wszystko sprawdzimy, ale mnie się zdaje, że tych pieniędzy po prostu nie ma – zapewnia Lindiwe Sisulu, córka Waltera, najbliższego towarzysza Mandeli, weterana walki z apartheidem. – To trochę jak opowieść o duchach. Dobra dla tych, którzy wierzą w duchy”.

Gdyby się jednak miało okazać, że Zuma przywłaszczył sobie miliony z miliardowego skarbu Kaddafiego, Zulus nie tylko stałby się bohaterem kolejnego skandalu, zostałby oskarżony o złodziejstwo i postawiony przed sądem, ale też skompromitowałby południowoafrykańskie państwo. Przemycenie pieniędzy ogłoszonego banitą Kaddafiego byłoby bowiem złamaniem nie tylko dobrych obyczajów , ale także południowoafrykańskiego, amerykańskiego i międzynarodowego prawa: naraziłoby RPA na sankcje, Zumę zaś na nowe procesy, a nawet więzienie.

POLECAMY: "Strona świata" - specjalny serwis "Tygodnika" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niestety Pana artykul to mieszanina tego, co wiadomo tj. co doniosl "The Sunday Times" i Pana wyobrazen oraz domyslow o wydarzeniach - niestety. Jeszcze kilka uwag. Sprzeciw wobec interwencji zbrojnej w Libii wynikal z faktu, ze rezolucja Rady Bezpieczenstwa ONZ mowila o utworzeniu tzw "no fly zones" w celu ochrony ludnosci cywilnej. Rosja i Chiny wstrzymaly sie od glosu i rezolucji nie storpedowaly. Kraje zachodnie postanowienia rezolucji zlamaly decydujac sie na interwencje zbrojna i obalenie rzadu. Zamordowany przywodca Libii nie byl wtedy banita, jak Pan twierdzi. Nie tylko Zuma mial krytyczne nastawienie do Zachodu. Mocno krytyczny byl zarowno Mbeki jak i Mandela. Mozna powiedziec, ze jest to element skladowy DNA Kongresu i w zaleznosci od sytuacji daje o sobie znac. I jeszcza dwie rzeczy. Napisal Pan :"...rządzący w Pretorii i Kapsztadzie Afrykański Kongres Narodowy (ANC)". Nie jest to zgodne ze stanem faktycznym. Ani w Pretorii ani Kapsztadzie nie rzadzi Afrykanski Kongres Narodowy. Kongres nie rzadzi nawet Western Cape, ktorej to prowincji Kapsztad jest stolica - nota bene nie rzadzi od dluzszego czasu. W Pretorii nie rzadzi od ostatnich wyborow lokalnych w 2016 roku. W Pretorii znajdue sie siedziba rzadu zas w Kapsztadzie - parlament. Kongres jest partia rzadzaca krajem, gdyz tworzy rzad i ma wiekszasc w parlamencie ale to nie to samo, co Pan napisal. "Ramaphosa najchętniej odciąłby się od tamtych czasów i pozbył raz na zawsze Zumy i jego zauszników." Nie bardzo to pozbywanie wychodzi prezydentowi. Nalezy zauwazyc, ze wygral prezydenture partii i w efekcie kraju wchodzac w uklady z D.Mabuza jednym z bardziej skompromitowanych politykow i do momentu zakulisowych manipulacji popierajcego Zume - w nagrode zostal vice - prezydentem kraju. Niezaleznie od wyniku wyborow rece Ramaphosy beda zwiazane. Zgoda, niektorzy widza w nim swoistego "mesjasza" ale patrzac na uklad sil w samej partii, ktora na wzor partii komunistycznych decyduje o tm , co rzad ma zrobic, mozna miec powazne watpliwosci.W tej chwili nawet nie jest pewne, czy Ramaphosa bedzie prezydentem po wyborach - prezydent jest wybierany przez parlament sposrod kadydatow wystawionych przez partie polityczne. Pozdrawiam
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]