Artyści i kuglarze

W tym roku zdecydowana większość statuetek trafiła do rąk konstruktorów rozkosznych filmowych zabawek.

27.02.2012

Czyta się kilka minut

Nie pamiętam, by podczas gali oscarowej kino z takim wdziękiem pożarło własny ogon. W tym roku prawie bezkonkurencyjnie triumfowały dwa tytuły, które w otwarty sposób składają hołd początkom sztuki filmowej, jej eksperymentom i rewolucyjnym przemianom. Ich twórcy starają się uciec w celuloidową przeszłość – jakby w zapomnianej filmowej rupieciarni szukali odświeżających pomysłów, na przekór dzisiejszemu kinu chełpiącemu się digitalizacją i 3D.

„Hugo i jego wynalazek” Martina Scorsese (jedenaście nominacji, pięć statuetek) przywoływał pierwszy zachwyt nad filmowym kuglarstwem, nad ekranowym spełnieniem niemożliwego. Zgodnie z przewidywaniami, głównego Oscara zgarnął czarno-biały i niemy „Artysta” Hazanaviciusa, naśladujący stare kino i rozkoszujący się jego ograniczeniami. Otrzymując nagrodę dla najlepszego aktora, Francuz Jean Dujardin nie przypadkiem wspomniał pierwszą ceremonię oscarową – było to w 1929 r., czyli wtedy, kiedy rozgrywa się najważniejsza część „Artysty”. Podówczas prowadzącym galę był Douglas Fairbanks – wielka gwiazda niemych filmów, której nie udało się znaleźć swego miejsca w kinie dźwiękowym, co – jak pamiętamy – jest głównym tematem filmu Hazanaviciusa. Trudno o piękniejszą koincydencję. Dzięki niej tegoroczne Oscary, będące raz jeszcze połączeniem cyrku, mało wybrednego kabaretu i pokazu haute couture, zdecydowanie zyskały splendoru.

Amerykański dystrybutor zwycięskiego filmu, czyli The Weinstein Company, w jakimś sensie nobilitował tegoroczne nagrody amerykańskiego przemysłu filmowego. Wszak w dużej mierze dzięki jego sprawnej promocji zatriumfował film europejski (choć sławiący Hollywood) i w swojej stylistyce bardzo wyjątkowy (choć zarazem prosty w odbiorze). Trudno byłoby w dziewiątce nominowanych znaleźć drugiego takiego „czarnego konia” – jak zawsze dominowały filmy zachowawcze w treści i formie, a ich poziom wydawał się raczej wyrównany. Filmowe tuzy, jak Woody Allen, Steven Spielberg, Terence Malick czy Alexander Payne, swoje najlepsze filmy zrealizowali dużo wcześniej.

Scorsese miał pecha znaleźć się w tej samej, co „Artysta”, kategorii filmów nostalgicznych i choć zgarnął tyle samo statuetek, w ostatecznej rozgrywce przegrał. Kompletnie niedoceniony, choć wyśmienity „Moneyball” prawdopodobnie okazał się filmem jak na Oscary zbyt „małym”. A jeszcze lepszy „Szpieg” w ogóle nie dostał nominacji w głównej kategorii, podobnie jak nie dostał nagród za muzykę i za rolę Gary’ego Oldmana. Choć Oscarami rządzi zasada przewidywalności, zawsze jednak po cichu wierzymy, że a nuż tym razem zwycięży czyjś ekstrawagancki kaprys. Jednak takich pozytywnych zaskoczeń raczej w tym roku nie było. Bo nawet zasłużone zwycięstwo irańskiego „Rozstania” (najlepszego filmu nieanglojęzycznego) więcej zawdzięcza zabiegom promocyjnym niż swoim niewątpliwym walorom artystycznym.

Amerykańscy Akademicy lubują się w tym, co w oczywisty sposób „wyczynowe”: współczesny aktor w roli niemej (Dujardin) albo aktorka idealnie kopiująca autentyczną postać (Meryl Streep jako „Żelazna dama”, trzeci w karierze Oscar, siedemnasta nominacja). Stąd tak dotkliwa wydawała się nieobecność w oscarowym finale dwóch najciekawszych aktorów młodego pokolenia: Michaela Fassbendera („Wstyd”) i Ryana Gosslinga („Drive”, „Idy marcowe”), a także Tildy Swinton („Musimy porozmawiać o Kevinie”). Ale polemizowanie z Oscarami mija się z celem, bo stanowią one odrębny kosmos. Za artystyczne uchodzi to, co najskuteczniej porusza masową wyobraźnię. W przeciwieństwie do prestiżowych festiwali, trudno tu mówić o werdyktach odważnych – bo przecież docenienie Christophera Plummera za rolę sędziwego geja w „Debiutantach” czy czarnoskórej Octavii Spencer w „Służących” nawet w konserwatywnym Hollywood nie ma już dzisiaj znamion rewolucji. Na uroczystość przyznawania statuetek Amerykańskiej Akademii patrzymy więc jak zabawę dużych dzieci, choć równocześnie nie mamy złudzeń, że gra toczy się o bardzo wysokie stawki.

Może dlatego podczas oglądania oscarowej gali trudno mi było wyobrazić sobie na podium film Agnieszki Holland – wśród tych wszystkich fajerwerków, cudownych wynalazków i celuloidowych wzruszeń (choć pamiętamy, że wiele filmów o podobnej jak „W ciemności” tematyce zdążyło zgarnąć nagrody w Teatrze Kodaka). Jest w Oscarach coś nieprzyzwoitego, kiedy pomiędzy jednym a drugim dowcipasem prowadzącego galę Billy’ego Crystala pojawia się nagroda dla filmu dokumentalnego o lekarzu operującym zmasakrowane kwasem twarze pakistańskich kobiet. I nie chodzi tu bynajmniej o pocieszanie się z powodu braku Oscara dla polskiego filmu i wmawianie – jak w bajce o lisie i kwaśnych winogronach – że ze swoim ciężarem faktów nie pasował on do hollywoodzkiej fety. Bo z pewnością nie był to jedyny film o podobnym ciężarze, zwłaszcza w kategorii filmów nieanglojęzycznych czy dokumentalnych. Jednak tak się w tym roku złożyło, że zdecydowana większość statuetek trafiła do rąk konstruktorów rozkosznych filmowych zabawek, jak „Artysta” czy „Hugo”, pozwalających uciec od rzeczywistości i schować się przed nią w iluzji, w tym przypadku nawet podwójnej, bo dotyczącej filmu w filmie. Zapewne temu właśnie służą Oscary, zapewne temu przede wszystkim służy kino. Zastanawiają jedynie proporcje zjawiska w tym roku.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do magazynów „EKRANy” i „Kino”, jest felietonistką magazynu psychologicznego „Charaktery”. Współautorka takich publikacji, jak „Panorama kina najnowszego”, „Szukając von Triera”, „Encyklopedia kina”, „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 10/2012