Andrew Hill: "Passing Ships"

Już od kilku lat staram się zdobywać wszystkie krążki, które wyszły spod ręki Andrew Hilla, nazwanego przez Boba Blumenthala chicagowskim “niedocenionym mistrzem". Wygląda na to, że nowe milenium będzie łaskawsze dla sędziwego pianisty-oryginała. Płyty “Dusk" i “A Beautiful Day" zdążyły go już wywindować na szczyty rankingów jazzowych płyt roku. Jego niepodrabialny styl zaczął inspirować najzdolniejszą młodzież, jak chociażby Jasona Morana.
Czyta się kilka minut
 /
/

Względna popularność dała wreszcie do myślenia producentom - przypomnieli sobie, że w latach chudych Hill uczestniczył w sesjach nagraniowych, które nigdy nie znalazły się na żadnej płycie. Spacer po zakurzonych piwnicach wytwórni “Blue Note" przyniósł prawdziwe odkrycie - nagrania nonetu Hilla z 1969 roku. Jak można się domyślić, “przepływające statki" to po prostu odjazd.

Znakiem rozpoznawczym Hilla jest skłonność do trudnych metrów, perkusyjne akordy i szorstko-ciemny liryzm wychowanka chicagowskiej South Side. Uważa się go za spadkobiercę Theloniousa Monka, który jednak zapuszcza się w regiony herezji spod znaku Cecila Taylora. Ale płyta dowodzi, że jest też otwarty na inne wpływy. Być może obecność Rona Cartera sprawiła, że Hill brzmi tu chwilami jak Hancock - zwłaszcza w “Plantation Bag", kiedy przez chwilę bawi się frazą z “Cantaloupe Island". Hill olśniewa bogactwem pomysłów kompozytorskich (pobierał nauki u Paula Hindemitha) i wyobraźnią aranżacyjną, która zestraja 6 blach, fortepian i sekcję rytmiczną w żywy organizm, nieznanego Linneuszowi zwierza. Na początek polecam melancholijny utwór tytułowy, który przypomina po trosze temat miłosny ze “Spartakusa" (wzorem inż. Mamonia lepiej trzymać się czegoś znanego). Oszczędne partie puzonu i trąbki, a potem fortepianowe “błyski na wodzie" podbiją serce każdego, kto szuka w jazzie dyskretnego piękna. “Noon Tide" z kolei przynosi taneczne latynoskie rytmy i ciekawe dialogi blach. Żeby przekonać się, że Hill to naprawdę groźny kot (chodzący własnymi ścieżkami), warto wsłuchać się, jak buduje napięcie w improwizacji, którą ozdobił “The Brown Queen".

Znów okazało się, że warto schodzić do podziemia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2004