Ależ wszędzie

Dlaczego nie w Pacanowie?" miał (zdaniem mediów) zapytać ironicznie pewien polityk (o nazwisko mniejsza), atakujący decyzję premiera przeniesienia do Krakowa części uroczystości planowanych na jubileusz 4 czerwca ’89. Miała się w tym zdaniu zawrzeć głębia oburzenia płynącego z wiary, że tylko jednemu miejscu w Polsce, gdańskiej stoczni, przysługuje prawo i zaszczyt goszczenia uczestników święta. Tymczasem to odezwanie się moim zdaniem kompromituje polityka jak mało które. Jest nie tylko zamierzonym wyrazem pogardy dla Krakowa, traktowanego w nieustannej wojnie partyjnej jak wraży szaniec - jest wyrazem pogardy dla prawdy historycznej, obejmującej nas wszystkich w Polsce. Bo jak naprawdę było wtedy, 4 czerwca roku ’89 i przez parę poprzedzających tygodni?
Czyta się kilka minut

Wspomina Krzysztof Kozłowski w dopiero co wydanej książce "Historia z konsekwencjami": "Obrady Okrągłego Stołu zakończyły się 5 kwietnia, nie bez problemów po drodze, bo niemal w ostatniej chwili strona rządowa podjęła próbę unieważnienia uzgodnień. (...) I nagle coś się stało. Coś zupełnie nieoczekiwanego. W ciągu paru tygodni powstały nasze komitety wyborcze w 49 województwach. Już nie było tej ciszy, która towarzyszyła Okrągłemu Stołowi. Pojawiła się entuzjastyczna pewność zwycięstwa, co prawda ograniczonego, ale przecież pchającego Polskę w dobrym kierunku. Ruszyła kampania wyborcza, w czasie której - jako kandydat na senatora, odbyłem ponad 80 spotkań z wyborcami..."

Tak było wszędzie: wszystko zaczęło zależeć od samych ludzi, nie od partii, nie od władców. W Pacanowie tak samo, jak w każdym innym miejscu Polski. Do dziś spotykam ludzi, którzy mi mówią: "byliśmy wtedy razem w komitecie obywatelskim", "byłem wtedy pani mężem zaufania" albo po prostu: "czy pani pamięta?". Raz jeszcze odwołam się do książki Kozłowskiego: "Nie umiałem przewidzieć narastającego tempa przemian. 5 czerwca o czwartej nad ranem obudził mnie telefon. Dzwonił przyjaciel (...) Mamy pierwsze wyniki z obwodów zamkniętych. Milicja i wojsko głosują przeciw PZPR. To idzie jak lawina i jeśli czerwoni mają trochę oleju w głowie, to powinni nas zwinąć. (...) Pomyślałem, że w takim razie trzeba się przedtem wyspać. Obudziłem się w wolnej Polsce".

Może sobie Andrzej Gwiazda twierdzić dzisiaj, że tego dnia obchodzić będziemy święto generała Kiszczaka. Może wiceprzewodniczący Solidarności stoczniowej odgrażać się dalej premierowi, zapowiadającemu dialogowe z nim spotkanie. Współczuję im obydwu. I ufam, że nie potrafią zepsuć do reszty tego, co chcemy - wszędzie w Polsce, nie tylko w Gdańsku, w Krakowie i w Warszawie - świętować 4 czerwca.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2009