Afrykańska tablica

Tam, gdzie pracują, słowo "szpital" oznacza często budynek o gołych ścianach, w którym stoją łóżka z materacami. Nie ma pościeli (musi ją przynieść rodzina), brakuje lekarstw, a niekiedy nawet bandaży i spirytusu.
Czyta się kilka minut

Leczyć skutecznie można tylko wtedy, gdy przybywa transport leków z zagranicy. Pobyt w szpitalu sprowadza się do izolowania chorego, żeby nie zarażał innych. Ale rodzina stale jest w pobliżu, więc i ten warunek właściwie nie jest spełniony.

Szkoła wygląda podobnie. Zdjęcia, na których czarnoskórzy chłopcy i dziewczynki tłoczą się po troje w dwuosobowych ławkach, na ogół nie są pozowane. Obok szkoły jest boisko, na którym w czasie przerw kopiący piłkę wzbijają tumany kurzu. Szkoła to także posiłek, w niektórych porach roku jedyna okazja, by dzieci zjadły raz dziennie do syta. Na podwórku stoi studnia; trzeba stale przypominać o tym, jak się z nią obchodzić, bo zepsuty mechanizm naprawić trudno.

Zdjęcia pochodzą z regionów, w których misjonarze są od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. A co dzieje się tam, gdzie docierają tylko sporadycznie? I tam, gdzie nie docierają zupełnie?

To oczywiste, że o przyszłości Afryki zdecydują nie misjonarze, lecz inwestorzy. Ale inwestorzy zjawiają się tylko tam, gdzie spodziewają się zysków: urodzajnej ziemi, bogactw naturalnych, tanich rąk do pracy. Tak jest od dziesięcioleci: mieszkańcy innych kontynentów przybywają do Afryki robić mniejsze lub większe interesy, a następnie znikają, zostawiając za sobą spustoszone wioski, zdezorientowanych ludzi, konflikty etniczne i ekonomiczny chaos. Ludobójstwo przyszło do Afryki z Europy; za europejskie pomysły

na cywilizację Afrykanie będą jeszcze długo płacić własną krwią.

To, co robią misjonarze, to zaledwie małe strumienie wobec morza potrzeb. Ale w wielu miejscach ich aktywność jest jedyną rzetelną pomocą, na jaką mogą liczyć mieszkańcy. Od pewnego czasu towarzyszę akcji pod nazwą "Czadowa tablica". W Czadzie działają ojcowie z krakowskiej prowincji kapucynów. W Moundou powstaje właśnie Centrum Młodzieży im. św. Elżbiety, które dla zagubionych młodych ludzi ma być miejscem spotkań, nauki, rozrywki, a przede wszystkim wsparcia. Trzy budynki w stanie surowym już stoją, teraz trzeba je wyposażyć. Potrzebne są relatywnie małe pieniądze (szczegóły: www.czadowatablica.pl).

Kilka lat temu ekonomista Jeffrey Sachs podczas pobytu w Polsce mówił o tym, dlaczego zdecydował się zająć Afryką. "Dla wielu ludzi jest to kwestia obowiązku moralnego. Wielu ludziom wystarcza to, że pomoc wzajemna jest podstawowym obowiązkiem w nauczaniu Kościoła. Inni chcieliby jednak argumentów geopolitycznych czy gospodarczych. Mogę przedstawić te argumenty. Afryka liczy dziś blisko miliard mieszkańców. Połowa z nich żyje w ekstremalnie trudnych warunkach - chorób, zagrożeń, desperacji. Jak wiadomo, ci najbiedniejsi mają najwięcej dzieci. Jeśli utrzymają się obecne trendy, w 2050 r. w Afryce będzie 1,7 mld ludzi. Europa znajdzie się pod ogromną, niewyobrażalną wręcz presją! Do tego dochodzi problem restytucji krzywd, które wyrządziliśmy i nadal wyrządzamy: zmiany klimatyczne uderzają w Afrykę znacznie bardziej niż w jakikolwiek inny kontynent".

Afryce można jeszcze pomóc stosunkowo tanio. To tylko problem woli - i konsekwencji. Jednemu ze swoich amerykańskich oponentów, zdecydowanie przeciwnemu inwestycjom pomocowym w Afryce, Sachs przypomniał, że on sam zdobył wykształcenie dzięki stypendium. "Dla mnie to śmieszne, że ktoś, komu dano dziesiątki tysięcy dolarów, mówi, że to za dużo, gdy proszę go o 60 dolarów na Afrykę".

Afryka pilnie potrzebuje stypendium.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2010