Adwent mojego dzieciństwa: czas świadomego wybierania dobra

Moje wspomnienia z dzieciństwa zachowały czas adwentu jako czas dobrych uczynków rejestrowanych w pamięci i przy pomocy... sianka.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki // Fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki // Fot. Grażyna Makara

Wiadomo, że w historii Kościoła daty adwentu były różne, że Bożego Narodzenia początkowo nie obchodzono, że obchodzono je razem ze świętem Trzech Króli, że daty się zmieniały itd. Wiadomo także, że obchody Bożego Narodzenia są późniejsze od obchodów Wielkanocy i że data jest wybrana według klucza symbolicznego, nie historycznie. Dokładnej daty narodzenia Chrystusa nie mamy – i na tym trzeba poprzestać.

Moje wspomnienia z dzieciństwa zachowały czas adwentu jako czas dobrych uczynków rejestrowanych w pamięci i przy pomocy... sianka. Przez cały ten okres mieliśmy bowiem prawo i obowiązek zapamiętywania dobrych uczynków spełnionych w ciągu dnia, by wieczorem, nie informując nikogo o tym, na czym dany uczynek polegał, za jeden uczynek włożyć do odpowiedniego pudełka jedno pasemko siana. Na Boże Narodzenie to uskładane sianko wkładało się do żłóbka i na nim kładło figurkę Dzieciątka Jezus. Pamiętam, że moje kuzynki zbierały swoje dobre uczynki osobno, a potem ich sianko łączono z naszym. Pamiętam też, że tych dobrych uczynków miały znacznie więcej od nas. Może jakoś inaczej oceniały swoje dobre uczynki, albo po prostu były od nas lepsze...

Adwent w mojej pamięci: liczenie dobrych uczynków

To były dawne czasy, ale pozostało poczucie, że adwent jest czasem przytomności: czasem świadomego wybierania dobra. Oczywiście podczas liczenia dobrych uczynków było ich więcej niż wtedy, kiedy się ich nie liczyło. A potem, w dorosłości to się wszystko zamazało. Niby adwent, niby czas większej uwagi, ale w gruncie rzeczy taki sam jak inne, bez „słomek”, bez zwracania uwagi na to, co się robi, pewnie bez dobrych uczynków. Niestety. Powinno być tak, że efektem ćwiczeń młodego wieku będzie nawyk lat późniejszych. A nie jest. Chociaż, może jednak jest do czego nawiązać... Może tamte dawne praktyki jakoś mogą odżyć i działać, proporcjonalnie do wieku i stopnia przytomności. Może...

Jedno jest pewne: adwent został wymyślony ze świadomością tego, jaka jest ludzka natura, jak łatwo od wzniosłości przechodzimy do zwykłości naszych szarych dni i życia tą szarością. To jest wygodne, a jednocześnie niebezpieczne, bo godziny próby spadają na nas całkiem, lub prawie całkiem, niespodziewanie. Bez wprawiania się w zwykłej codzienności i w sprawach zwykłych możemy nie sprostać próbom, które spadną na nas nagle i wymagają wielkiej odporności. Adwent nie jest wtedy czasem liczonych przez nas dobrych uczynków, ale czasem większej niż zwykle uwagi, świadomości i uczenia się wciąż od nowa przykazania miłości, które w różnych fazach życia niesie inną treść.

Żyjąc dość długo, dochodzę do wniosku, że adwent – i nie tylko adwent, ale życie w ogóle – w różnych etapach stawia nas wobec całkiem nowych wyzwań. Inne są one, kiedy jesteśmy młodzi, inne, kiedy starość zakołacze do naszych drzwi. Pewnie każdy przeżywa to inaczej, ale ważne, by – jakkolwiek to przebiega – różnicy nie przegapić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru NR 48/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ile masz słomek